Bo oto ktoś wziął jedne z najbardziej charakterystycznych miejskich butów na świecie i postanowił przerobić je na coś, co wygląda jak skrzyżowanie mokasyna, buta trekkingowego i sprzętu przygotowanego na koniec świata. Im dłużej jednak patrzę na ten projekt, tym bardziej zaczynam rozumieć, że może jednak jest w tym trochę szaleńczej logiki.
Wallabee, którym nagle zachciało się chodzić po górach
Na pierwszy rzut oka Moncler nie zniszczył tego, co w Wallabee najważniejsze. Nadal mamy charakterystyczną, niemal kwadratową sylwetkę inspirowaną mokasynami, prosty system sznurowania i zamszową cholewkę dostępną między innymi w odcieniach beżu i khaki. To wciąż jest Wallabee. Przynajmniej od kostki w górę.

Potem wzrok schodzi niżej i zaczynają się dziwne rzeczy. Już sama nazwa zdradza pierwszą zmianę. Dopisek GTX oznacza obecność membrany goretex, dzięki której buty mają być wodoodporne. To akurat jeszcze nie szokuje. Clarks eksperymentował z tym już wcześniej, a współczesna moda od dawna flirtuje z rozwiązaniami outdoorowymi. Prawdziwa transformacja wydarzyła się bowiem na podeszwie.

Dolna część buta pochodzi praktycznie wprost z serii Trailgrip, czyli outdoorowej linii Monclera. Zamiast klasycznej, stosunkowo prostej podeszwy Wallabee otrzymał masywną konstrukcję Vibram z agresywnym bieżnikiem przygotowanym do poruszania się w znacznie trudniejszym terenie. Podeszwa zachodzi również na przód buta, poprawiając ochronę palców i przyczepność. Efekt jest dość surrealistyczny. Górna część wygląda tak, jakby wybierała się na kawę do modnej dzielnicy Londynu, podczas gdy dolna sprawia wrażenie gotowej na kilkugodzinny marsz po błotnistym szlaku.
To absurd, który idealnie wpisuje się w dzisiejszą modę
Tak, to wygląda jednocześnie fascynująco i absurdalnie, zwłaszcza że większość osób kupujących te buty prawdopodobnie nigdy nie zabierze ich na górski szlak. Tak samo jak większość właścicieli terenowych SUV-ów nie planuje przepraw przez rzekę. Jednak współczesna moda już dawno przestała kierować się wyłącznie praktycznością.
Od kilku lat obserwujemy ogromną popularność trendu gorpcore, który polega na przenoszeniu rozwiązań outdoorowych do codziennego ubioru. Kurtki techniczne, membrany, trekkingowe podeszwy i sprzęt projektowany z myślą o górach coraz częściej trafiają na miejskie ulice. Moncler Trailgrip Clarks Wallabee GTX jest właściwie kwintesencją tego zjawiska. To but, który wygląda tak, jakby projektanci wrzucili do jednego worka modę uliczną, luksus, trekking i odrobinę szaleństwa, a potem postanowili sprawdzić, co z tego wyjdzie.

Czy potrzebowaliśmy trekkingowej wersji Wallabee? Raczej nie. Wątpię też, czy ten model można nazwać butem „do wszystkiego”. Ale charakter na pewno mają i dla wielu osób właśnie to będzie najważniejsze. W czasach, gdy wiele nowych sneakersów wygląda niemal identycznie, Moncler i Clarks stworzyli coś, co wywołuje reakcję. Nawet jeśli początkowo jest to zdziwienie lub grymas. Choć w tego typu projektach pewnie o to chodzi – o przyciąganie uwagi.
Cena i data premiery nie zostały jeszcze ujawnione, ale patrząc na dotychczasowe modele z rodziny Trailgrip, można spodziewać się kwoty przekraczającej 500 dolarów, a być może zbliżającej się nawet do 1000 dolarów. I coś mi mówi, że mimo tej ceny chętnych raczej nie zabraknie.
