Najlepszym afrodyzjakiem jest władza – powiedział amerykański polityk Henry Kissinger. Korowody kobiet przewijających się przez sypialnie królów i cesarzy to najlepsze potwierdzenie tej diagnozy. W historii każdego kraju, również Polski, łatwiej znaleźć władcę utrzymującego na dworze prywatny harem niż dochowującego wierności swej koronowanej małżonce. Nic w tym dziwnego, przekonują biolodzy, gdyż zgodnie z teorią ewolucji samice instynktownie szukają samca, który przekaże ich potomstwu najlepsze geny i zapewni odpowiednie warunki do jego wychowania. Dominujący w stadzie samiec nie ma więc żadnych problemów z prokreacją, podobnie jak jego ludzki odpowiednik, czyli mężczyzna sprawujący władzę. Z punktu widzenia ewolucji miłość to zatem jedynie przejaw ukształtowanego przez naturę dążenia do zachowania gatunku. W rządzonym przez instynkty świecie zwierząt tak rzeczywiście się dzieje i nie zdarza się, by z powodu zauroczenia samicą przewodnik stada rezygnował ze swej pozycji. Zakochanych ludzi stać jednak na dużo więcej.
 

ŻONA ALBO KORONA


W styczniu 1936 r., po śmierci króla Jerzego V, na tronie Wielkiej Brytanii zasiadł jego najstarszy syn Edward VIII. Poddani byli zachwyceni nowym władcą, który zasłynął z odwagi w czasie I wojny światowej, a po jej zakończeniu dał się poznać jako świetny jeździec, arbiter elegancji i lew salonowy. W znacznie gorszym nastroju był premier i członkowie rządu Jego Królewskiej Mości, którzy wiedzieli, że dobiegający czterdziestki Edward od kilku lat romansuje z Amerykanką Wallis Simpson. Cudzoziemkę na tronie, nawet niepochodzącą z arystokratycznego rodu, pewnie dałoby się jakoś przełknąć, ale pani Simpson była mężatką i, co gorsza, miała już za sobą jeden rozwód. Chociaż w tych czasach wtajemniczeni dziennikarze potrafili zachować dyskrecję, ale i tak skandal wisiał w powietrzu.

Bomba wybuchła latem, gdy król wybrał się w rejs po Morzu Śródziemnym. Towarzyszyła mu pani Simpson i to nie jako skrzętnie ukrywana kochanka, ale oficjalna partnerka. Jednocześnie prawnicy Edwarda VIII omawiali z jej mężem szczegóły rozwodu.

Po powrocie z wakacji król ostentacyjnie zszedł z pokładu jachtu w towarzystwie swej wybranki. Tego już gazety nie mogły przemilczeć. Zwłaszcza że Edward wcale nie oczekiwał dyskrecji. Wręcz przeciwnie, coraz wyraźniej dawał do zrozumienia, że zamierza poślubić ukochaną. Królową Anglii miała więc zostać dwukrotna rozwódka, co dla hołdujących wiktoriańskiej moralności elit było absolutnie nie do przyjęcia. Ostro protestował też Kościół anglikański.

– Albo ślub, albo korona – premier Stanley Baldwin postawił w końcu ultimatum. Ku powszechnemu zdumieniu Edward VIII wybrał pierwszą możliwość i po 293 dniach panowania abdykował na rzecz brata. – Uznałem za niemożliwe dźwiganie wielkiego ciężaru odpowiedzialności bez pomocy i wsparcia kobiety, którą kocham – mówił w pożegnalnym przemówieniu transmitowanym przez radio BBC.

Dla milionów słuchaczy był to szok. Nie tylko dlatego, że wcześniej nie słyszeli o kłopotach sercowych króla i byli kompletnie zaskoczeni ich następstwami. Rzeczywistość przerosła nawet bajki, w których szczęśliwy happy end polega na tym, że kopciuszek staje na ślubnym kobiercu z królewiczem, po czym żyją długo i szczęśliwie. W prawdziwym życiu monarcha panujący nad największym imperium w historii, rozciągającym się od Australii przez Indie i Afrykę po Kanadę, zrezygnował z królestwa, by poślubić swojego kopciuszka.