Nawet najbardziej bezwzględni zabójcy wierzyli, że w źrenicach ofiary, niczym na kliszy fotograficznej, zostaje utrwalony obraz ostatniej chwili jej życia. Chociaż lekarze temu zaprzeczali, przesąd zrodzony dawno temu na Sycylii przetrwał do naszych czasów.


Przesądy i klątwy


Nawet najbardziej bezwzględni zabójcy wierzyli, że w źrenicach ofiary, niczym na kliszy fotograficznej, zostaje utrwalony obraz ostatniej chwili jej życia. Chociaż lekarze temu zaprzeczali, przesąd zrodzony dawno temu na Sycylii przetrwał do naszych czasów. Dlatego po wykonaniu egzekucji z bliska, mordercy często oddawali dodatkowe strzały w oczodoły.


Wśród hazardzistów, miłośników pokera i karcianych wróżb złą sławą cieszył się as pik. Uważano go za przynoszącego pecha od chwili zabójstwa nowojorskiego bossa Giuseppe Masserii, który czekając w restauracji na spotkanie z „Lucky’m” Luciano, bawił się kartami. Gdy zjawili się mordercy, trzymał w ręku asa pik.


W Chicago mafiosi bali się „klątwy zielonego krzesła”. Był to mebel w biurze oficera policji Williama Schoemakera, na którym siadali przesłuchiwani. Kilku z nich wkrótce zginęło, co dało początek legendzie o klątwie, która dopada każdego, kto usiadł na obitym zieloną tkaniną krześle.


Niech czują, że umierają


Mafiosi zazwyczaj załatwiali swoje porachunki szybko, za pomocą rewolweru i karabinu maszynowego. Inaczej traktowali jednak członków gangu, którzy podjęli współpracę z policją,  i dla odstraszenia innych potencjalnych zdrajców poddawali ich okrutnym torturom. Proceder ten w gangsterskim slangu nazywano buckwheats, co można przetłumaczyć jako „powolną śmierć” lub „śmierć na raty”.


Gangi w Chicago specjalizowały się w wieszaniu skazanych na hakach w miejskich rzeźniach, rażeniu ich prądem i tłuczeniu kijami bejsbolowymi. Mafia w Buffalo zasłynęła z ćwiartowania żywcem – policja odnajdywała zwłoki, z których wycięto po kilkanaście kilogramów mięśni.


Powszechną praktyką było przypalanie żelazkiem i cięcie twarzy żyletkami. Jeśli strzelano, to w taki sposób, by ofiara konała przez wiele godzin, wkładając na przykład lufę rewolweru w odbyt. Dla pokazania, za co dana osoba została zabita, obcinano jej genitalia i wkładano w „zbyt gadatliwe usta”.


Całus od mafii


Pocałunkiem śmierci nazywano przeniesione z Sycylii do Stanów mafijne ostrzeżenie. Całując mężczyznę w usta, wysłannik gangu informował go o wydanym wyroku śmierci. Czasem było to faktycznie ostatnie pożegnanie i chwilę później padał strzał; działo się tak zwłaszcza wtedy, gdy zwierzchnik całował podwładnego.


Częściej gest ten jednak wykonywano wobec przedsiębiorców zwlekających z zapłatą haraczu i dłużników. Dawano im w ten sposób do zrozumienia, że chociaż ich los został już przesądzony, mogą liczyć na ułaskawienie, jeśli natychmiast uiszczą należność. We Włoszech wciąż całują...


Makabryczne przesyłki


Na przełomie XiX i XX wieku wywodząca się z osławionego Corleone na Sycylii mafijna rodzina Morello wprowadziła w USA nową metodę ukrywania ciał ofiar napadów i gangsterskich porachunków. Zwłoki upychano w beczkach po ropie i podrzucano do pociągów towarowych. Dla wywarcia jeszcze większego wrażenia na konkurencyjnych gangach, niektóre z tych „trumien” nadawano jako przesyłki kolejowe i wysyłano pod wskazany adres.


Pomysł szybko znalazł naśladowców, także wśród pospolitych bandytów, którzy dla zmylenia policji podszywali się pod mafię. Gdy służby ochrony kolei zaostrzyły kontrolę, Morello zaczęli wrzucać beczki do morza. Podczas rozkładu umieszczonych w nich ciał powstawały gazy, które unosiły baryłki na powierzchnię wody, a prądy morskie wyrzucały je na brzeg. Uzyskiwano więc ten sam odstraszająco-przerażający efekt jak po nadaniu przesyłki koleją.


Procederu tego zaniechano w latach 30. minionego wieku po utworzeniu syndykatu zbrodni, który starał się nie prowokować policji i opinii publicznej. ale także w naszych czasach niektóre gangi wracają do niego.


Zmowa milczenia


Od narodzin mafii u schyłku średniowiecza jedną z jej fundamentalnych zasad, dzięki której przetrwała do dziś, jest omerta, czyli nakaz milczenia. W sycylijskim dialekcie słowo to oznacza dzielność i męstwo.


Najłagodniejszą karą za złamanie omerty było obcięcie języka, najsurowszą – śmierć. W efekcie nawet torturowane i ciężko ranne ofiary mafijnych porachunków odmawiały udzielania jakichkolwiek informacji policji.


Z czasem opracowano też sposoby zmuszania do milczenia innych osób, na przykład niezwiązanych z mafią świadków jej działalności. Do stosowanych najczęściej należy tzw. malliocchia, która polega na wysyłaniu do sali sądowej mafijnych obserwatorów. Ich obecność, wymowne spojrzenia, czasem gesty mają przekonać składającego zeznania świadka, że nic z tego, co powie, nie zostanie zapomniane ani darowane.


W Ameryce włoska malliocchia zyskała nazwę „amnezji chicagowskiej”, gdyż jako pierwszy zastosował ją gang  Ala Capone w Chicago. Ku zaskoczeniu prokuratorów, świadkowie, którzy w postępowaniu przygotowawczym przekazywali mnóstwo informacji, nagle tracili pamięć, zaklinali się, że niczego nie widzieli i nie słyszeli.


Przyjaciele ojca  chrzestnego


Gdy żołnierze mafii rozmawiali o swoich bossach, używali ich pseudonimów, ale kiedy stawali osobiście przed ich obliczem, przestrzegali niemal dworskiej etykiety. Nie mogli siadać ani zabierać głosu bez pozwolenia, zakazany był jakiekolwiek bezpośredni kontakt – wyciągnięcie dłoni na powitanie, dotyk itp.


Dla okazania szacunku zwracali się do nich per „don”. Słowo to we Włoszech i Hiszpanii było odpowiednikiem naszego Wielmożnego Pana. Najbardziej znany, choć fikcyjny przykład, to don Vito (Corleone) – główny bohater „Ojca chrzestnego”. Tytuł filmu to istniejąca również w rzeczywistym świecie honorowa godność, przysługująca najważniejszemu i najbardziej szanowanemu członkowi mafijnej rodziny.


W niektórych klanach emerytowani gangsterzy tworzyli odpowiednik plemiennej rady starszych, nazywany „Radą Starych Donów”. Formalnie nie miała ona żadnych uprawnień władczych, ale z jej opiniami liczyli się wszyscy.


Sprawdzony i zasłużony „żołnierz” mafii może liczyć na tytuł „przyjaciela”.  Wyrażenie „mój przyjaciel” w ustach mafiosa oznacza osobę godną zaufania, lecz nienależącą do organizacji; natomiast zwrot „nasz przyjaciel” jest synonimem członka mafii.


Na Biblię i sztylet


Wbrew dość powszechnemu mniemaniu warunkiem przyjęcia do mafii amerykańskiej czy włoskiej nie jest popełnienie

morderstwa. Wymaga się tego jedynie od kandydatów na zawodowych zabójców. Od innych przyjmuje się przysięgę i to niekoniecznie przypieczętowaną krwią. W gangu Ala Capone ślubowano na przykład na Biblię. Po latach okazało się, że był to niezwykle cenny manuskrypt z X wieku. Obecnie księga znajduje się w posiadaniu uniwersytetu w Chicago.


Gang Bonanno jako rekwizytu używał sztyletu. Przysięgano, unosząc palec, z którego po nakłuciu spływały krople krwi.


Mafijni bossowie zorientowali się jednak już dawno, że najskuteczniejszym sposobem zabezpieczenia się przed „zdrajcami” czy informatorami policji jest dokładne prześwietlanie kandydatów. Do ważniejszych tajemnic dopuszczają więc jedynie tych, którzy uzyskali rekomendację od zaufanych członków gangu.


Autor: Kazimierz Pytko