powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Kultura

Manga, manhwa, manhua – trzy słowa, trzy światy. Jak ich nie pomylić?

Solo Leveling, Naruto, Mo Dao Zu Shi czy Tower of God – dla wielu osób wszystkie te tytuły to po prostu manga albo komiks. Niektóre są może i kolorowe, ale przecież wszystko pochodzi z Azji, prawda? Cóż, nieprawda. Ostatnio na polskim rynku zaczęło przybywać manhw i zapewne za jakiś czas dołączą do nich również manhuy, więc warto przyjrzeć się temu bliżej, bo różnica nie polega tylko na różnych literkach w słowie.

J
Joanna Marteklas
1h temu·16 minut·
Manga, manhwa, manhua – trzy słowa, trzy światy. Jak ich nie pomylić?
Chcesz czytać więcej treści jak „Manga, manhwa, manhua – trzy słowa, trzy światy. Jak ich nie pomylić?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

W rzeczywistości manga, manhwa i manhua to trzy odrębne tradycje, które wywodzą się z różnych krajów, rozwijały się w odmiennych warunkach i dziś często oferują zupełnie inne doświadczenia czytelnicze. Jak je rozróżnić i dlaczego w ogóle warto to robić?

Trzy nazwy, wspólne korzenie, różne historie

Japońskie słowo manga, południowokoreańskie manhwa i chińskie manhua w klasycznym piśmie chińskim zapisywane są tymi samymi znakami, oznaczającymi dosłownie swobodne, improwizowane szkice. Chociaż semantycznie korzenie są więc te same, to w każdym z tych krajów komiks rozwijał się w zupełnie inny sposób. Nic w tym dziwnego, w końcu Japonia, Korea Południowa i Chiny mają różną historię, przechodząc przez różne przemiany społeczne i polityczne.

Od lewej manhwa, manga i manhua.

Można jednak śmiało stwierdzić, że najgłębiej udokumentowana jest manga, bo niektórzy badacze na jej początki wskazują XII-wieczne satyryczne zwoje Chōjū-jinbutsu-giga. Ale samo słowo „manga” pojawiło się wiele stuleci później i zostało w 1814 roku użyte przez ukiyo-e, Katsushikę Hokusai, w dziele Hokusai Manga. Był to wielotomowy zbiór szkiców o charakterze podręcznikowym, przedstawiający sceny z życia codziennego epoki Edo, zjawiska nadprzyrodzone oraz anatomię ludzi i zwierząt. Natomiast współczesna manga, najbliższa temu, co znamy z dzisiejszych tomików, ukształtowała się po II wojnie światowej, a wpływ na nią miały zachodnie techniki filmowe i animacyjnej. Dziś to nie tylko rozrywka dla milionów ludzi na całym świecie, ale też jeden z najważniejszych filarów gospodarczych japońskiego przemysłu kreatywnego.

Manga nie ogranicza się do shōnenów i fantasy. „Hiroshima 1945” to przykład komiksu historycznego, który opowiada o jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń XX wieku z perspektywy zwykłych ludzi.

Manhwa z kolei rozwijała się w cieniu burzliwej historii politycznej Korei Południowej. Tradycyjna sztuka koreańska przez wieki czerpała z malarstwa chińskiego, jednak nowoczesny komiks narodził się na początku XX wieku i był wówczas bardzo celnym narzędziem satyry i komentarza społecznego. Pierwszy udokumentowany drzeworyt o charakterze manhwy opublikowano w 1908 roku. Kiedy nadeszła japońska okupacja, przynosząc ze sobą drastyczną cenzurę, koreańscy twórcy zostali zmuszeni przyjmować japońskie metody narracji wizualnej. Później jednak manhwa zaczęła rozwijać się w najlepsze, głównie przez system tzw. manhwabang (wypożyczalni komiksów). To właśnie on dał podwaliny pod cyfrową rewolucję, którą znamy dzisiaj.

Jeśli zaś chodzi o manhuę, to ta wywodzi się bezpośrednio z XVIII-wiecznego malarstwa tuszem (guohua), a jej nowoczesna odmiana zaczęła kiełkować na przełomie XIX i XX wieku w zurbanizowanych i otwartych na wpływy zachodnie ośrodkach takich jak Szanghaj. Na początku XX wieku ogromną popularnością cieszyły się lianhuanhua – małe, kieszonkowe książeczki obrazkowe. Później manhua zmieniła swój charakter z rozrywkowego na narzędzie propagandy politycznej. Z powodu późniejszych ograniczeń ustrojowych w Chinach kontynentalnych, kluczowymi ośrodkami wolnej ekspresji artystycznej stały się Hongkong i Tajwan. To tam w latach 50. i 60. lokalni twórcy, inspirując się komiksami Disneya oraz importowaną mangą i anime, wypracowali nowoczesną estetykę, którą dziś kojarzą wszyscy czytelnicy gatunku.

Najważniejsze różnice na pierwszy rzut oka

Dla większości osób pierwszym zetknięciem się z komiksową kulturą Azji były mangi. Te odróżnić jest najłatwiej. Z czasem chyba każdy fan zaczął dorzucać też do czytanych tytułów manhwy i manhuy, zwłaszcza jeśli czyta je online. O ile mangę od manhwy czy manhuy różni bardzo wiele, o tyle między manhwą i manhuą różnice nie są już tak mocno widoczne. Manga tradycyjnie projektowana jest do druku, czasem ma kolorowe strony, czasem później cała historia również je zyskuje (jak to ma miało miejsce w przypadku Bleacha czy niedawno też Tokyo Revengers). Ogólnie jednak mangi są czarno białe. Mają też specyficzny układ kadrów, które czytamy od prawej do lewej.

Wnętrze klasycznej mangi – dominują czarno-białe kadry, a strony czyta się od prawej do lewej.

Manhwa na początku również miała układ kadrów typowy pod wydania papierowe, co widać chociażby w pierwszym sezonie serii The Breaker. Teraz manhwy są dystrybuowane przede wszystkim cyfrowo i w tej formie zamieniły podział na rzecz pionowego układu, zoptymalizowanego pod kątem przewijania na ekranach smartfonów w formie nieskończonej taśmy. Nie mamy tu marginesów, więc kadry przechodzą między sobą płynnie. Cyfrowy format pozwolił również na dodanie kolorów. Chociaż można znaleźć trochę tytułów czarno-białych, to zdecydowana większość jest kolorowa.

Kolorowe ilustracje i układ dostosowany do cyfrowej publikacji to cechy charakterystyczne współczesnych manhw.

Manhwa to również kolory i w dużej mierze układ pionowy, choć w wydaniach papierowych zdarza się klasyczny, azjatycki kierunek czytania od prawej do lewej lub zachodni od lewej do prawej. Jeśli miałabym wskazać główne różnice, po których można poznać, że mamy do czynienia z manhwą lub manhuą, wskazałabym chyba na kolory. Chińscy artyści częściej stosują miękką, pastelową kolorystykę przypominającą tradycyjne akwarele, a do rysowania konturów używają też innych kolorów niż czarnych.

Wnętrze chińskiego wydania Błogosławieństwa niebios – współczesne manhuy najczęściej publikowane są w kolorze i często wyróżniają się subtelniejszą paletą barw.

Czytając manhwy i manhuy online, można spotkać się również z określeniem „webtoon”, często stosowanym zamiennie do tych dwóch nazw. Nie są to jednak synonimy, jak to się niektórym wydaje. Webtoon to nic innego jak cyfrowy format publikacji komiksu. Więc tak, manhwy czy manhuy mogą być webtoonami, bo ukazują się w sieci. Jednak same te nazwy są stosowane tylko w odniesieniu do kraju pochodzenia, podczas gdy format webtoonu może być stosowany przez twórców z całego świata i w dowolnym języku.

Solo leveling to webtoon i manhwa. Mo dao zu shi to webtoon i manhua. Jednak Unordinary to już tylko webtoon, bo pochodzi z USA. Co ciekawe, podobnie jest z The Beginning After the End.

Manga – tradycja, która podbiła świat

Każde z tych trzech mediów wykształciło swój unikalny zestaw konwencji literackich i graficznych. To oczywiście nie powinno nikogo dziwić, w końcu mamy do czynienia z różnymi społeczeństwami o różnych zapotrzebowaniach i kulturze.

Kolekcjonerskie wydanie mangi Claymore. Popularne serie często doczekują się ekskluzywnych edycji z twardą oprawą, większym formatem lub dodatkowymi materiałami

W Japonii wszystko opiera się na sztywnej segmentacji demograficznej. Mamy więc kategorie takie jak shōnen (dla nastoletnich chłopców), shōjo (dla nastoletnich dziewcząt), seinen (dla dorosłych mężczyzn) oraz josei (dla dorosłych kobiet). Najpopularniejsze tytuły publikowane są najpierw rozdziałami w czasopismach, potem trafiają zbiorczo do tomików. Obecnie też można czytać je online, globalnie na takich platformach jak chociażby Manga Plus, gdzie najnowsze rozdziały są publikowane w tym samym czasie, co w Japonii.

Choć większość mang ma charakterystyczny, kieszonkowy format, ich rozmiar nie jest ustandaryzowany. Nawet standardowe tomiki potrafią różnić się wysokością i szerokością w zależności od wydawnictwa.

Taki podział wymusza na twórcach unikanie pewnych tematów, zwłaszcza jest to widoczne w mangach shōnen, w których twórcy unikają umieszczania dużej ilości wątków romantycznych, a już zwłaszcza relacji bohaterów jednopłciowych, by nie wypaść z kategorii.

Charakterystyczny styl mangi opiera się na wyrazistej kresce, dynamicznych kadrach i grze światła oraz cienia, które zastępują kolor w budowaniu nastroju.

Sama kreska w mandze jest zwykle mocniej przerysowana niż w innych azjatyckich komiksach. Ostatnio jednym z najpopularniejszych motywów stał się isekai, czyli przeniesienie lub reinkarnacja głównego bohatera w alternatywnym świecie lub grze. Mushoku Tensei czy Overlord to świetne tego przykłady. W mangach protagoniści najczęściej zdobywają umiejętności poprzez powtarzający się cykl treningów, walk i przewyższających ich przeciwników. Naruto, Luffy z One Piece, Tanjiro z Demon Slayera czy Eren Jeager z Ataku Tytanów mają jasno postawione cele, do których dążą i które poniekąd już od początku spoilerują nam finał serii.

Manhwa – cyfrowa rewolucja komiksu

Kiedy twórcy mają do dyspozycji całą paletę kolorów, mogą pozwolić sobie na większy realizm i rozmach, co widać zwłaszcza w scenach walk. Sekwencje potrafią być rozciągnięte na wiele paneli, bo pionowe przewijanie idealnie się do tego nadaje. Nie trzeba dzielić kadrów, jak to ma miejsce w mangach. Może dlatego akcyjniaki są tak popularne w tym gatunku. Wspomniany już Solo Leveling to sztandarowy przykład. Wiem, niektórzy mocno go nie lubią, ale pomijając już realne zarzuty pod kątem średniej fabuły czy płaskich bohaterów, to wciąż jest tytuł, który najmocniej wypromował manhwę na zachodzie. Nie musi być najlepszy, ważne, że jest poczytny.

Obecnie dominującymi gatunkami w południowokoreańskich komiksach wciąż są te związane z lochami, łowcami, systemem, a także z transmigracją lub regresją. Transmigracja to w zasadzie podgatunek isekaia. W obu przypadkach bohater przenosi się do innego świata. Różnica jest jednak taka, że w tym pierwszym jego dusza wchodzi w postać już tam istniejącą. W Greatest Estate Develeper czy Lout of The Count’s Family bohaterowie przenoszą się do czytanych przez siebie książek, zajmując miejsce bardzo pobocznych postaci – w obu są to awanturujący się, do niczego się nienadający synowie arystokratów. To jeden z moich ulubionych motywów, bo przyświeca im podobny cel, a mianowicie życie w błogim lenistwie. Problem w tym, że aby to osiągnąć, muszą angażować się we wszystko na około i ratować świat. To nie bohaterstwo, to inwestycja w leniwą emeryturę. Swoją drogą, Greatest Estate Developer wkrótce zostanie wydany w Polsce. Niby wydawnictwo Waneko jeszcze tego nie potwierdziło, ale wskazówki są aż nadto oczywiste.

Bohater Solo Leveling rozpoczyna swoją przygodę jako najsłabszy łowca, by z czasem stać się jedną z najpotężniejszych postaci. To właśnie motyw spektakularnego rozwoju głównego bohatera przyciągnął miliony czytelników na całym świecie.

Jeśli chodzi o samą konstrukcję bohaterów, tu najczęściej mamy klasyczne od zera do bohatera. Największym „koksem” staje się najsłabszy łowca. Ktoś, kto przegrał dokonuje magicznie regresu i może odwrócić bieg historii. Częściej widzimy tu samotnych herosów, podczas gdy w mangach wciąż popularny jest motyw trójki przyjaciół stawiających czoła niebezpieczeństwom. Oczywiście to też nie tak, że każdy z tych manhwowych bohaterów jest sam, po prostu najczęściej są oni tymi najsilniejszymi i nawet jeśli mają drużynę czy wiernych przyjaciół, to los świata wciąż zależy tylko od nich samych, bo system tego wymaga, pradawne bóstwo czy inna siła wyższa. Rzadziej też autorzy używają „siły przyjaźni”, która pozwala przezwyciężyć wszystko.

Nie wszystkie manhwy opowiadają oryginalne historie. Seria „Klasyka w manhwie” adaptuje znane dzieła literatury światowej, przedstawiając je w formie przystępnego komiksu.

Dużo manhw to również adaptacje popularnych powieści internetowych, dlatego ostatecznie wszyscy fani tego gatunku kończą na ich czytaniu, bo nie mogą doczekać się wyjścia kolejnego sezonu. Właśnie, o tym też warto wspomnieć. Mangi wydawane są najczęściej w sposób ciągły w comiesięcznym lub cotygodniowym cyklu wydawniczym, zależnie od magazynu, w którym się ukazują. Manhwy z kolei mają rozdziały publikowane cyfrowo co tydzień, ale z podziałem na sezony. Czasem między jednym a drugim sezonem mijają miesiące, a w skrajnych przypadkach nawet lata lub ten sezon po prostu nigdy się nie ukazuje… Zwykle jednak to około pół roku czekania.

Manhua – świat kultywacji i sztuk walki

Chińskie komisy też w dużej mierze opierają się na powieściach internetowych. Jeśli spojrzymy na te najpopularniejsze tytuły – Mo da ozu shi, Soul land, The King’s Avatar czy Martial Peak – wszystkie bazują na powieściach. Ta ostatnia to zresztą prawdziwy potwór, bo liczy ponad 6000 rozdziałów, a manhua zakończyła się na 3846 rozdziałach, które potrafiły ukazywać się nawet 2-3 razy dziennie!

Angielskie wydanie manhuy Grandmaster of Demonic Cultivation. Ogromna popularność chińskich komiksów sprawiła, że wiele tytułów doczekało się wydań w różnych językach i trafiło do czytelników na całym świecie.

W manhuach dominują motywy związane z chińska mitologią, taoizmem oraz koncepcją kultywacji duchowej i sztuk walki. Dlatego najpopularniejsze są gatunki wuxia (bardziej realistyczny, często historyczny świat, zorganizowany w społeczność jianghu) i xianxia (epickie fantasy z istotami dążącymi do boskości). Te gatunki płynnie się zresztą przenikają, dzięki czemu dostajemy fascynujące hybrydy – klasyczny świat jianghu pełen jest artefaktów, mitycznych bestii i bogów, a bohaterowie kultywują qi, ucząc się spektakularnych technik.

Manhua to niezwykle zróżnicowane medium. Wśród najpopularniejszych tytułów można znaleźć zarówno opowieści inspirowane chińską historią i mitologią, jak i nowoczesne serie fantasy czy science fiction.

Zauważyłam też, że manhuy często są bardziej hernetyczne. Autorzy operują specyficznymi chińskimi przysłowiami, terminologią medycyny tradycyjnej oraz lokalnymi idiomami, przez co tłumaczenie bywa procesem żmudnym i zwykle tytuł bardzo dużo traci, stając się płaskim i mocno zubożonym. Manhwy też lubią motywy wuxia i xianxia, ale podają je znacznie przystępniej. Dlatego czytam je wręcz nałogowo.

Polski rynek otwiera się na manhwy

W latach 90. ubiegłego wieku azjatycka popkultura była w Polsce raczej bardzo niszowym hobby. Nieliczni pasjonaci wymieniali się kasetami VHS z nagraniami anime i amatorskimi fanzinami. Dziś z kolei manga urosła do rangi potęgi komercyjnej stanowiącej ponad 40% całego polskiego rynku komiksowego. Nie brakuje też rodzimych tytułów, naśladujących japońską stylistykę, tworzonych przez polskich rysowników. Nawet nadano im specjalną nazwę – „polmangi” albo „pongi”.

A wiecie, że na rynku mangi mamy też naprawdę wielki sukces i nie chodzi mi o dystrybucję? Manga No/Name, którą stworzył Polak Rafał Jaki (scenariusz) oraz artysta o pseudonimie Machine Gamu (rysunki), stała się pierwszą w historii w pełni niejapońską serią opublikowaną przez giganta Shūeisha na platformie Manga Plus. To ogromny wyczyn. W Polsce możemy kupić ją jako wydanie zbiorcze, wydane przez Wydawnictwo Studio JG. Niestety mimo dużego rozgłosu w zeszłym roku tytuł został anulowany.

Manga No/Name autorstwa Rafała Jakiego to przykład sukcesu polskiego twórcy na japońskim rynku wydawniczym.

Wracając jeszcze do historii dystrybucji mang w Polsce, to jego początki w naszym kraju sięgają lat 1986–1996. Co ciekawe, pierwszą mangą opublikowaną w naszym kraju był Black Knight Batto, który ukazał się w 1986 roku na łamach czasopisma Sfera (problem tylko, że odbyło się to bez oficjalnej zgody autora). Potem poszło z górki. W ’96 roku powstało wydawnictwo Japonica Polonica Fantastica (JPF), które zadebiutowało oficjalnym i samodzielnym wydaniem mangi Aż do nieba autorstwa Riyoko Ikedy. W następnych latach zaczęły pojawiać się kolejne wydawnictwa ukierunkowane na mangi. Przez dekady jedne znikały, inne się pojawiały, ale ostatecznie na rynku mamy teraz kilku głównych gigantów – Waneko, Studio JG i JPF. Swój duży udział mają też Kotori, Dango, Hanami i Egmont, jednak to do tych trzech wydawnictw należy większość nakładu pojawiającego się na naszych półkach.

Jeszcze kilkanaście lat temu wybór był ograniczony, dziś czytelnicy mogą sięgać po setki nowych tytułów publikowanych przez liczne oficyny.

Natomiast dwa lata temu Waneko ogłosiło przełomową dla fanów decyzję – wejście na poważnie na rynek manhwy. Oczywiście to nie tak, że koreańskie komiksy wcześniej się u nas nie pojawiały. Pojawiały – jeszcze w 2013 roku nieistniejące Wydawnictwo Yumegari wydało The Breakera i drugą serię New Waves. W 2016 roku, również nieistniejące już Wydawnictwo Red-Sun, dało nam Wind Breakera, choć skończyło się tylko na dwóch tomach. Waneko zaczęło z bardzo grubej rury – od Solo Leveling. Dla mnie to był najlepszy możliwy wybór, zwłaszcza że praktycznie w tym samym czasie anime biło rekordy popularności na całym świecie. Jak można się spodziewać, manhwa rozeszła się jak świeże bułeczki.

Dziś tytułów jest znacznie więcej i tylko ich przybywa. Wydawnictwo nie celuje jedynie w akcyjniaki, ale daje nam również romanse, BL-ki, GL-ki czy bardziej obyczajowe tytuły. W dodatku oferuje je w naprawdę przyzwoitych cenach. Również jakość wydawania zasługuje u nas na pochwałę – zarówno w przypadku mang, jak i manhw. Ostatnio przybywa też specjalnych wydań w twardej oprawie, co jest istną gratką dla kolekcjonerów. Za koreańskie komiksy biorą się również inne wydawnictwa, z czego osobiście bardzo się cieszę, choć mój portfel niezbyt…

Rosnąca popularność koreańskich webtoonów sprawiła, że wiele hitowych manhw doczekało się wydań papierowych i trafiło do księgarń na całym świecie, także w Polsce.

Manhuy na razie omijają nasz kraj, ale być może się to zmieni. Od niedawna polskie wydawnictwa zaczęły mocniej wchodzić w gatunek danmei (chińską literaturę fantasy skupioną na relacjach męsko-męskich), więc jest duża szansa, że w końcu dostaniemy przynajmniej manhuowe adaptacje takich popularnych tytułów, jak Błogosławieństwo Niebios czy Wielki Mistrz Demonicznej Kultywacji.

Osobiście liczę też, że w końcu na naszym rynku pojawią się też powieści internetowe, zwłaszcza koreańskie, takie jak Omniscient Reader’s Viewpoint, Lout of the Counts Family czy The Beginning after the End. Koreańska i chińska scena webnoveli jest tak gigantyczna, że naprawdę jest z czego wybierać. No i wolałabym mieć je po polsku dlatego, że nasze wydawnictwa dbają o jakość, podczas gdy amerykańskie dają książki w tak cienkich okładkach, że strach je brać do ręki w obawie przed zniszczeniem.

Nie wszystko to anime

Nie mogę przy okazji nie wspomnieć również o adaptacjach, bo tutaj większość osób nadal wszystkie azjatyckie produkcje określa mianem „anime”. Tymczasem, podobnie jak w przypadku mangi, anime jest określeniem na produkcje powstałe w Japonii. Co prawda w samym Kraju Kwitnącej Wiśni w ten sposób naszywa się każdą animację, w globalnej popkulturze utarło się stosować tę nazwę tylko do stricte japońskich dzieł, które jednak niekoniecznie muszą bazować na rodzimym oryginale.

W ten sposób Naruto, One Piece czy Bleach to anime. Adaptacja manhwy Solo Leveling również, bo odpowiada za to japońskie studio. To samo można powiedzieć o Tomb Rider King, czy nieszczęsnym (negowanym przez fanów) The Begining After the End. Ostatnimi czasy japońskie studia mocno sięgają do świata manhw, więc w przygotowaniu jest już sporo innych adaptacji popularnych tytułów.

Jednak Lookism, którego pierwszy sezon jest dostępny na Netfliksie, nie jest już anime, tylko aeni, czyli koreańską animacją. W tym miszmaszu jest jeszcze donghua – chińska animacja. Tu najświeższym przykładem jest Lord of the Mysteries, który – gdy się ukazał – wręcz zmiażdżył konkurencję jakością animacji. Przeciętne anime ma zwykle od 3-5 tys. klatek na odcinek. Hity pokroju wspomnianego Solo Leveling potrafiły dobijać do 17 tys., natomiast Lord of the Mysteries dał nam odcinki (co prawda dłuższe, bo trwające średnio po 30 minut) z rekordowymi 30 tys. klatek na jeden odcinek. Producenci chcieli oddać realistyczny, wiktoriański klimat uniwersum, płynnie animując nie tylko walki, ale nawet tłum na ulicach, ruchy ubrań na wietrze czy najdrobniejsze gesty postaci. To prawdziwy majstersztyk.

W kontekście animacji cieszy mnie też fakt, że w Polsce zaczynamy mieć coraz większy dostęp do legalnych źródeł. Wielcy giganci streamingowi, zwłaszcza Netflix, od dawna mają w swojej bibliotece anime, ale myślę, że przełomem stało się dopiero wejście AND, a potem też Crunchyrolla – największego giganta na rynku – do Polski. Co prawda ciężko jeszcze mówić o szerokiej dostępności polskich tłumaczeń na platformie, ale sporo tytułów obejrzymy już z rodzimymi napisami, a nawet… z lektorem. Najwyraźniej Crunchyroll zrobił dobry research i zrozumiał, że Polacy lubią dubbing jedynie w bajkach Disneya i Pixara.

Manga, manhwa, manhua… a może po prostu komiks?

Dużo się rozpisałam tutaj o wszystkich tych różnicach między tymi trzema mediami, jednak… tak naprawdę ostatecznie wszystkie trzy są po prostu komiksami. Różni je kraj pochodzenia, historia, sposób publikacji i charakterystyczne cechy, ale łączy jedno: potrafią wciągać na długie godziny. Dlatego nie ma nic złego w tym, że ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę i wrzuca je do jednego worka. Nie ma też nic złego w tym, że starzy wyjadacze też nazywają to wszystko komiksami, zwłaszcza gdy rozmawiają z kimś, kto nie siedzi w temacie. Jednak jeśli chcecie wejść w tę kulturę, warto te różnice znać, bo dzięki nim łatwiej zrozumieć, skąd biorą się określone motywy, style narracji czy nawet sposób wydawania kolejnych rozdziałów.

Niezależnie od tego, czy wybierzesz mangę, manhwę czy manhuę, każde z tych mediów oferuje własny styl opowiadania historii i tysiące tytułów, wśród których każdy może znaleźć coś dla siebie.

No i przy okazji, gdy potem będziecie mówić o takim Solo Leveling, to nie nazwiecie tego przypadkowo mangą. A wierzcie mi, fani potrafią być na tym punkcie wyczuleni aż do przesady, więc lepiej oszczędzić sobie wykładów.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Manga, manhwa, manhua – trzy słowa, trzy światy. Jak ich nie pomylić?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX