Teraz na popularności zyskują „Skillidays”, czyli wakacje spędzane z myślą o tym, by nauczyć się czegoś nowego. Trochę wpisuje się to w nurt slow travel, bo przecież trzeba trochę zwolnić tempo i wyczyścić harmonogram, by znaleźć czas na zyskanie nowych umiejętności.
Nowa pasja zamiast magnesu z wakacji
Wszystko sprowadza się do tego, że nie szukamy już na wakacjach bezmyślnego podążania za turystycznymi atrakcjami albo leżenia plackiem przy basenie. Nie zrozumcie mnie źle, nie ma w tym nic złego, jednak chodzi bardziej o to, że tego typu urlop w gruncie rzeczy przypomina to, co robimy w domu. Z jednej strony planujemy, spieszymy się i biegamy, by zaliczyć jeden zabytek po drugim, bez refleksji i chwili odpoczynku. W drugim scenariuszu może i nie ma bieganiny, ale kiedy zaczyna nam się nudzić, kończymy z telefonem w ręce, znów scrollując social media.
Skillidays to natomiast świadome wybieranie „wysiłku”. Nie takiego, jaki znamy z pracy, tylko czegoś zupełnie nowego, na co zwykle, żyjąc w ciągłym biegu, nie mamy czasu. Bo umówmy się, czy znaleźlibyście teraz miejsce w grafiku na zajęcia z garncarstwa albo naukę malowania? Ja raczej nie. Świetnie pokazuje to najnowsze, gigantyczne badanie przeprowadzone przez Mastercard na grupie ponad 27 tysięcy podróżnych z 28 europejskich krajów. Wyniki dają do myślenia: niemal połowa z nas planuje w te wakacje połączyć urlop ze zdobywaniem konkretnych, nierzadko niszowych umiejętności. W dodatku jesteśmy nawet w stanie zapłacić więcej za wyjazd, jeśli w pakiecie dostanie autentyczne, lokalne warsztaty. Ponad jedna trzecia zdążyła już nawet taki wyjazd zarezerwować. Najmocniej ten trend nakręca pokolenie Gen Z, ale starsi niewiele im ustępują

Zaczęliśmy bardziej cenić wspomnienia i realne doświadczenia niż materialne gadżety, które i tak w końcu wylądują w koszu na śmieci albo w jakiejś głębokiej szufladzie. Nowa umiejętność nabyta podczas wakacji sprawia, że cała podróż nabiera głębszego sensu. Bo te umiejętności zostają z nami nawet na całe życie i być może po powrocie, zamiast brać w ręce telefon w każdej wolnej chwili, zmienimy go na szydełko, by wydziergać sobie jakiś fajny dodatek.
W ten sposób Skilldays idealnie wpisują się w slow travel. Wyciągają nas z przepełnionych, zdeptanych przez masową turystykę kurortów. Skoro szukamy autentyczności, jedziemy do mniejszych miasteczek, agroturystyk czy rzemieślniczych warsztatów na uboczu, wspierając lokalnych twórców i dając odetchnąć zmęczonym metropoliom. Poznajemy ludzi i samych siebie, przywożąc ze sobą znacznie więcej niż tylko wspomnienia.
Czego najbardziej chcemy się uczyć w 2026 roku?
Wróćmy jeszcze do raportu, bo może to kogoś zainspiruje. Jeśli chodzi o konkretne umiejętności, gusta Europejczyków są niesamowicie zróżnicowane i idealnie pokazują, jak bardzo tęsknimy za odskocznią od codziennej pracy za biurkiem. Na szczycie wakacyjnych marzeń znalazła się nauka podstawowych zwrotów w nowym języku – i trudno o lepszy poligon doświadczalny niż zamawianie porannej kawy w lokalnym dialekcie. Tuż za językami plasuje się szeroko pojęta gastronomia, od warsztatów kulinarnych z lokalnymi szefami kuchni, po zgłębianie tajników tradycyjnej produkcji żywności, na przykład domowego serowarstwa czy tłoczenia oliwy.
Ogromną popularnością cieszą się też wyjazdy zorientowane na zdrowie i ruch (medytacja, joga czy sztuki walki) oraz tradycyjne rzemiosło, takie jak praca w drewnie, tkactwo i tekstylia. Wiele osób chce też szlifować swoje talenty artystyczne – fotografię, malarstwo czy kreatywne pisanie. Listę zamykają sporty ekstremalne typu surfing i narty oraz budzący coraz większe emocje survival i bushcraft – czyli nauka nawigacji, rozpalania ognia i zbierania dzikich roślin jadalnych w lesie.
Idealny sposób na reset
Moim zdaniem ta zmiana myślenia o urlopie to najlepsze, co mogło nas ostatnio spotkać. Żyjemy w czasach tak potężnego przebodźcowania i zmęczenia psychicznego, że zmiana otoczenia i całkowite skupienie rąk oraz głowy na nowej, manualnej czynności działa na mózg jak głęboki, zbawienny reset. Gdy przez kilka godzin dziennie uczysz się, jak utrzymać równowagę na desce surfingowej, jak prawidłowo ugniatać ciasto na włoską pastę albo jak nie odrąbać sobie palca podczas rzeźbienia w drewnie, nie masz fizycznej możliwości myślenia o nieprzeczytanych mailach w pracy czy domowych obowiązkach.

To mindfulness w praktycznym wydaniu. Jeśli więc wciąż zastanawiacie się nad planami na ten sezon, porzućcie na chwilę przeglądanie ofert luksusowych hoteli z wielkimi basenami. Poszukajcie małych warsztatów, zapiszcie się na lokalny kurs i jedźcie po wspomnienia, które wyryją się w waszej pamięci na lata. Portfel będzie lżejszy o parę złotych, ale z wakacji wrócicie jako bogatsi, ciekawsi świata ludzie.
