
Problem był zawsze ten sam: hot wax działa, ale potrafi zniechęcić samą logistyką. I tu pojawia się nowy zestaw, który próbuje zamienić woskowanie w czynność na poziomie ekspresu do kawy: wkładasz łańcuch, naciskasz przycisk, wyjmujesz gotowy.
Automatyczne woskowanie łańcucha, czyli mniej ceremonii, więcej jazdy
Największy twist w tym rozwiązaniu to zamknięta tacka na łańcuch, coś w rodzaju szpuli, która trzyma całość w ryzach podczas zanurzenia w wosku i późniejszego schnięcia. Zamiast wyławiać rozgrzany łańcuch i pilnować kapania, układasz go w pojemniku, a potem całą tackę odkładasz na stojak do suszenia. W teorii mniej bałaganu na blacie i mniej wosku tam, gdzie nie powinno go być.
Druga rzecz to wibracje w trakcie cyklu. Zintegrowany mechanizm ma poruszać łańcuchem podczas kąpieli w wosku, co ma pomóc w wypłukiwaniu drobinek brudu spomiędzy ogniw. Brzmi jak sprytny sposób na podtrzymanie czystości w przypadku łańcucha, który jest już woskowany i zbiera głównie drobny pył, a nie klasyczną olejową pastę.
Tempo ma znaczenie: czasy cykli i ergonomia całego procesu
Producent stawia tu na szybkość i powtarzalność. Samo rozgrzanie urządzenia ma zajmować około 8 minut, a cykl woskowania około 2 minut. Potem potrzeba jeszcze około 2 minut na ponowne dogrzanie, zanim sprzęt będzie gotowy na kolejną turę z następnym łańcuchem. Czyli bardziej seria krótkich sesji niż jedna długa operacja.

Podoba mi się też kierunek myślenia: urządzenie ma być na tyle małe, żeby dało się je realnie trzymać w mieszkaniu, a nie tylko w warsztacie. To ważne, bo hot wax najczęściej przegrywa nie z techniką, tylko z prozą życia: brak miejsca, brak czasu, niechęć do zmieniania domowej kuchni w serwis. Jeśli ktoś celuje w ludzi, którzy jeżdżą dużo i chcą czystego napędu bez weekendowej obsługi, taka kompaktowa forma ma sens.
Po co w ogóle wosk na gorąco, skoro są wygodne smary?
Sedno przewagi hot wax jest dość proste: po zastygnięciu wosk jest suchy, więc dużo słabiej przyciąga brud niż mokre oleje. W efekcie napęd ma zostawać czystszy, a tarcie ma rosnąć wolniej w miarę kolejnych kilometrów. W komunikacji padają też konkretne hasła: czysty napęd, oszczędność watów i wyraźnie dłuższe życie łańcucha.
W praktyce liczby zależą od warunków i tego, czy startujesz z idealnie odtłuszczonym łańcuchem. Deklaracje mówią o przyroście rzędu 4–8 W w sprzyjających porównaniach oraz nawet kilkukrotnym wydłużeniu żywotności łańcucha przy regularnym odnawianiu powłoki. Pojawia się też wskazówka interwałów: rząd 300–500 km jako sensowny rytm dla ponownego woskowania, z ambitniejszymi obietnicami dla nowych formulacji, które mają wytrzymywać dłużej.

Hot wax od dawna ma fanów, ale był to klub, do którego wchodziło się przez próg z napisem cierpliwość i konsekwencja. Ten zestaw próbuje ten próg obniżyć: mniej brudnych etapów, mniej kombinowania z zawieszkami, mniej stresu, że wosk skapie na podłogę. I to jest realna wartość, nawet jeśli wibracje nie zastąpią porządnego odtłuszczenia na start.
Cena w preorderze, około 196 dolarów, czyli około 700 zł sugeruje, że to gadżet dla osób, które albo jeżdżą dużo, albo po prostu nie chcą tracić czasu na czyszczenie napędu co tydzień. Z drugiej strony, jeśli ktoś ma w domu dwa rowery, a do tego zimą trenażer i kilka łańcuchów na zmianę, nagle automatyzacja zaczyna wyglądać jak oszczędność nerwów, nie tylko pieniędzy.
Najbardziej kibicuję temu, żeby takie rozwiązania były uczciwie oceniane w realnych warunkach: błoto, sól, deszcz, a nie tylko gładki asfalt. Bo jeśli faktycznie da się utrzymać napęd czysty bez wiecznego szorowania kasety, to dla wielu osób będzie to bardziej odczuwalna rewolucja niż kolejna aplikacja do ustawiania światełek w liczniku.