Był wrzesień 1950 roku. Jesienne słońce przygrzewało przez szyby Kapitolu. Promienie padały wprost na wysokiego szczupłego mężczyznę w średnim wieku, pogrążonego w lekturze grubego maszynopisu. W pewnej chwili mężczyzna podniósł głowę znad biurka zastawionego stosem papierów i książkami. Otworzył notatnik i wziął do ręki pióro. Nie zdążył wiele zapisać, gdy przez uchylone drzwi dobiegł go znajomy głos sekretarki: „Senatorze, już czas”. Jakby na potwierdzenie tych słów zadzwonił telefon. Podniósł słuchawkę. „Senatorze McCarthy, dotyka pan obszaru, na którym nie posiada pan żadnych kompetencji. Może pan sobie zrobić krzywdę” – szeptał nieznajomy. Nim zdążył odpowiedzieć, w słuchawce zapadła głucha cisza. – A więc to wygląda gorzej, niż sądziłem – mruknął do siebie. Z zamyślenia wyrwał go głos telefonistki budynku Dirksen, w którym znajdowała się większość gabinetów członków Senatu. Jeszcze raz wziął do ręki plik zapisanych na maszynie kartek. Spojrzał na pierwszą stronę. Oprócz pieczęci „ściśle tajne” widniał na niej tytuł „Memorandum”, a trochę niżej nazwisko autora, Samuela Klaussa z Departamentu Stanu. Na 106 stronach tego dokumentu pojawiały się nazwiska pracowników różnych instytucji rządu USA, w tym organów bezpieczeństwa Armii, Departamentu Stanu, a nawet Administracji Prezydenta. Wszyscy byli podejrzewani o przynależność do partii komunistycznej. Senator z Wisconsin włożył dokumenty do koperty, którą zdeponował w metalowej szafie, wypchanej materiałami na ten sam temat.

GRZECH ZANIECHANIA


Człowiek, który wypowiedział wojnę tajnym współpracownikom komunistycznym, otrzymywał pogróżki (także dotyczące członków rodziny) niemal codziennie. Dowiadujemy się o tym z odtajnionych raportów FBI, które odnotowywało takie zdarzenia.

Joseph McCarthy nie mylił się w swojej ocenie stopnia zinfiltrowania amerykańskich instytucji przez komunistyczną agenturę. Dokumenty państwowe i wywiadowcze, zwłaszcza Venony (amerykańsko-brytyjskiej operacji dekryptażu depesz radzieckich), dowodzą, że sytuacja wyglądała dużo poważniej, niż sądził sam senator. A co najważniejsze, wyjaśnieniem sprawy nie był zainteresowany waszyngtoński establishment, a nawet prezydent Truman.

Operacje komunistycznych organizacji w USA były monitorowane od 1938 r. przez Komisję Kongresu ds. Nieamerykańskiej Działalności. W tym samym czasie nasiliły się też działania FBI, które powołało specjalne zespoły na terenie USA, zajmujące się wyłącznie zbieraniem informacji o metodach i zasięgu działalności komunistów w Ameryce. Od 1942 r. FBI zaczęło regularnie dostarczać najwyższym urzędnikom w państwie szczegółowe raporty z nazwiskami sowieckich agentów, członków partii komunistycznej USA (podległej Moskwie) i osób podejrzewanych o szpiegostwo. Jednak władze USA przez długi czas nie korzystały z dającej do myślenia wiedzy FBI. A sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna.

Pod koniec wojny ogromne zagrożenie dla państwa stanowiła agentura w Departamencie Stanu, a przede wszystkim w Biurze Studiów Strategicznych i Biurze Wojennej Informacji (Office of War Information). W latach 1946– –1948 członkowie Kongresu dowiedzieli się o kilkudziesięciu przypadkach agenturalnych. Rozpoczęły się śledztwa, z których najsłynniejsze przeszło do historii jako Chambers- -Hiss. Były członek partii komunistycznej, a następnie jej struktur podziemnych, Whittaker Chambers, współpracujący z sowieckimi agencjami wywiadowczymi cywilnymi i wojskowymi, poinformował FBI o tym, że wysoki urzędnik Departamentu Stanu Alger Hiss jest agentem Moskwy. Hiss został skazany za kłamstwo w zeznaniach. Zdaniem wielu specjalistów ds. bezpieczeństwa proces mógłby przynieść lepsze efekty, gdyby nie fakt, że sam prezydent Truman, tłumacząc to klauzulą bezpieczeństwa, odmówił FBI udostępnienia swoich dokumentów. W 1949 roku FBI aresztowało pracownicę Departamentu Sprawiedliwości pod zarzutem ujawnienia tajnych informacji sowieckiemu urzędnikowi Walentinowi Gubiczewowi.

W takiej atmosferze senator McCarthy podał do publicznej wiadomości, na lokalnym spotkaniu Partii Republikańskiej w Wheeling w lutym 1950 r., informacje o kilkudziesięciu agentach komunistycznych. Nazajutrz ukazał się pierwszy z kilkuset kłamliwych artykułów, w którym reporter napisał, że senator wspomniał o „stu sześciu” agentach. Mc- Carthy nie miał szans z mediami, będącymi pod wpływem zwolenników status quo. Choć specjalna komisja Kongresu stwierdziła, że senator nie kłamie ani nie oskarża pochopnie, to jednak w mediach zawsze był przedstawiany jako najgorszy krętacz i oszczerca. Dopiero dzięki odtajnieniu zapisów przesłuchań komisji, znanej jako Komisja McCarthy’ego, oraz tysięcy dokumentów odnalezionych w archiwum kontrwywiadowczych operacji FBI, możemy przekonać się o zasadności działań senatora. Zaś dopiero po sięgnięciu do archiwów prasowych i wspomnień osób, które go znały, możemy ocenić stopień zniesławienia McCarthy’ego jako człowieka.

KOMISJA MCCARTHY’EGO

Komisja mccarthy’ego zajęła się również Hollywood. Wielu artystów trafiło na tzw. czarną listę za rzeczywiste lub domniemane sympatie komunistyczne. Znajdujący się na niej aktorzy, reżyserzy i scenarzyści nie mogli pracować w show-biznesie. Aby doświadczyć ostracyzmu, wystarczyło odmówić stawienia się przed senacką komisją. Taką historię opowiada film „Guilty by Suspicion” z Robertem De Niro w roli głównej, stanowiący element rozliczenia się Hollywood z demonami maccartyzmu. Za prześladowanymi kolegami ujęły się niektóre gwiazdy – jak Humphrey Bogart (na zdj. w środku) – protestując przeciwko szkalowaniu środowiska i wspierając oskarżonych podczas przesłuchań.

FARMER Z JAJAMI