Ustępują miejsca energooszczędnym diodowym latarniom LED, pozwalającym obniżyć wydatki na oświetlenie co najmniej o połowę. Diodówki instaluje się przy drogach i w miastach. W Polsce są jeszcze rzadkością - można je zobaczyć m.in. w gminie Trzebielino w województwie pomorskim i na krótkiej uliczce Calinescu w centrum Warszawy. Na świecie tylko najbogatsze miasta, które stać na radykalny krok i spory jednorazowy wydatek, decydują się na wymianę całego oświetlenia na LED-owe.

W USA lampy sodowe zniknęły już m.in. z ulic Las Vegas i Austin, a niedawno głośno było o zmianach w Los Angeles. Pierwsza faza rewolucji oświetleniowej w Mieście Aniołów zakończyła się latem zeszłego roku - do tego czasu zamontowano ponad 141 tys. nowych punktów oświetleniowych. Przypadek L.A. wzbudził spore zainteresowanie nie ze względu na rekordową skalę, ale dlatego, że wywołał niepokój wśród filmowców.

Zapoczątkował go artykuł Dave'a Kendrickena w serwisie internetowym No Film School. Miasto, którego dzielnicą jest Hollywood, to jedno z ulubionych miejsc kręcenia filmów. Po wprowadzeniu lamp LED widok ulic oświetlonych w nocy żółtym blaskiem lamp, utrwalony w tysiącach filmów, przepadł na zawsze. Nocne Los Angeles jest teraz zimne i futurystyczne - zarówno filmowcy, jak i widzowie będą się musieli do niego na nowo przyzwyczaić.