Ofiarność tych beznogich tropikalnych płazów blednie jednak w porównaniu z niektórymi bezkręgowcami. Zaleszczotki (malutkie pajęczaki podobne do skorpionów) z brazylijskiego gatunku Paratemnoides nidificator mieszkają i polują w koloniach liczących nawet 175 osobników. Wspólne polowania zwiększają szansę na zdobycie pokaźniejszej ofiary – pszczoły lub mrówki – i nakarmienie nią potomstwa. Kiedy jednak grupa wraca z łowów z pustymi szczypcami, mama zaleszczotkowa decyduje się na desperacki krok. Staje między potomstwem z rozwartymi szczypcami i zaczyna drgać – w ten sposób informuje dzieci, żeby ją zjadły.

Młode (jest ich zazwyczaj około dziesiątki) nie dają się długo prosić – otaczają ją, przybliżają swoje narządy ssące do jej stawów, gdzie szkielet zewnętrzny jest najcieńszy i dosłownie wysysają z niej soki. Zjawisko to – zwane matrifagią, czyli matkożerstwem – zapobiega wzajemnemu zjadaniu się młodych i pozwala im przeżyć.

 

NIE MA JAK DOBRE PLECY

Wśród zwierzęcych matek, które dają sobie wejść na głowę – a bardziej precyzyjnie na plecy – są samice pająków z rodziny pogońcowatych. Tarantula włoska mocuje zawierający ponad setkę dzieci kokon jajowy do własnego odwłoka. Choć dzięki temu ma nad swoim potomstwem kontrolę, to dźwiganie go w zamkniętym kokonie jest dla niej obciążeniem – musi być on bowiem stale trzymany
w odpowiedniej pozycji, aby milusińscy nie obijali się o podłoże. Po wykluciu się z jaj małe pajączki nie dają mamie odpocząć – od razu wsiadają na jej grzbiet i podróżują na nim aż do osiągnięcia samodzielności.

Grzbietorody amerykańskie wyglądem przypominające spłaszczone żaby poszły o krok dalej i jak nazwa wskazuje, rodzą grzbietem. Złożone przez samicę jaja podczas kopulacji przyklejają się do jej pleców (tatuś grzbietoród ma w tym swój udział – para wykonuje fikuśne salta i wygibasy, a „momenty” mogą trwać nawet 12 godzin!). Skóra na grzbiecie samicy nabrzmiewa, jaja zagłębiają się w ciało i po kilku dniach tworzą się specjalne kieszenie lęgowe. Plecki grzbietoroda zaczynają przypominać plaster miodu, w którym rozwija się ponad setka żabek. Po kilkunastu tygodniach od zapłodnienia przeobrażone żabki wygrzebują się z maminego grzbietu – a samica zrzuca starą skórę razem z resztkami jamek lęgowych.

 

KTO PIERWSZY TEN LEPSZY

Wychowanie dzieci to jednak nie tylko ich wykarmienie, ale również zadbanie o relacje między rodzeństwem. Przy czym kłótnie i bitwy między braćmi i siostrami to bynajmniej nie domena ludzkiego gatunku. Wśród głuptaków maskowych istnieje na nie odgórne przyzwolenie. Ptaki te składają jednorazowo dwa jaja, przy czym pierwsze pisklę wykluwa się na kilka dni przed drugim i jest od niego o wiele większe. Kiedy później silniejszy potomek znęca się nad słabszym, głuptasia mama nie interweniuje. Przy tym nie mówimy tu o niewinnych braterskich szturchańcach – u głuptaków zachodzi zjawisko zwane kainizmem: starszy pisklak zabija młodszego. Co ciekawe, nie robi tego np. z głodu – zjawisko to jest niezależne od dostępnych zasobów pokarmowych.

W 1999 r. biolodzy Lynn Lougheed i David Anderson przeprowadzili eksperyment: podmienili pisklęta głuptaków maskowych i mniej agresywnych głuptaków niebieskonogich. Maluchy maskowe wychowywane przez niebieskonogich rodziców były mniej agresywne. Z kolei niebieskonogie pisklaki na wychowaniu u głuptaków maskowych częściej zabijały się wzajemnie. Co więcej, dorosłe głuptaki maskowe czasem same biorą udział w uśmierceniu młodszego potomka – w końcu starszy „sprawdza się w boju”, jest wyraźnie silniejszy, więc ma większe szanse na przeżycie. Słabszy pisklak, którego przeżycie stoi pod znakiem zapytania, jest dla rodziny obciążeniem i do niczego nie jest jej potrzebny.

 

DWA RAZY WIĘCEJ MAMY

Bycie samotną matką w warunkach arktycznych to nie lada wyzwanie. Niedźwiedzica polarna na ogół rodzi bliźniaki, z których każde waży nieco ponad pół kilograma. Co ciekawe, poród następuje podczas hibernacji, a więc samica często go po prostu przesypia. Aby się jednak do niego i do tego co po nim przygotować, niedźwiedzice polarne muszą podwoić masę ciała, czyli przytyć o ponad 200 kg. Jest to konieczne, ponieważ przez kilka miesięcy po porodzie są do tego stopnia pochłonięte opieką nad młodymi i karmieniem ich wysokokalorycznym mlekiem, że same nie jedzą nic i nie wyściubiają nawet nosa z nory.

Wiosną chuda jak szczapa niedźwiedzica wraz ze swoimi dorodnymi piętnastokilogramowymi niedźwiadkami wygrzebuje się z zimowego legowiska i znów zaczyna polować. Nie tylko dla siebie – niedźwiadki zostają przy niej przez ponad dwa lata. Chociaż jak na świat zwierząt może się to wydawać bardzo długo, to nic w porównaniu z „urlopem macierzyńskim” mamy orangutanicy. Jej małe nie oddalają się od niej na więcej niż dwa metry przez pierwsze osiem lat swojego życia.