ŻEBY ŻYĆ, TRZEBA SIĘ BIĆ

W 619 r. zmarł protektor osieroconego w dzieciństwie Mahometa – Abu Talib. Głową rodu Haszymitów został Abu Lahab, gorliwy wyznawca starych wierzeń. Zapytał krewniaka, czy nadal zamierza głosić swe nauki o jedynym Bogu. Prorok zdecydowanie potwierdził. Abu Lahab oświadczył, że wobec tego nie będzie go dłużej chronił.  To już było groźne. Oznaczało bowiem, że gdyby ktoś targnął się na życie Mahometa, wpływowi Haszymici nie czuliby się zobowiązani do dokonania zemsty. Dalszy pobyt w Mekce stawał się śmiertelnie niebezpieczny. W 622 r. Mahomet podjął decyzję o emigracji.

Hidżra, jak po arabsku nazwano to przełomowe wydarzenie, nie była ucieczką. Prorok najpierw wysłał do Medyny swoich zwolenników, sam opuścił niebezpieczną Mekkę ostatni. Nowego miejsca pobytu nie wybrał przypadkowo. W Medynie zmarł jego ojciec, w symbiozie z Arabami żyły tam społeczności żydowskie wyznające monoteizm. Mahomet miał więc na-dzieję, że znajdzie tam podatny grunt dla swoich nauk.

Imigrantów przyjęto życzliwie, ale musieli żyć bardzo skromnie. Jedynym sposobem poprawienia warunków było łupienie kupieckich karawan, praktykowane przez wszystkie plemiona pustyni. Poza przewożonymi przez nie dobrami brano też jeńców, za których żądano okupu. Nikogo to nie gorszyło, bo takie prawa panowały tam od wieków. Mahomet – z obawy przed praktykowaną wówczas wendetą (zwaną sar) – żądał jedynie, by jego ludzie nikogo nie zabijali.

Kilka wypraw prowadzonych przez jego stryja Hamzę spełniło ten warunek. Ale za którymś razem napadnięci stawili opór i polała się krew...

ZIELONE ŚWIATŁO DLA DŻIHADU

W zasadzkę na szlaku z Syrii do Mekki wpadła karawana Kurajszytów. Jeden z prowadzących ją kupców został zabity, dwóch wzięto do niewoli. Na domiar złego incydent wydarzył się w świętym miesiącu radżab, w którym wszystkie plemiona pustyni przestrzegały zakazu przelewania krwi. Gdy muzułmanie wrócili z łupami, gościn-ni dotąd mieszkańcy Medyny zatrzęśli się z oburzenia.

Mahomet przezornie powstrzymał się od przyjęcia jednej piątej łupu, którą mu zwyczajowo przekazywano. Czekał na kolejne objawienie i rozstrzygnięcie dylematu przez Boga. Po kilku dniach usłyszał Głos, który rozwiewał wątpliwości: „Walka w tym miesiącu jest sprawą poważną, lecz odsunięcie się od drogi Boga, niewiara w Niego (…) jest rzeczą jeszcze poważniejszą przed Bogiem; przecież prześladowanie jest gorsze od zabicia”.

To było zielone światło dla świętej wojny (dżihadu), chociaż za życia Proroka nie używano tego określenia. Bóg – a muzułmanie są absolutnie pewni, że każdy wers Koranu to Jego słowa – orzekł, że prześladowców islamu wolno zabijać, i to nawet w świętych miesiącach. Ustalenie, czym jest „prze-śladowanie”, to już kwestia interpretacji. Imam nastawiony bardziej pokojowo zawęzi to pojęcie do zabójstwa lub pohańbienia kogoś z rodziny. Radykał uzna, że także profanacja Koranu lub meczetu nakłada obowiązek zemsty.