Kończy się to wieloetapowymi rutynami pielęgnacyjnymi stosowanymi w wieku kilku lat, dyskusjami o składnikach aktywnych, tonikach i kremach. Influencerki, które wciąż są w podstawówce wypuszczają własne kosmetyczne kolekcje, które potem stają się „idealnym” prezentem dla ich rówieśniczek. To już nie jest niszowy trend, bo jak pokazują badania, coraz więcej dzieci w wieku od 9 do 12 lat regularnie używa kilku produktów pielęgnacyjnych tygodniowo, a wiele z nich robi to dlatego, że uważa swoją skórę za problematyczną.
TikTok zamienił pielęgnację w dziecięce hobby
Symbolem tego zjawiska, jak wspomina BBC, stała się 13-letnia dziś Ellie-May, która zaczęła publikować materiały o pielęgnacji już jako ośmiolatka. Jej filmy oglądają setki tysięcy osób, a rodzinie przynoszą dziesiątki tysięcy funtów rocznie. W jednym z nagrań zachwyca się tonikiem, serum i kremami dającymi efekt „glow”, prezentując rutynę przypominającą bardziej pielęgnację dorosłej influencerki niż dziecka idącego do koleżanki.
Oczywiście samo zainteresowanie kosmetykami nie jest niczym nowym. Jeśli nie z własnego dzieciństwa, to znamy to chociażby z filmów i seriali. Dzieci lubią eksperymentować, interesują się światem wokół, a skoro mama korzysta z kosmetyków do makijażu i pielęgnacji regularnie, to naturalne, że jej pociecha też będzie chciała spróbować. W takiej sytuacji rodzice zwykle po prostu kupowali im jakieś dziecięce wersje. Teraz wygląda to zgoła inaczej, bo wielu młodych ludzi nie sięgają już po produkty stworzone dla siebie.
Coraz częściej korzystają z kosmetyków zawierających składniki przeciwstarzeniowe, które pierwotnie projektowano z myślą o osobach walczących z oznakami wieku. Wystarczy obejrzeć kilka filmików dziecięcych influencerów, by zobaczyć, że większość używanych przez nich produktów zdecydowanie nadaje się dla osób przynajmniej po 30-tce. A to prowadzi do pytania, którego branża beauty długo unikała: co się dzieje, gdy dziecko zaczyna traktować swoją naturalnie zdrową skórę jak projekt wymagający ciągłej naprawy?
Kiedy pielęgnacja zamienia się w kosmetykoreksję
To dziwne określenie zaczęło być coraz częściej używane przez badaczy i dermatologów, by opisać obsesyjną potrzebę osiągnięcia idealnej, nieskazitelnej skóry już od najmłodszych lat. W badaniach prowadzonych przez włoskiego dermatologa Giovanniego Damianiego pojawiały się dzieci używające nawet dziesięciu różnych kosmetyków dziennie, spędzające godziny na oglądaniu materiałów o pielęgnacji i unikające kontaktów społecznych bez makijażu. Tak, to absurdalne, bo podobne zachowania raczej kojarzą nam się z osobami dużo starszymi. Jednak to nie bierze się znikąd.

Współczesny internet zasypuje nas wszystkich idealnymi twarzami pozbawionymi porów, przebarwień i najmniejszych niedoskonałości. Z czasem uczymy się, że taki wygląd to najczęściej Photoshop, AI, tona makijażu, a jedynie w niektórych przypadkach idealne geny. Dzieci nie mają takiego krytycznego myślenia, porównują się więc z tymi perfekcyjnymi obrazkami, słuchają haseł i czują, że muszą za tym nadążyć. Z czasem ich poczucie własnej wartości zaczyna być coraz bardziej uzależnione od reakcji w mediach społecznościowych. Ten temat wraca wielokrotnie i nawet sama Meta w swoich badaniach, które parę lat temu wyciekły do sieci, przyznała, że Instagram pogarsza zdrowie psychiczne nastolatków, zwłaszcza dziewcząt.
Kosmetykoreksja jest więc wywoływana tu przez podobne mechanizmy co chociażby anoreksja. Idealny, realnie niemożliwy obraz wbija się w mózg dziecka tak mocno, że dąży ono do zmian za wszelką cenę. W efekcie niektóre dzieci już w wieku siedmiu czy ośmiu lat odczuwają wstyd związany z własnym wyglądem i obawiają się, że nie są wystarczająco atrakcyjne. Takie myślenie w przypadku dzieci nigdy nie powinno mieć miejsca.
Skóra dziecka nie potrzebuje retinolu
Problemy nie kończą się na psychice, bo korzystanie z kosmetyków dla dorosłych niesie ze sobą konsekwencje. Dr Jean Ayer podkreśla, że dziecięca skóra jest naturalnie zdrowa i ma doskonale funkcjonującą barierę ochronną. Jak sama mówi: „to właśnie jest młodość, to właśnie jest piękno skóry”
Tymczasem wiele popularnych produktów zawiera aktywne składniki, takie jak retinol. U osób dorosłych pomagają one stymulować odnowę skóry i redukować oznaki starzenia. U dzieci ten proces i tak zachodzi bardzo intensywnie, więc dodatkowa stymulacja nie przynosi korzyści, a może prowadzić do podrażnień, uszkodzenia bariery ochronnej czy przewlekłej nadwrażliwości skóry. Dermatolodzy coraz częściej spotykają młodych pacjentów z wypryskami kontaktowymi, egzemą i reakcjami alergicznymi wywołanymi przez składniki kosmetyczne.
To paradoks całego trendu. Dzieci kupują produkty mające poprawić wygląd skóry, która najczęściej nie wymaga żadnej poprawy, a w efekcie narażają ją na problemy, których wcześniej nie miały. Z drugiej strony to bardzo „normalne” dla internetu, co rusz wymyślającego nam nowe kompleksy. Jednak tak naprawdę nie da się tu zrzucić całej winy na TikToka albo producentów kosmetyków.

Jak zwykle rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, a odpowiedzialność trzeba rozłożyć sprawiedliwie. Tak, to social media i algorytmy karmią dzieci takimi treściami, marki beauty i influencerzy dokładają swoje cegiełki, promując rzeczy, które nie powinny być kierowane do najmłodszych. I w tym wszystkim są jeszcze rodzice i to oni powinni być bastionem rozsądku. Nawet jeśli nie są w stanie całkowicie kontrolować tego, co ich dziecko ogląda w sieci, to już na pewno są w stanie (w większości) pilnować jego wydatków. Bądźmy szczerzy, kilkuletnie dziecko nie powinno mieć możliwości samemu chodzić do drogerii albo kupować kosmetyków w sieci.
Tak jak w przypadku większości zagrożeń płynących z sieci, rodzice muszą postawić na właściwe podejście. Zabronienie dziecku dostępu do kosmetyków to najczęściej droga do porażki. Można jednak znaleźć takie, które są całkowicie bezpieczne dla najmłodszych, choć przede wszystkim najważniejsza jest tu rozmowa. Bo w gruncie rzeczy nie chodzi tutaj o używanie kremów czy toników, tylko o to, że kilkuletnie dziecko patrzy w lustro i zamiast zobaczyć zdrową skórę, widzi kolejną rzecz wymagającą poprawy. To już nie jest zabawa w pielęgnacje, tylko sygnał, że media społecznościowe zaczynają definiować, jak młodzi ludzie postrzegają samych siebie. I to właśnie z tym powinniśmy przede wszystkim walczyć.
