“Mengele” to przerażająca historia opętanego szaleństwem pseudonaukowca. Max Czornyj „wchodzi w głowę potwora” opowiadając historię Anioła Śmierci z Aushwitz

Max Czornyj to adwokat i autor bestsellerowych kryminałów, thrillerów psychologicznych, powieści obyczajowych i cieszących się ogromną popularnością powieści opartych na faktach. Łączna sprzedaż jego książek sięga MILIONA egzemplarzy! W swojej najnowszej książce “Mengele” przybliża historię Josefa Mengelego, osławionego Anioła Śmierci z Auschwitz.
“Mengele” to przerażająca historia opętanego szaleństwem pseudonaukowca. Max Czornyj „wchodzi w głowę potwora” opowiadając historię Anioła Śmierci z Aushwitz

Wydarzenia w tej książce są oparte na faktach. Prawda bywa bardziej przerażająca od najwymyślniejszej fikcji. Josef Mengele był nie tylko zbrodniarzem, ale również opętanym szaleństwem pseudo-naukowcem, który więźniów obozów koncentracyjnych wykorzystywał jako żywy materiał do swych chorych badań. Umyślne zarażanie wirusami, zszywanie tułowi kilku osób, operacje bez znieczulenia
i wyrywanie płodów. To nie upiorne science-fiction, a prawdziwa historia. Do tego jedynie jej niewielka część. Ta książka opisuje znacznie więcej. Będziecie przerażeni tym, do czego zdolny jest człowiek.

Jaka jest tajemnica sukcesu tego niezwykle popularnego pisarza?

Opublikował Pan już prawie 40 książek w ciągu 5 lat. To prawdziwy rekord. Jak Pan to robi? I co na to koledzy po piórze?

A ile wywiadów Pani przeprowadziła w tym czasie? Ile tekstów Pani napisała? Zapewne, gdyby zsumować znaki nie różnilibyśmy się znacznie. W Polsce istnieje stereotyp pisarza – cierpiętniczego twórcy, który przytłoczony losem czeka na wenę. Tymczasem to coś całkowicie przeciwnego. Praca oraz doskonała zabawa. Miliony ludzi, aby odpocząć, czyta książki. Pisanie to poniekąd druga strona tego samego medalu. Ach… pytała Pani jeszcze o zdanie kolegów po piórze. Nie mam o nim pojęcia. Wiem, że wielu z nich tak intensywnie narzeka na innych, że gdyby przekuli to na książki, wydawaliby ich znacznie więcej niż ja.  

Od kilku lat jest Pan zdecydowanie bardziej zawodowym pisarzem niż adwokatem?

Togę adwokacką odwiesiłem kilka tygodni po premierze debiutanckiego “Grzechu”. Błyskawiczny sukces, ogromne nakłady oraz dodruki sprawiały, że musiałem wybrać konkretną drogę kariery. Nie można połączyć tych dwóch działalności bez szkody dla jednej z nich… Właściwie od tamtego czasu całymi dniami piszę.

A co Max Czornyj robi w wolnym czasie? Czy ma czas na pasje?  Jak odpoczywa?

Nie lubię konceptu “wolnego czasu”. Życie to nie wyjazd na kolonie albo szkoła, w którym wypuszcza się dzieci na popas. Należy być “wolnym” we wszystkim, co się robi. Ja z takim samym podejściem piszę, czytam czy spaceruję. Rytualnie słucham muzyki, zanurzam się w światy własnej wyobraźni lub skupiam na pitym trunku. Życie należy smakować, czerpać z niego i być świadomym każdej chwili. A przede wszystkim, jeszcze raz podkreślę, zawsze być wolnym. 

Mam przed sobą takie Pana książki: Mengele, Mortalista, Grzech i… Sekret świąt?  A to jeszcze nie wszystkie twarze Maksa Czornyja. Która seria jest Panu najbliższa?

Zazwyczaj ta, nad którą pracowałem najdawniej. Z bohaterami jest jak z prawdziwymi ludźmi, z czasem zaczyna się za nimi tęsknić, a długo niewidziani wydają się lepsi niż są w rzeczywistości. 

Jedna z najciekawszych Pana serii to psychologiczny cykl pisany w 1 osobie. Wnika Pan w umysły takich zwyrodnialców jak: Mengele, Amon Goth, Ilse Koch. Jak się pisze takie książki? Jak Pan „odczuwa” “swoich” bohaterów?

Najważniejsze jest, aby spróbować spojrzeć na świat ich oczami. Nie oceniać ich, lecz w jakiś sposób zrozumieć. Zrozumienie jest dalekie do usprawiedliwienia, lecz wymaga równie wiele wysiłku. Dla mnie to rodzaj eksperymentu… Proszę zwrócić uwagę, że żadne inne medium nie potrafi tego, co książka. W trakcie czytania nasze myśli zlewają się z myślami autorów. W naszych mózgach powstają te same sceny. Dlatego wiem, że mam moc wyłączania obrazów do umysłów odbiorców, to jest niezwykłe per se. Ale jeśli dorzucimy do tego kolejny stopień – mianowicie fakt, że moje myśli jako twórcy mogą ocierać się o myśli najbardziej wypaczonych osobowości w historii… To przerasta najmroczniejszy horror, prawda?

A jak to się pisze takie historie? Jak się wnika w te umysły? To chyba całkiem proste. Siada się w fotelu i pije wino, które pił Mengele, a potem podśpiewuje się arie z jego ulubionego Rigoletta. Przed sobą ma się dziesiątki fotografii miejsc uwiecznionych w czasach, w których on na nie spoglądał… Po kilku minutach, gdy zaczynam pisać przenoszę się w czasie. Może to rodzaj transu, a może wspomniana już wena. 

Czego mogą spodziewać się czytelnicy w 2023? I czego Pan by sobie życzył w kolejnym roku kariery?

2023? Ostatnio ponoć w modzie jest alternatywne traktowanie czasu. A każda książka to przecież osobne życie albo dziesiątki żyć. I właśnie przeżycia ich jak największej liczby życzę sobie oraz czytelnikom.

Jeśli zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po książkę “Mengele” Maxa Czornyja, poniżej możecie zapoznać się z jej fragmentem:

Anioł Śmierci. Doszły mnie słuchy, że w ten sposób mówią o mnie nie tylko więźniowie, ale również moi podwładni. Nie przeszkadza mi to. Jasne, wolałbym być bogiem, ale po prawdzie wszelkie te teologiczne dysputy w ogóle mnie nie interesują. Wiem, że jestem wieczny, tak jak wieczny będzie mój wkład w rozwój nauki. Pozostanę na zawsze w moich czynach oraz dziedzictwie. To górnolotne? Nie, po prostu prawdziwe. Uśmiecham się przyjaźnie do jednej z sekretarek. Macham do niej dłonią, po czym szybko wychodzę na korytarz. Słyszę, że Walter podąża tuż za mną. Podkute obcasy jego butów stukoczą niemal w tym samym tempie co moje. Ten młokos pragnie być moim cieniem, uczniem i naśladowcą. Rozumiem go, bo również miałem swoich mistrzów. Ba, mam ich nadal. W takich chwilach zawsze staje mi przed oczami twarz doktora Ernsta Rüdina. Musi być ze mnie diabelnie dumny. W uszach niezmiennie dźwięczą mi wciąż powtarzane przez niego słowa: „Każda osoba niewidoma, głucha, każdy epileptyk oraz schizofrenik może być wysterylizowany…”*. – Pośpiesz się. – Nie odwróciwszy się, rzucam do Waltera. Po chwili dodaję uprzejmym tonem: – Proszę. Nie mamy zbyt wiele czasu. Przyśpieszam, a Walter natychmiast mnie dogania. Niemal ramię w ramię wpadamy do jasnego, niewielkiego pomieszczenia w rogu baraku. Unosi się w nim intensywny zapach środków czyszczących oraz spirytusu, mimo to wyczuwam słodkawy aromat krwi. – Dzień dobry. – Kłaniam się stojącej na baczność pielęgniarce. – Proszę spocząć. To nowa dziewczyna, o rudych włosach i zielonych oczach. Zawsze fascynowało mnie to rzadkie połączenie. Czy barwy w jakiś sposób się uzupełniają? Czy mają znaczenie dla funkcji mózgu? W końcu jeżeli przez całe życie spoglądamy w lustrze na takie połączenie kolorów, wtedy… Nie czas na te rozważania. Odrywam wzrok od kobiety i odwracam się ku dwóm stalowym łóżkom. Leżą na nich Anna oraz Irmina, bliźniaczki, które przybyły do Auschwitz przed trzema dniami. Są przywiązane skórzanymi pasami tak, że mogą poruszyć jedynie stopami oraz dłońmi. Ta pyskata awanturnica, Anna, ma zaczerwienione oczy pełne łez. – Proszę – jęczy na mój widok. – Proszę… Jej siostra jest całkowicie spokojna. Ma nieobecne spojrzenie, lekko rozwarte usta i zaróżowione policzki, jakby trawiła ją gorączka. Spogląda gdzieś w sufit lub znacznie wyżej. W niebo. – Dzień dobry paniom. – Uśmiecham się do bliźniaczek. – Mamy przyjemność ponownie się spotkać. – Błagam… – powtarza Anna. – Niech pan nie robi nam krzywdy. – Krzywdy? Ależ skąd. – Odwracam się do pielęgniarki i przywołuję ją dłonią. – Na początek proszę im zmierzyć temperaturę, dobrze? W naszych badaniach powinniśmy być bardzo staranni. Musi pani o tym zawsze pamiętać. Pod moim kierownictwem szybko złapie pani właściwy rytm. – Co się z nami stanie? Co pan chce zrobić? – dopytuje bliźniaczka. – Niech nas pan wypuści, proszę… – Wypuszczę was już niebawem. Obiecuję.