Od dwóch dni politycy prześcigają się w wojnie na pseudo-argumenty: czy mord na działaczu PiS w Łodzi jest efektem triumfalistycznej kampanii nienawiści PO, czy też defensywnej kampanii oszczerstw PiS. Dyskusja będzie trwała jeszcze przez miesiące, a pismo Śledczy nie zabierze w tej kwestii głosu. Bo to nie nasza rola.


Dla nas ważniejszy jest psychologiczny profil mordercy - jakie pobudki kierowały 62-letnim mścicielem i co owe pobudki powołało do życia (a w efekcie do śmierci). Raczej nie jest osobą z zaburzeniami psychicznymi, co wyzwanie dla profilera jeszcze zwiększa. Czy jest psychopatą? Człowiekiem, który - jak twierdzi nasz znakomity felietonista Dariusz Loranty - nie odróżnia dobra od zła, ale atakuje raczej rzadko? Może i tak, ale w bardzo przewrotnym sensie. Po pierwsze zaatakował i to ze skutkiem śmiertelnym. Po drugie on odróżnia dobra od zła, tyle, że niekoniecznie właściwie je identyfikuje. Co więcej - staje po jednej ze stron, i w swoim przekonaniu - po stronie dobra (bo zło w jego oczach ucieleśnia Jarosław Kaczyński). Jest zatem typem wyjątkowo niebezpiecznym - to misjonarz o charakterystyce fundamentalistycznej, który, używając słów klasyka "wyrywa chwasty". Czy można go porównać do negatywnego bohatera filmu "Seven"? W jakims sensie tak. Nie jest wprawdzie tak wyrafinowany jak mściciel z hollywoodzkiej produkcji, ale jaki kraj takie wyrafinowanie. Nie popełnia czynu w afekcie - swą zbrodnię dobrze przygotował, uzbroił się najlepiej jak mógł, i wybrał w podróż. Chciał zabić szefa PiS i w jakimś sensie zabił go - oddał  śmiertelny strzał do człowieka, który w oczach misjonarza ucieleśniał Kaczyńskiego. Pif-paf - prawie zabity...


Zatrzymany przez organy ścigania nie wyraził skruchy, a wręcz przeciwnie - nieco zawoalowaną satysfakcję, że prawie się udało. A właściwie w stu procentach się udało, bo przecież trudno było się spodziewać, że w łódzkiej siedzibie PiS akurat znajdzie się sam JK. Misjonarz wypełnił misję. Boże, chroń nas przed takimi misjonarzami.