Okej, może to brzmi nieco absurdalnie, bo nie jest to dowóz do domu, więc i tak muszę podejść do sklepu. Jednak po chwili dochodzę do wniosku, że… to ma dużo sensu.
Zakupy w Lidlu bez chodzenia po sklepie
Cały mechanizm jest bardzo prosty. Klient składa zamówienie przez aplikację, wybiera produkty spożywcze, a potem podjeżdża pod sklep o wybranej godzinie. Na parkingu znajdują się specjalnie oznaczone miejsca odbioru. Po wpisaniu numeru stanowiska w aplikacji pracownik Lidla przynosi zakupy prosto do samochodu.
Bez chodzenia po sklepie. Bez kolejek. Bez przeciskania się między ludźmi blokującymi alejkę wózkiem ustawionym w poprzek. To trochę zabawne, jak bardzo zakupy spożywcze zaczynają przypominać usługi typu drive-thru. Jeszcze kilka lat temu podobny model kojarzył się głównie z fast foodami, a dziś coraz więcej firm próbuje skrócić cały proces zakupowy do absolutnego minimum.
Na razie usługa działa testowo w Dublinie i obejmuje wyłącznie produkty spożywcze. Nie zamówimy więc tekstyliów, elektroniki czy słynnych lidlowych „rzeczy z kosza chaosu”, po które ludzie czasem przychodzą bardziej niż po jedzenie. Są też pewne ograniczenia, bo minimalna wartość zamówienia wynosi 30 euro, czyli około 130 złotych. Do tego dochodzi opłata serwisowa w wysokości 4,99 euro — mniej więcej 22 złote za samą wygodę odbioru.
I tutaj zaczyna się najciekawsza część całego pomysłu. Bo dla części osób będzie to absolutnie zbędny wydatek. Zwłaszcza jeśli mieszkają blisko sklepu albo zwyczajnie lubią samodzielnie wybierać produkty. Ale jednocześnie widzę ogromną grupę ludzi, którzy bardzo chętnie dopłacą za możliwość uniknięcia całego zakupowego chaosu. Rodzice z małymi dziećmi, osoby pracujące do późna, ludzie zmęczeni przebodźcowaniem supermarketów albo po prostu każdy, kto wraca po ciężkim dniu i chce tylko odebrać gotowe zakupy bez dodatkowego wysiłku. Jeśli ta opcja się przyjmie i trafi do Polski, to myślę, że będę z niej czasem korzystać. Zamiast wracać po spacerze z psem do domu, a potem iść na zakupy, będę mogła je odebrać w trakcie przechadzki z pupilem. Podoba mi się to.
Problem mogą mieć pracownicy
Oczywiście cały ten system ma też swoją mniej wygodną stronę. O ile dla klientów wygląda to świetnie, o tyle dla pracowników oznacza kolejne obowiązki. Przy chronicznych brakach kadrowych w handlu dokładanie ludziom biegania po parkingu z zakupami może odbić się na funkcjonowaniu sklepu wewnątrz. Zwłaszcza w godzinach szczytu.
No i pozostaje jeszcze pytanie, jak taki model sprawdziłby się w Polsce. Bo z jednej strony uwielbiamy wygodę, ale z drugiej nadal bardzo niechętnie dopłacamy za usługi, które „możemy zrobić sami”. Nie ma co przeliczać irlandzkich kosztów na złotówki, bo zwykle takie ceny dostosowane są poziomem do konkretnego rynku. Opłaty na pewno będą, pewnie w granicach 10 złotych, a to całkiem rozsądna cena za oszczędność czasu, przynajmniej moim zdaniem.
Źródło:Lebensmittel Zeitung
