Co dzień rano do Centrum Innowacji Procter&Gamble w Reading pod Londynem oprócz pracowników podąża 80 nieogolonych panów po to, by pozbyć się zarostu właśnie tutaj, zamiast we własnej łazience. To ochotnicy, którzy testują na sobie nowe pomysły zatrudnionego w centrum zespołu złożonego ze specjalistów z całego szeregu dziedzin, takich jak inżynieria, fizyka, biologia, dermatologia, materiałoznawstwo i design. Przyglądając się zza luster weneckich ochotnikom golącym się najnowszymi maszynkami i nie wprowadzonymi jeszcze do produkcji prototypami, pracownicy Gillette zdobywają nie tylko wiedzę o tym, jak w praktyce sprawdzają się ich innowacje, ale i o męskim goleniu w ogóle. Z tych wieloletnich codziennych obserwacji wynika, że każdy mężczyzna goli się inaczej, po swojemu. Jednym zajmuje to 30 sekund, inni pracują nad zlikwidowaniem zarostu nawet 17 minut, jednym wystarcza 30 pociągnięć, inni dochodzą aż do 700. Siła, z jaką przyciskają ostrza do skóry, też jest różna – od 0,5 niutona po 4 niutony. I jak tu dogodzić wszystkim, projektując maszynkę, która trafi do masowej produkcji?

Drugie centrum badawczo-rozwojowe, gdzie naukowcy i projektanci tworzą nowe maszynki znajduje się w Bostonie. To właśnie tam obwoźny sprzedawca kapsli King C. Gillette wpadł na rewolucyjny pomysł maszynki do golenia z wymiennymi ostrzami i 115 lat temu założył firmę, której mottem stały się jego słowa: „Przestaniemy produkować maszynki do golenia, kiedy nie będziemy już potrafili ich ulepszać”.

Pod okiem naukowców

Pierwsza maszynka Gillette miała jedno ostrze i prostą nieruchomą rączkę. Te najnowsze wyglądają przy niej kosmicznie, ale zadanie, które mają wykonać, jest wciąż takie samo: golić dokładnie i nie podrażniać skóry. Nad tym, by spełniały swą funkcję jak najlepiej, pracuje cały sztab naukowców i projektantów. Najbardziej widoczną innowacją są dodatkowe ostrza użyte po raz pierwszy w 1971 roku w dwuostrzowej maszynce Gillette Trac II. Najnowsze maszynki Gillette Fusion, Fusion ProGlide i Fusion ProShield mają aż pięć ostrzy. Zwiększanie liczby ostrzy to nie jest chwyt marketingowy, lecz sposób na rozłożenie siły nacisku, tak by ta przykładana do pojedynczego ostrza była jak najmniejsza. Wielu mężczyzn, chcąc ogolić się jak najstaranniej, przyciska maszynkę do skóry mocniej niż to konieczne, co skutkuje większym prawdopodobieństwem zacięcia się niż u tych, co golą się niedbale. 

Ostrza wykonują swoją pracę wspólnie: pierwsze unosi lekko włos, a kolejne ścinają go bliżej skóry. Ostrza są o wiele cieńsze od włosa, cieńsze nawet niż skalpel chirurga, co pozwala wyeliminować szarpanie i ciągnięcie. Stal pokrywają cieniutkie powłoki: jedna z PTFE i druga – węglowa zwiększająca wytrzymałość ostrza (dzięki czemu może być ono cieńsze). Każde ostrze zamontowane jest na maleńkich sprężynkach, dzięki którym cały zestaw dopasowuje się do kształtu twarzy. Żeby zredukować ryzyko zacięcia skóry, której drobne fałdy trafiają między ostrza, optymalną odległość między ostrzami ustalono na 1,05 mm.

Pracując nad nowymi rozwiązaniami, które ułatwiłyby golenie, naukowcy z centrum badań i rozwoju Gillette przyglądają się męskiej twarzy i procesowi golenia w najdrobniejszych szczegółach. Skóra twarzy jest delikatna i miękka, ale wcale nie jest gładka, nawet u młodych ludzi. W dużym przybliżeniu przypomina balonik, z którego uszło powiet-

rze. Twardość włosa eksperci z Gillette przyrównują natomiast do miedzianego drucika podobnej grubości i radzą przed goleniem umyć twarz lub wziąć prysznic – nawilżone włosy zwiększają średnicę, stają się bardziej miękkie i łatwiej je ściąć. 

Na obrazach ze skaningowego mikroskopu elektronowego teren działania maszynki do golenia wygląda jak pełen wykrotów las drzew pochylonych w różne strony. Zachowanie się włosów i skóry pod naciskiem ostrzy maszynki naukowcy P&G śledzą na zdjęciach wykonywanych superszybką kamerą. Poszukiwanie nowych rozwiązań zaczyna się od szkiców i papierowych modeli zamienianych potem na trójwymiarowe modele cyfrowe. Prototypy do testów powstają na drukarkach 3D. Dzięki temu, że wszyscy specjaliści pracują pod jednym dachem, obiecujący pomysł już po kilku godzinach można wypróbować w działającej maszynce.

Innowacje przede wszystkim

Najlepsze rozwiązania znajdują zastosowanie w maszynkach, które trafiają do masowej produkcji. To często drobiazgi, nad których przeznaczeniem nawet się nie zastanawiamy, a jednak wykonują swoją pracę, poprawiając komfort golenia. W wypuszczonym na rynek w 1985 roku modelu Gillette Contour Plus pojawił się po raz pierwszy pasek nawilżający. To podłużny prostokąt o gąbczastej strukturze zawierający przede wszystkim polimery, które zapewniają maszynce lepszy poślizg. W suchym pasku długie cząsteczki polimerów są pozwijane, ale pod wpływem wody rozwijają się, tworząc warstwę ochronną między skórą a ostrzami. Standardowo paski są umieszczane za ostrzami, więc działają nawilżająco w danym miejscu dopiero po pierwszym pociągnięciu. Jednak ponieważ mężczyźni przesuwają maszynkę również po miejscach już ogolonych i pozbawionych piany, projektantom maszynki Gillette Fusion ProShield udało się znaleźć miejsce dla paska nawilżającego także przed ostrzami. Nawet logo wytłoczone na pasku nawilżającym nie jest tylko ozdobnikiem, ale pomaga odprowadzić z maszynki wodę. 

Innym elementem nowoczesnych maszynek są mikrożeberka w postaci miękkich listków, które wygładzają i naprężają skórę przed goleniem. W najnowszych modelach 5-ostrzowych maszynek zostało poprawione mocowanie ostrzy. W pierwszych wkładach Fusion odległość między poszczególnymi ostrzami zmieniała się podczas golenia. W maszynkach ProGlide i ProShield problem ten rozwiązano, dodając na środku stabilizator utrzymujący ostrza w optymalnej odległości od siebie. 

Zmieniły się zresztą nie tylko wkłady, również rączka. Dzięki technologii FlexBall wzorowanej na ruchu nadgarstka, próbując ogolić trudniej dostępne miejsca, nie trzeba już robić głupich min do lustra, bo maszynka swobodnie się obraca, nie tracąc kontaktu ze skórą. Ergonomiczny kształt i antypoślizgowe elementy pozwalają pewnie trzymać maszynkę nawet mokrą dłonią i obracać ją w palcach, by skorzystać z umieszczonego z tyłu trymera.