Marek Kamiński: Zdobycie bieguna odmieniło moje życie

Byłem przekonany, że trzeba iść do końca podróżniczą drogą, a teraz widzę, że muszę stworzyć coś nowego.

Długo uważałem, że muszę pokonać smoka, zrobić coś niezwykłego, by być szczęśliwym. Biegun geograficzny był najlepszą metaforą i zarazem ucieleśnieniem tych pragnień. Zdobycie go odmieniło moje życie. Może nie od razu i nie tak, jak chciałbym, ale dzięki niemu wszedłem na ścieżkę, która już nie prowadzi do czterech ścian bezpiecznego domu. Zresztą sam nie wiem, dokąd prowadzi.

Od kilkunastu lat myślałem o przejściu pradawnego pielgrzymiego szlaku Camino de Santiago – do grobu św. Jakuba Apostoła Chrystusa. Myślałem najpierw o tradycyjnej drodze, która zaczyna się w Saint Jean Pied De Port we Francji i wiedzie przez Pireneje, Burgos, Leon, ewentualnie o drodze północnej, wzdłuż Zatoki Biskajskiej, a także o drodze wiodącej przez Nagą Górę na Pomorzu. Potem jednak zetknąłem się z medytacją, ćwiczeniami duchowymi Ignacego Loyoli i zacząłem obserwować swój umysł i starać się znaleźć harmonię w tym szybko zmieniającym się świecie.

Dostrzegłem, że na drodze do Santiago jestem cały czas.  Ona nie zacznie się w momencie spakowania plecaka, włożenia butów czy po pierwszym stemplu w paszporcie pielgrzyma, ale być może zaczęła się już, zanim jeszcze pomyślałem o wędrówce. Jeżeli słowa mają moc, to Camino jest wpisane w nazwisko Kamiński, ale żeby to dostrzec (a stało się to niedawno), potrzebowałem spojrzenia innych ludzi, a mówiąc konkretnie – Bractwa Świętego Jaku-ba. Sam być może nigdy bym na to nie wpadł.

Myślałem, że to ja stwarzam drogę, ale teraz widzę, że to ona mnie tworzy. Odnalazłem bieguny mojej podróży: z jednej strony grób św. Jakuba w Santiago – biegun Wiary, a z drugiej – grób Immanuela Kanta – biegun Rozumu w Kaliningradzie (dawnym Królewcu). Stąd już łatwo mi było znaleźć trasę wędrówki: od Rozumu do Wiary, czyli z Kaliningradu do Santiago – ponad 4 tys. km wędrówki przez Rosję, Polskę, Niemcy, Belgię, Francję i Hiszpanię.

Chciałbym poznać rytuały związane z tą drogą. To doświadczenie płynące z historii może oświetlić teraźniejszość. Łatwo odcięliśmy się od naszych duchowych korzeni, a tygodnik „Time” w połowie XX wieku ogłosił, że Bóg umarł. Okazuje się jednak, że tę pustkę niełatwo wypełnić. Chciałbym pytać ludzi spotykanych po drodze o sens ich życia, o to, co jest dla nich ważne, jak widzą przyszłość, a także o Boga, o to, kim dla nich jest. Pouczyłem się języków, w których trzeba będzie rozmawiać: rosyjski, francuski i hiszpański. Nie było to wcale łatwe i to też była podróż.

 

Zdobyłem oba bieguny Ziemi, a droga od rozumu do wiary jest dla mnie poszukiwaniem trzeciego bieguna. Sam nie wiem, dokąd mnie doprowadzi i co przyniesie. Może – tak jak poprzednio – nie wszystko, czego bym chciał albo sobie życzył? Ale trudno byłoby żyć bez niej. Wyprawa „Trzeci Biegun” to także dzielenie się metodą Biegun z ludźmi spotkanymi po drodze oraz program edukacyjny dla szkół w postaci lekcji w internecie o motywacji, szukaniu siebie, odkrywaniu swoich możliwości (www.3biegun.kaminski.pl). Ale przede wszystkim to wędrówka w głąb siebie, podsumowująca doświadczenia, które zdobyłem nie tylko w podróżniczym życiu. Kto wyrusza w tę drogę, czerpie z przeszłości, aby oświetlić teraźniejszość. 

Dwa lata temu napisałem biografię „Moje życie polarnika”, która niebawem się ukaże. Nie wiedziałem wtedy, że jej zakończenie będzie wkrótce tak aktualne. Oczywiście przyjemnie jest być pierwszym człowiekiem na Ziemi, który zdobył oba bieguny w jednym roku, ale jeślibym próbował traktować siebie w tej roli zbyt poważnie, zmarnowałbym życie. Albo idziemy dalej i nadajemy życiu nowy sens, albo obumieramy. Widzę, że muszę obudzić się w nowej rzeczywistości, tak jak wcześniej wiedziałem, że chcę zdobywać kolejne doświadczenia. Przez całe życie szedłem dalej, nie zatrzymując się na biegunach. Dotąd wszystko wydawało mi się jasne, teraz stałem się dla siebie zagadką. Byłem przekonany, że trzeba iść do końca podróżniczą drogą, a teraz widzę, że muszę stworzyć coś nowego.

PS. Jestem ciekawy waszych uwag na temat „Trzeciego Bieguna” i pytań, które zadalibyście ludziom spotkanym po drodze. Myślę  np. o takich: czy spotkali kiedykolwiek pielgrzyma, który w jakiś sposób zmienił ich życie? Co sprawia, że jesteś szczęśliwy? Jakie rytuały mogą być ważne podczas takiej podróży?