Do tej pory te światy nie zawsze łączyły się tak wygodnie, jak mogłyby się łączyć. Centrum miało własny rytm, Jaworzyna własny, a między nimi stała ta szara część każdego górskiego wyjazdu: dojazd, parking, zimowy tłok, wąska droga do Czarnego Potoku i to znajome poczucie, że zanim zacznie się przyjemność, trzeba jeszcze przejść przez logistyczny prolog. W planowanej kolei gondolowej najcenniejszy może być właśnie ten zwyczajny komfort: możliwość ruszenia z centrum miasta w stronę góry bez samochodowej przeprawy przez mękę.
Nowy system ma połączyć okolice Hali Lodowej w centrum Krynicy-Zdroju z Czarnym Potokiem przez Górę Krzyżową, a dalej korzystać z istniejącej gondoli prowadzącej na Jaworzynę Krynicką. Nowy odcinek przekroczy 2 km, obecna kolej z Czarnego Potoku na szczyt ma ok. 2,2 km, a całość da ponad 4,5 km trasy w powietrzu. Po uruchomieniu będzie to najdłuższa górska kolej linowa w Polsce, dłuższa m.in. od kolei na Kasprowy Wierch, która mierzy łącznie ok. 4,2 km. Inwestycja realizowana przez PKL ma kosztować ok. 50 mln zł, prace budowlane mają ruszyć latem, a zakończenie zaplanowano na sezon 2027.
Z deptaka prosto w góry. Taki skrót potrafi odmienić cały wyjazd
W polskich kurortach górskich bardzo często najbardziej męczy nie sama góra, lecz droga do niej. Człowiek przyjeżdża po widoki, spacer i odpoczynek, a zaczyna od krążenia po parkingu, stania w korku albo kalkulowania, czy lepiej ruszyć wcześniej, później, bokiem czy może odpuścić. Krynica dobrze zna ten problem, bo droga do doliny Czarnego Potoku w sezonie zimowym potrafi się zapchać dokładnie wtedy, gdy każdy chciałby już być na stoku, a nie w aucie z coraz mniejszą cierpliwością.
Gondola z centrum zmienia wyobrażenie o pobycie. Rano można zacząć powolnie: śniadanie, kawa, spacer po uzdrowiskowej części miasta, a potem przejście do stacji i wjazd w stronę Jaworzyny. Bez składania nart do bagażnika, bez szukania miejsca pod dolną stacją.
Jest w tym coś z dobrze zaprojektowanego miasta, gdzie najważniejsze miejsca zaczynają się ze sobą naturalnie łączyć. Krynica mogłaby stać się bardziej “chodzona” i mniej zależna od samochodu. Przyjeżdżasz pociągiem albo zostawiasz auto przy noclegu, idziesz przez centrum, wsiadasz do wagonika i po chwili uzdrowiskowy rytm zaczyna przechodzić w górski. W podróżach często wygrywają rozwiązania, które zdejmują z człowieka dodatkowe problemy.
Jaworzyna Krynicka będzie bliżej także dla tych, którzy nie planują sportowego weekendu
Jaworzyna Krynicka ma 1114 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem wschodniej części Beskidu Sądeckiego. Zimą znaczenie tej góry jest oczywiste: narciarze, trasy, śnieg, sezon, który dzięki lokalnemu mikroklimatowi potrafi trwać długo. Pokrywa śnieżna utrzymuje się tam często około 150 dni w roku, więc łatwo zrozumieć, dlaczego połączenie centrum z Czarnym Potokiem ma odciążyć dojazd i pomóc zimowej infrastrukturze.
Ale Krynica nie powinna być postrzegana wyłącznie przez pryzmat nart. Ta kolej może być równie ważna dla osób, które nie chcą zdobywać gór z miną bohatera filmu survivalowego. Dla rodzin z dziećmi wjazd gondolą sam w sobie bywa atrakcją, a widok z wagonika potrafi zrobić więcej niż kolejny punkt w planie wycieczki. Dla seniorów i kuracjuszy to szansa na kontakt z górami bez długiego podejścia. Dla osób przyjeżdżających na weekend – szybki sposób, żeby w jednym dniu połączyć uzdrowiskowy spacer, widoki z Jaworzyny i kolację w centrum.

To może być bardzo dobra wiadomość dla turystów, którzy lubią góry, ale nie chcą, żeby cały wyjazd zamienił się w zadanie kondycyjne. W Polsce często rozmawiamy o górach w trybie zdobywania: szczyt, trasa, przewyższenie, czas przejścia. A przecież istnieje też inny rodzaj górskiego wyjazdu: widokowy, spacerowy, z miejscem na kawę, zdjęcie, obiad i powolne wracanie przez miasto. Krynica ma do tego idealne warunki, bo sama w sobie nie jest tylko bazą wypadową.
Co robić w Krynicy, gdy kolej już połączy miasto z Jaworzyną?
Najprostszy plan może być najprzyjemniejszy: nie zaczynać od pośpiechu. Krynicy warto dać trochę czasu. Deptak, Pijalnia Główna, Stary Dom Zdrojowy, Park Zdrojowy, zabytkowe wille i Góra Parkowa tworzą tę warstwę miasta, która ma w sobie coś z podróży do dawnego stylu wypoczynku. Nie trzeba udawać, że pijalnia wód jest najbardziej dynamiczną atrakcją świata. Jej urok polega właśnie na rytuale, który dzisiejszemu turyście może wydawać się lekko anachroniczny, a przez to dziwnie kojący.
Potem można przenieść dzień wyżej. Wjazd w stronę Jaworzyny pozwala szybko zmienić perspektywę: z uzdrowiskowych alejek na panoramy Beskidu Sądeckiego, z miejskich spacerów na górskie powietrze, z kawiarni na szlak albo taras widokowy. Po drodze pojawia się Góra Krzyżowa, która może stać się nie tylko punktem technicznym nowej trasy, ale też pretekstem do krótszego spaceru i zatrzymania się nad miastem. Przy dobrej pogodzie takie przejście między Krynicą z dołu a Krynicą z góry ma szansę być największą atrakcją samo w sobie.
Przy dłuższym pobycie warto dołożyć Muszynę z ogrodami sensorycznymi i spokojniejszym, bardziej rodzinnym klimatem, Tylicz z drewnianą architekturą i trasami spacerowymi, a także okoliczne cerkwie i ślady łemkowskiego dziedzictwa. Beskid Sądecki polubimy przez łagodne przejścia, doliny, uzdrowiska, stare drogi, mniejsze miejscowości i wrażenie, że nie wszystko zostało ustawione pod turystę z aparatem. Taka podróż jest bardziej odprężająca.
