W 2012 r. cały świat zelektryzowała okładka tygodnika „Time”. Widniała na niej 26-letnia Jamie Lynn Grumet, ładna blondynka w kusym topie, która karmi piersią stojącego na stołeczku prawie 4-letniego syna Arama. „Czy jesteś wystarczająco dobrą matką?” – głosiło umieszczone obok hasło. W internecie zawrzało. „Jak można karmić piersią dziecko, które spokojnie mogłoby przeżuć steka?” – komentowano na Twitterze. „To perwersja” – mówili dziennikarze w telewizyjnych programach śniadaniowych.

Znaleźli się też obrońcy młodej matki i praktykowanego przez nią tzw. rodzicielstwa bliskości (ang. attachment parenting).  Filozofia AP uznaje kontakt fizyczny z dzieckiem – czyli na przykład długie karmienie piersią i wspólne spanie – za podstawę dobrego rodzicielstwa. Za ojca (wcale nie matkę) tej koncepcji uważa się Williama Searsa, amerykańskiego pediatrę i autora ponad 30 książek o wychowywaniu dzieci. Wykorzystując teorię więzi brytyjskiego psychoanalityka Johna Bowlby’ego, Spears na nowo zdefiniował pojęcie macierzyństwa. Jest to jednak tylko jedna z wielu obowiązujących definicji.

Zatrzymać naturę

Boginie-matki – patronki dobrobytu i płodności, życia i śmierci, czyli wszystkiego, co kojarzyło się z naturą, już od czasów starożytnych rządziły wierzeniami. Rzymianie mieli swoją matkę Tellus, kobietę o wielu piersiach, która opiekowała się zbiorami; czczono ją także jako Terra Mater, Matkę Ziemię. Wśród Greków taką rolę pełniła Gaja. Z kolei Fenicjanie wielbili rogatą Asztarte.  Żeńskie bóstwa od zawsze łączono z płodnością i urodzajem, ale też cierpieniem.  Grecki mit o Demeter i jej córce Korze jest najbardziej znaną opowieścią o sile matczynej miłości. Kiedy Hades porywa Korę pod ziemię, Demeter wstrzymuje naturalny porządek przyrody, a na świecie nastaje wieczna zima, która kończy się wtedy, kiedy matka odzyskuje córkę.

Kultury chrześcijańskie mają dwie wspólne matki – biblijną Ewę i Maryję z Nazaretu, matkę Jezusa, która – według niektórych teologów – jest też symboliczną matką całej ludzkości. Kult Maryi jest też podstawą teorii o matce narodu, na której z kolei opiera się mit matki Polki. „Matka Polka jest wzorcem kobiecości, kobietą heroiczną, zdolną do poświęceń dla ojczyzny i swojej rodziny” – piszą w książce „Nieodpłatna praca kobiet. Mity, realia, perspektywy” Anna Titkow, Danuta Duch-Krzystoszek i Bogusława Budrowska z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Nic dziwnego, że Adam Mickiewicz właśnie trudom polskich matek zadedykował swój wiersz z 1830 roku „Do Matki-Polki” i że na całym świecie rodzicielki obchodzą swoje święto.

W USA, które są nowożytnym miejscem narodzin święta matki, obchodzi się je w drugą niedzielę maja. Jest to dzień wolny od pracy! W części krajów  postkomunistycznych, m.in. w Rosji i Bułgarii, Dzień Matki obchodzi się razem z Dniem Kobiet, 8 marca. Z kolei Boliwijczycy matkom zadedykowali 27 maja, dzień bitwy w Cochabamba, w której walczyło i zginęło wiele kobiet. W Polsce od 1914 roku Dzień Matki obchodzi się 26 maja.

Emocje czy obowiązki

Carl Gustav Jung, szwajcarski psychiatra i psychoanalityk, uważał, że matka to najsilniejszy archetyp ludzkości i symbol powtarzający się we wszystkich  kulturach. Mimo to temat macierzyństwa budzi dziś wiele kontrowersji. Kiedy Anne-Marie Slaughter, profesor politologii i była dyrektor jednego z wydziałów amerykańskiego Departamentu Stanu, napisała w magazynie „The Atlantic” tekst o kobiecych aspiracjach, zalała ją fala listów od oburzonych matek i feministek. Nie spodobały im się twierdzenia o tym, że „kobiety nie mogą mieć wszystkiego, i dzieci, i wielkiej kariery. Chyba że są nadludźmi, milionerkami albo pracują same dla siebie”.

Jeszcze większą burzę wywołała znana francuska filozofka Élisabeth Badinter, autorka książki „The Conflict: How Modern Motherhood Undermines the Status of Women”. Twierdzi ona, że to, co współcześni eksperci uznają za korzystne dla matek i ich dzieci – długie urlopy macierzyńskie, karmienie piersią czy ciągłe noszenie dziecka – na nowo zamknęło kobiety w domach.  Zresztą to nie pierwsza wojna Francuzki ze światem zaangażowanych mam. W roku 1980 w książce „Historia miłości macierzyńskiej” Badinter, sama matka trójki dzieci, przekonywała, że nie ma czegoś takiego jak instynkt macierzyński. Twierdziła też, że miłość rodzicielska historycznie była bardziej obojętnością i kalkulacją niż wartością społeczną czy emocjonalną.

Wyemancypowane tygrysice

Ekspertką w rozgrzewaniu gorących dyskusji na temat macierzyństwa jest Amy Chua, amerykańska prawniczka chińskiego pochodzenia, znana jako „matka tygrysica”.  W eseju „Dlaczego chińskie matki są lepsze” Chua dowodzi, że tylko zimny chów gwarantuje, że dzieci mogą osiągnąć w życiu sukces.

„Żadnych gier komputerowych czy wyjść na imprezy z kolegami, zero narzekania i obowiązkowe godziny ćwiczeń muzycznych – to tworzy osobowość wojownika. Dzieci, które są świetne w jakiejś dziedzinie – matematyce, balecie, grze na pianinie – będą szczęśliwe” – tłumaczy Chua, która sama jest uznaną profesorką prawa na Uniwersytecie Yale.

 

Z takim tygrysim podejściem zgodziłyby się też inne matki z Azji Wschodniej, na przykład z Japonii. Mamy w Kraju Kwitnącej Wiśni słyną z rywalizacji o to, która jest lepszą rodzicielką. Walczą między sobą na przykład o to, czyj obiad, czyli szkolne obento, jest ładniej podany.  „Część Japonek uważa rolę matki i gospodyni domowej za pełnowymiarową karierę, z której mogą być dumne. Są bardzo zaangażowane w wychowywanie dzieci, dlatego planują im zajęcia od rana do nocy” – tłumaczy prof. Anne Allison, antropolożka z Duke University, która przez lata przyglądała się japońskiemu systemowi edukacji.

Współczesny świat matek wciąż się jednak zmienia. „Przede wszystkim kobiecość nie oznacza dzisiaj tylko bycia matką. Macierzyństwo, tak samo jak ojcostwo, jest w fazie wielkiej transformacji. Kobiety mają dzieci lub nie chcą ich mieć, wychowują je same lub z pomocą nianiek, dzieci są poczęte metodami naturalnymi albo dzięki in vitro. Coraz więcej osób decyduje się na adopcję. To dla macierzyństwa czas zmiany” - piszą w książce „The Globalization of Motherhood” dr Wendy Chavkin z Columbia University i dr Jane Maree Maher z Monash University.

Politolożka Mielle Chandler tłumaczy, że macierzyństwo powinno się przedstawiać jako czasownik, a nie rzeczownik. Czyli nie matka (mother), ale matkowanie (mothering). Zresztą Sara Ruddick, znana amerykańska filozofka i feministka, już ponad 20 lat temu pisała, że macierzyństwo to praktyka, a nie rola społeczna czy biologiczna. „Wychowywanie dzieci to zbiór pewnych zachowań: to opieka, wsparcie i miłość. Matką może być każdy, także mężczyzna” – twierdziła filozofka w kultowej książce „Maternal Thinking”.

Pytanie tylko, co o takiej definicji sądzą same matki.