7 sierpnia 1936 r. Stadion Olimpijski w Berlinie. Tysiące ludzi – wśród nich Führer – dopingują biegaczy walczących o medale na 5000 m. Na czele Finowie. Potem długo nikt i pozostali zawodnicy. Wśród nich o oddech walczy Louis Zamperini. Gdy już wydawało się, że padnie, młody Amerykanin włącza 6. bieg. Nie zdaje sobie sprawy, że cały stadion obserwuje jego finisz... Louis nie wygrał,zajął 8. miejsce, ale podczas ostatniego okrążenia nadrobił aż 46 m! Zdobył też serce niemieckiej publiczności... oraz Führera. Po biegu Louis usiadł na trybunach w pobliżu jego loży. Lekkoatleta chciał na pamiątkę zdjęcie przywódcy. Podał więc swój aparat Goebbelsowi. Szef propagandy wypytał zawodnika o personalia i oddalił się do Führera. Po chwili wrócił. „Hitler chce cię widzieć” – poinformował. „Szczęka mi opadła” – wspominał w  autobiografii Zamperini. Führer podał mu dłoń i powiedział: „Ach, to ty jesteś tym młodym człowiekiem z szybkim finiszem” – i uśmiechnął się. W tej chwili Louis jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że stojący przed nim dyktator przeszkodzi mu w przygotowaniach do kolejnej olimpiady.

MAŁOMIASTECZKOWE TORNADO

Jeszcze 6 lat wcześniej mieszkańcy małego Torrance w Kalifornii wróżyli Louiemu nie tyle karierę sportsmena, ile przestępcy. Młody Zamperini włóczył się bowiem po mieście, szukając okazji, by coś zwędzić lub zbroić. Moment zwrotny w jego życiu nastąpił w 1931 roku. Za kolejne przewinienie dyrektor lokalnego liceum zawiesił 14-letniego Louiego w zajęciach pozalekcyjnych. Jego starszy brat Pete przekonał pryncypała, że właśnie zmuszenie  winowajcy do uprawiania sportu może przynieść pozytywne efekty. Jednak to nie on namówił go do pierwszego startu. Zrobiły to... koleżanki z klasy. W biegu na 600 jardów (ok. 548 m) Louie poniósł spektakularną klęskę, która jednak podziałała na jego ambicję. Zaczął więc trenować wraz z bratem, który jechał za nim rowerem i dopingował go... kijem. W następnym roku Zamperini zaczął ustanawiać rekordy w biegu na milę (1609 m). Lokalne gazety ochrzciły go mianem Tornada z Torrance.

Wkrótce dawny złodziejaszek zaczął marzyć o igrzyskach olimpijskich. Niestety na dystansie zbliżonym do mili – 1500 m – konkurencja była bardzo silna. Louie, który biegał od niedawna i w grudniu 1935 r. skończył liceum, nie miał szans w starciu ze starszymi zawodnikami. Wtedy bracia wpadli na absurdalny – wydawałoby się – pomysł. A gdyby tak spróbować sił na 5000 m, dystansie, na którym konkurencja nie była aż tak duża? Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. W lipcu 1936 r. Louis na dystansie, na którym biegł zaledwie kilka razy w życiu, uzyskał olimpijską kwalifikację, zajmując 2. miejsce w finałach w Nowym Jorku.

BOMBARDIER Z CHOROBĄ LOKOMOCYJNĄ

„Gdy dotarliśmy do Berlina, miasto było nieskazitelne – opowiada 94-letni dziś Louie „Focusowi Historia”. – Cały kraj był zmilitaryzowany. Sądziliśmy, że Hitler może mieć zakusy na jakieś państwo, ale nie przyszło nam na myśl, że porwie się na cały świat. Z wąsikiem a la Charlie Chaplin i przesadną gestykulacją odbieraliśmy go jako »niebezpiecznego komedianta«”. Tymczasem komedię zaczął odgrywać pozbawiony braterskiej kontroli Louie. Pewnego razu podczas spaceru ulicami Berlina lekkoatleta zauważył małą nazistowską flagę niedaleko wejścia do Kancelarii Rzeszy. Uznał, że stanowiłaby idealną pamiątkę z podróży. Gdy strażnicy odwrócili się, podbiegł i próbował ją zerwać. Okazało się jednak, że wisiała wyżej, niż myślał. „Gdy strażnicy odwrócili się, zobaczyli mnie i zaczęli krzyczeć – wspominał Louie w autobiografii. – Wyciągnąłem się, chwyciłem flagę i zacząłem biec. Usłyszałem trzask, który brzmiał jak wystrzał z karabinu i krzyk: »Halten Sie! Halten Sie!«”. Amerykanin posłusznie zatrzymał się i zaczekał na wachmanów. Gdy Niemcy zauważyli jego olimpijski strój, sprowadzili z Kancelarii oficera. Okazał się nim generał Werner von Fritsch, szef sztabu wojsk lądowych. Zamperini wytłumaczył mu, że chciał jedynie zyskać pamiątkę „szczęśliwych chwil, które spędził w Niemczech”... Generał podarował mu flagę.

Po powrocie z Berlina Louie podjął studia na University of Southern California, który szczycił się świetną drużyną lekkoatletyczną. Z oczami skierowanymi ku kolejnym igrzyskom rzucił się w wir treningów. Niestety już wkrótce jego marzenia miały się rozwiać. Wojna, która wybuchła w Europie, szybko zmieniła się w konflikt światowy, a igrzyska odwołano. W marcu 1941 r., gdy sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, Zamperini zgłosił się do lotnictwa. Podczas szkolenia okazało się jednak, że w samolocie cierpi na chorobę lokomocyjną i nie nadaje się na pilota. Odszedł więc ze służby. Nie na długo jednak. W sierpniu 1941 r. został zmobilizowany i – po krótkim epizodzie w piechocie – trafił ponownie do lotnictwa. Tym razem nikt się nie przejmował, że przyszłemu bombardierowi robi się w kokpicie „niedobrze”. W październiku 1942 r. ppor. Louis Zamperini,  przydzielony  do  załogi  B-24 D „Superman” należącej do 372. eskadry 307. grupy bombowej 7. Armii Powietrznej, trafił do bazy Kahuku na wyspie Oahu na Hawajach.