Kiedy ja prowadziłam kursy z uwodzenia dla kobiet, zauważyłam, że średnia wieku wynosiła 40–50 lat. Przychodziły panie, które przez całe życie wierzyły w naturalność, w to, że jeśli będą po prostu takie, jakie są, to wszystko się poukłada. Dodatkowo nie dbały odpowiednio o relacje i o to, żeby iskrzyło przez cały czas. W końcu kolejne relacje się rozpadały albo były niesatysfakcjonujące i wtedy kobiety te dochodziły do wniosku, że jednak potrzebują jakichś narzędzi.

Czy na kursach dla mężczyzn i kobiet przekazuje się podobną wiedzę?

– I tak, i nie. Panowie muszą się nauczyć mówić tak, żeby wywoływać emocje u kobiet – żeby nam się pięknie ich słuchało. Kobietę uwodzi się głosem i tym, co się mówi, bo to na nas, kobiety, najmocniej działa. Natomiast my, kobiety, musimy trochę odpuścić mężczyznom i zrozumieć, że oni wypowiadają zdecydowanie mniej słów na dzień niż my. Szkoły dla pań i panów różną się merytorycznie. Największy problem mężczyźni mają z podejściem do kobiety, zwłaszcza tej, która im się podoba. Przełamanie tego lęku, zagadanie, nawiązanie kontaktu jest dla nich krytycznym momentem. A potem takie poprowadzenie rozmowy, żeby była dla kobiety interesująca. Natomiast w przypadku przedstawicielek płci pięknej skupiamy się na poczuciu własnej atrakcyjności. I na poukładaniu przekonań. Potem większość rzeczy wychodzi nam naturalnie: potrafimy rozmawiać o emocjach, potrafimy sprawić, żeby ktoś się dobrze z nami czuł, dopasowujemy się. Dostałyśmy to w spadku po naszych prapraprzodkiniach, które same opiekowały się dziećmi, musiały umieć je obserwować, zająć się nimi, zabawić. Sam proces rozmowy i uwodzenia jest więc dla kobiety prosty i zupełnie naturalny.

Żeby móc uwodzić innych, trzeba najpierw umieć uwodzić samą/samego siebie?

– Trzeba się czuć pociągającym i atrakcyjnym. To jest najważniejsza rzecz, której uczymy ludzi na szkoleniach – jak doceniać siebie, zauważać to, co ma się w sobie ładnego, atrakcyjnego. Trzeba znaleźć w sobie to coś, co się może podobać, odszukać swoją wewnętrzną wartość, a przede wszystkim doskonale czuć się w swoim ciele. Bardzo ważne jest, aby zacząć myśleć o drugiej płci, że jest OK – możemy bowiem nosić w sobie różne przekonania, także te, które nie pomagają w kontaktach. Jeżeli to potrafię, to korzystanie z narzędzi przychodzi naturalnie. Wszystko, czego uczę, powstało z obserwacji sposobu, w jaki ludzie się dogadują i co odpowiada za to, co sprawia, że jest nam razem łatwo, wesoło i przyjemnie.

Czy możemy nauczyć się czegoś od słynnych uwodzicieli, takich jak Casanova?

– Zarówno w sukcesie biznesowym, jak i uwodzicielskim można zaobserwować pewne prawidłowości. Kiedy Casanova uwodził kobiety, cała jego uwaga była skupiona tylko na nich. W każdej widział coś wyjątkowego, każda była piękna w jego oczach. A kiedy kobieta się dobrze czuje w relacji z mężczyzną, daje się uwodzić – bo jeżeli dobrze się bawi i słyszy swoją atrakcyjność w słowach mężczyzny, widzi jego zainteresowanie, wtedy łatwo wchodzi w relację. W drugą stronę działa to dokładnie tak samo. Jeżeli kobieta umie sprawić, żeby facet czuł się z nią doskonale, czuł, że jest wyjątkowy, mógł mówić o tym, co go interesuje czy fascynuje, i jeszcze żeby oboje się przy tym śmiali i dobrze ze sobą bawili – to sukces uwodzicielski zapewniony!

Jedna z moich klientek – długowłosa, długonoga, z dużym biustem, miała taki problem, że po pierwszej randce panowie nigdy nie chcieli się z nią dalej umawiać. Kiedy jej powiedziałam, żeby pytała mężczyznę o to, co go interesuje, odparła, że byłoby nudno, gdyby on mówił o swojej pracy, samochodach albo gdyby się okazało, że jest mało rozmowny. W rezultacie żeby rozmowa płynęła, ona opowiada o swojej pracy. Zapytałam ją o to, czy chce, żeby dobrze jej się rozmawiało z mężczyznami, czy pragnie, żeby się z nią spotykali? To było dla niej wielkie odkrycie, że może rozmawiać z mężczyzną o tym, co jego interesuje. W końcu znalazł się odpowiedni mężczyzna, z którym ta kobieta do dziś jest w związku.

Jak się uwodzić w stałym w związku?

– Związek jest jak delikatna mimoza. Jeśli na nią chuchniesz, skuli listki, jeśli zapomnisz podlewać przez miesiąc – uschnie. Psycholog społeczny Bogdan Wojciszke w swojej „Psychologii miłości” napisał, że relacja między dwojgiem ludzi składa się z namiętności, bliskości i zaangażowania. Na samym początku pojawia się namiętność, na jej bazie powstaje bliskość, a potem dochodzi zaangażowanie. Namiętność wygasa najszybciej, a kiedy to się dzieje, ta druga osoba przestaje nas kręcić. Znika więc też bliskość i zostaje samo zaangażowanie – kredyt, wspólny adres i tyle. A nie o to chodzi!

Żeby dobrze nam było przez długie lata, cały czas musimy być dla siebie interesujący i dlatego dobrze jest się uwodzić. Cały czas sprawiać, żeby druga osoba chciała być ze mną, a nie z tą ogromną liczbą atrakcyjnych osób, które są wokół nas. A da się to zrobić bardzo prosto. Kiedyś, na samym początku znajomości byliśmy przecież dla siebie najpiękniejsi, najbardziej atrakcyjni, najbardziej fascynujący – dobrze jest więc sięgać pamięcią do początków związków, celebrować wszelkie rocznice, oglądać zdjęcia, rozmawiać, jak to było.