Zamiast potraktować muszlę jako letnią ozdobę, uczynili z niej prawdziwy fundament i szkielet całej nowej linii naczyń oraz akcesoriów. Efekt? Powstała seria przedmiotów, które wyglądają tak, jakby naturalnie ukształtowały je oceaniczne prądy, zachowując przy tym kunszt luksusowej biżuterii i funkcjonalność, bo w końcu to nadal coś, czego używać będziemy przy posiłkach.
Muszla to jedna z najbardziej zadziwiających form w naturze
Stworzona przez miękkie niepozorne stworzenie, tworzy doskonałą geometrycznie spiralę, która wygląda tak, jakby została precyzyjnie zaprojektowana przez inżyniera. To właśnie ta strukturalna linia stała się osią całej współpracy.
Świetnym przykładem takiego myślenia o formie jest wazon, w którym spiralny kształt muszli został wykorzystany do przełamania tradycyjnej kompozycji florystycznej. Jego kielich otwierają się pod delikatnym kątem, co sprawia, że kwiaty nie stoją w nim na sztorc, lecz swobodnie wylewają się na zewnątrz, naśladując ruch morskiej fali. Ta sama spirala, odlana ze złota i wypolerowana na wysoki połysk, pojawia się w kolekcji również jako samodzielna rzeźba na cokole, do postawienia na półce w jadalni.



Motyw muszli pojawia się również na naczyniach. Nie w nachalny sposób, nie ma tu zwykłych, nadrukowanych wzorów, tylko wyrafinowane wykończenie. Mamy chociażby misę w kształcie muszli konchy, wykończoną śnieżnobiałą glazurą na zewnątrz i pozłacaną od środka, na której każda potrawa będzie wyglądać luksusowo. Projektanci nie udają, że jest to pudełko na biżuterię. To w pełni funkcjonalne naczynie, które po prostu wyrosło z formy rezerwowanej dotychczas dla dzieł sztuki użytkowej.


Tym, co ostatecznie spaja całą kolekcję i sprawia, że czytamy ją jako jedną spójną opowieść, jest motyw skręconego sznura. Detal przypominający ozdobny pasmanteryjny splot przewija się przez niemal każdy element. Od kubełka do lotów, przez ranty talerzy po uchwyt chłodziarki do szampana.
Widzimy go na ramce do zdjęć, a chwilę później na rękojeści widelca do serwowania ryb. Ta konsekwencja sprawia, że nasz wzrok automatycznie łączy poszczególne kropki. Nie musimy czytać manifestu projektantów, aby poczuć, że każdy przedmiot na stole – od filiżanki po dużą wazę – operuje tym samym eleganckim językiem.
Dla marki L’Objet ta premiera ma również wymiar symboliczny i historyczny
Kolekcja stworzona we współpracy z Jessiką McCormack stała się tłem dla pierwszego w historii marki debiutu własnej linii sztućców. Zamiast zacząć ostrożnie, od prostych, bezpiecznych form, firma postanowiła od razu rzucić się na głęboką wodę, prezentując komplet nawiązujący do muszli.
Uchwyty widelców, noży i łyżek zwijają się w kunsztowne, spiralne muszle odlane w złocistym wykończeniu. W efekcie widelec trzymany w dłoni przestał być wyłącznie zwykłym narzędziem do jedzenia – wygląda jak misternie wykonany element biżuterii, który przy okazji służy do serwowania posiłków. Przejście od porcelany i szkła do sztućców za pośrednictwem tak odważnego języka projektowego pokazuje ogromną pewność siebie twórców.

Oczywiście, to nie spodoba się każdemu. To nie są motywy roślinne, które od wieków obecne są w zastawach. Dodatkowo, sam kształt sztućców, a raczej ich rączek – bo reszta jest wyjątkowo klasyczna – może niektórym przeszkadzać. Mimo wszystko naprawdę ciężko oderwać od nich wzrok.
Estetyka minionych epok we współczesnym wydaniu
Jeśli interesujecie się sztuką, to zapewne wiecie, że Jessica McCormack od lat słynie z tego, że w swojej biżuterii garściami czerpie z dawnych motywów estetycznych – na czele z epoką gregoriańską. Jednocześnie jakoś udaje jej się uniknąć efektu przesady i wrażenia, że dotykamy rekwizytów a nie czegoś użytkowego. Może właśnie dzięki temu udało jej się tak świetnie wyważyć motyw muszli, niełatwy przecież do opanowania bez popadania w kicz.

Szlachetne materiały, takie jak wypalana porcelana, ręcznie nakładane złoto czy polerowany metal, tworzą zastawę o rzeźbiarskim charakterze. Żaden z elementów nie krzyczy jednak o uwagę, są po prostu całością. Elegancką, trochę ekstrawagancką i zdecydowanie piękną.
Źródło:L’Objet
