Służący w afgańskiej prowincji Kandahar sierżant Robert Bales zabił 16 cywilów, głównie kobiety i dzieci, a potem poukładał ich ciała na stos i podpalił. Makabryczna zbrodnia znalazła swój finał przed sądem wojskowym, ale przy tej okazji wyszło też na jaw, że sierżant Bales mógł nie do końca panować nad sobą. Wszystko za sprawą leku przeciwmalarycznego Lariam, podawanego żołnierzom w regionach, w których występuje malaria. Znany podróżującym w tropiki Lariam to niebezpieczne lekarstwo, którego skutki uboczne obejmują halucynacje, napady agresji i depresji.

– To jest w zasadzie silny lek psychotropowy, który przypadkiem ma także działanie przeciwmalaryczne – twierdzi Remington Nevin, były lekarz wojskowy, pracujący obecnie jako epidemiolog w John Hopkins University w USA. Nevin powołuje się na przypadki napadów agresji i mordów, dokonywanych przez żołnierzy US Army, przyjmujących przez dłuższy czas Lariam. Jest więc wielce prawdopodobne, że i Bales, który poza Lariamem stosował także sterydy i pił alkohol, a do tego miał zaburzenia wynikające z długotrwałego przebywania na polach walki w Iraku i Afganistanie, dokonał zbrodni pod wpływem tego specyfiku.

Aż strach pomyśleć, jakie skutki uboczne mogą mieć szczepionki na malarię, nad którymi w pocie czoła pracują firmy farmaceutyczne. Najnowszy wynalazek, nazwany PfSPZ, jest skuteczny w 12 na 15 przypadków. To imponujący wynik w historii poszukiwań skutecznej szczepionki na chorobę, która co roku atakuje ponad 220 mln ludzi w krajach tropikalnych.