A jednak coraz częściej słyszymy o samotności, przebodźcowaniu i zmęczeniu mediami społecznościowymi. Paradoks? Niekoniecznie. Choć social media rzeczywiście potrafią łączyć ludzi, zostały zaprojektowane przede wszystkim po to, by jak najdłużej zatrzymać nas przed ekranem. I właśnie w tym miejscu zaczynają pojawiać się problemy. Jak wskazują badacze z The University of New Mexico College of Population Health, coraz większe obawy budzi wpływ platform społecznościowych na zdrowie psychiczne, szczególnie wśród dzieci i młodzieży.
Kto powinien dbać o bezpieczeństwo najmłodszych?
To nie jest problem, który pojawia się z dnia na dzień. On narasta i najczęściej zaczyna się wcześnie. Telefon i komputer są teraz częścią dzieciństwa, tak jak dla mnie była nią zabawa na dworze. Tak, tu łatwo rzucać oskarżenia w stronę rodziców, którzy zbyt wcześnie wrzucają dziecko w cyfrowy świat. Nie się ukryć, że to częściowo również ich wina, choć ta rzadko wynika ze złej woli, a częściej ze zwyczajnego i ludzkiego zmęczenia. Jednak nawet jeśli dorośli będą trzymać swoją pociechę z dala, to nie tak, że otoczenie nie da mu zasmakować „dobrodziejstw” internetu, dodatkowo całkowite odcinanie to również zła droga, bo prowadzi do cyfrowego wykluczenia.
Tak czy inaczej, w pewnym momencie dziecko sięgnie po media społecznościowe i będzie narażone na ich szkodliwy wpływ. I tu właśnie pojawia się pytanie: kto właściwie ponosi za to odpowiedzialność? Przez lata przyzwyczailiśmy się do myślenia, że wszystko zależy od użytkownika. Jeśli ktoś spędza zbyt dużo czasu przed ekranem, powinien po prostu odłożyć telefon. Jeśli dziecko trafia na nieodpowiednie treści, rodzice powinni lepiej kontrolować jego aktywność w sieci. Tylko że jak zwykle sprawa nie jest taka prosta.
Nie da się zrzucić całej odpowiedzialności na rodziców, bo to zwyczajnie nierealne, by byli oni w stanie zawsze trzymać rękę na pulsie. Dlatego Sarah Blake z COPH zwraca uwagę, że ogromną rolę powinny tu odgrywać również regulacje prawne oraz odpowiedzialność samych platform. Sama zresztą często o tym piszę, zwłaszcza w kontekście wprowadzania coraz to nowych funkcji z zakresu tzw. „kontroli rodzicielskiej”. Oczywiście, są one bardzo potrzebne, ale nie da się nie zauważyć, że zawsze wygląda to na spychanie całej pracy na barki opiekunów.
Tymczasem platformy nadal ze swojej strony robią wszystko, by projektować swoje media w sposób, który utrzyma użytkowników w aplikacji przez maksymalnie długi czas. Nawet jeśli dziecko ma ograniczoną widoczność treści, to nadal w nieskończoność może przewijać TikToka, a algorytm nie da mu oderwać oczu, karmiąc go kolejnymi filmikami.
To nie przypadek, że tak trudno odłożyć telefon
Dotyczy to zresztą nie tylko dzieci. Ile razy zdarzyło wam się wejść na Instagram albo TikToka „tylko na chwilę”, a potem zorientować się, że minęło pół godziny? Mnie zdecydowanie częściej niż chciałabym przyznać. Nie wynika to jednak wyłącznie z braku silnej woli. Projektanci aplikacji od lat doskonalą rozwiązania, które mają zatrzymywać naszą uwagę jak najdłużej. Nieskończone przewijanie, spersonalizowane rekomendacje czy ciągłe powiadomienia nie są przypadkowymi dodatkami. To elementy starannie zaprojektowanych mechanizmów, których celem jest maksymalizacja zaangażowania użytkownika.
Chociaż strata czasu jest najbardziej oczywistym skutkiem, to dużo ważniejsze są te, których na pierwszy rzut oka nie widać i które można przypisać równie dobrze czemuś innemu. Badania wskazują na związek między intensywnym korzystaniem z mediów społecznościowych a problemami ze snem, skróceniem czasu koncentracji oraz chronicznym zmęczeniem. Zwłaszcza korzystanie z urządzeń przed snem ma bardzo niekorzystne skutki, bo światło emitowane przez ekrany zaburza nasz naturalny rytm dobowy.
To nie tak, że media społecznościowe są złe albo dobre
Zdecydowanie jestem daleka takim twierdzeniom, bo dzięki nim poznałam masę ludzi, z którymi normalnie nie miałabym nigdy okazji porozmawiać. Z TikToka też czasem można dowiedzieć się czegoś przydatnego, choć najpierw trzeba dobrze wytrenować swój algorytm. Grupki na Fejsie pomogły mi też z niektórymi problemami, bo nie zawsze znajomi znali rozwiązanie. Social media to również miejsca, w których odkrywam twórców, książki i tematy, o których w innym przypadku mogłabym nie usłyszeć.
Dlatego narracje sprowadzające się do prostego stwierdzenia, że „internet jest zły” w ogóle mnie nie przekonują. Technologia sama w sobie nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy przestaje być narzędziem, a zaczyna przejmować kontrolę nad naszym czasem, uwagą i codziennymi nawykami. Profesor Verlin Joseph podkreśla, że młodzi ludzie potrafią wykorzystywać internet do budowania społeczności, rozwijania zainteresowań i zdobywania wiedzy. Jednocześnie zwraca uwagę na rosnące problemy związane z lękiem, depresją i pogarszającym się dobrostanem psychicznym.
Każda moneta ma dwie strony i najważniejsze, to zaakceptowanie ich obu, zwłaszcza kiedy mówimy tutaj o młodych ludziach. W końcu każdy z nas był kiedyś nastolatkiem i czy kategoryczne zabranianie czegoś było tak naprawdę skuteczną metodą? No właśnie… Tu również nie chodzi o to, by zabraniać dzieciom (czy samemu sobie) jakiejkolwiek styczności z siecią. Cyfrowy detox, chociaż kojarzy się dość radykalnie, nie musi oznaczać życia offline, które w moim odczuciu byłoby obecnie nierealne.

Technologia stała się częścią naszego życia i musimy zrobić tak, by znaleźć dla niej odpowiednie miejsce, które będzie harmonizowało z pozostałymi aspektami. To z kolei wymaga od nas nauczenia się lub odzyskania kontroli nad tym, jak z internetu korzystamy. Eksperci sugerują między innymi ustawianie limitów czasowych, ograniczanie liczby powiadomień czy regularne porządkowanie obserwowanych kont. Nie brzmi to spektakularnie, ale często właśnie takie drobne zmiany przynoszą największą różnicę. W przypadku osób młodszych trzeba też postawić na edukację. Jeśli nie wyjaśnimy dziecku powodów naszych działań, skończy się to najczęściej buntem.
Ma to również znaczenie nie tylko w samym dostępie do internetu, ale też w sposobie, w jaki z niego korzystamy. Mówię tutaj o często zapominanym aspekcie – empatii. Za każdym profilem, komentarzem czy zdjęciem stoi prawdziwy człowiek ze swoimi doświadczeniami, emocjami i wrażliwością. To banalna myśl. Tak banalna, że często całkowicie ją ignorujemy. Łatwiej napisać złośliwy komentarz osobie, której nigdy nie spotkaliśmy. Łatwiej oceniać czyjeś życie na podstawie kilku zdjęć. Łatwiej również zapomnieć, że po drugiej stronie znajduje się ktoś, kto może przeżywać dokładnie takie same lęki, niepewności i problemy jak my.
Czy to my korzystamy z mediów społecznościowych, czy może coraz częściej to one korzystają z nas?
W dyskusji o social mediach bardzo często szukamy prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania. Giganci technologiczni próbują wmówić, że kolejna warstwa kontroli rodzicielskiej położy kres zgubnemu wpływowi algorytmów. Przeciwnicy chcą zakazu społecznościówek, a ich zwolennicy każą im się „odczepić”. Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.
Media społecznościowe potrafią pomagać w budowaniu relacji i jednocześnie pogłębiać poczucie samotności. Mogą dostarczać wiedzy i jednocześnie utrudniać skupienie. Łączyć ludzi, a czasem także ich od siebie oddalać. Kluczem jest więc znalezienie tego złotego środka. Jednak żeby być w stanie to zrobić, potrzebna jest wiedza i samoświadomość. Jeśli nie wiemy, że mamy lub możemy mieć problem, jak mamy z nim walczyć. Ważne jest również to, by giganci w końcu przestali chować głowę w piasek i naprawdę w końcu postawili na pierwszym miejscu nie pieniądze, tylko dobro użytkownika. To jednak scenariusz najmniej realny z możliwych.
Dlatego czytajmy, uczmy się, sprawdzajmy, jak te mechanizmy naprawdę działają i przekazujmy tę wiedzę naszym dzieciom. Jeśli nie zrobimy tego odpowiednio wcześnie, problem będzie tylko się pogłębiał, bo telefon i social media już są częścią ich życia. Teraz pozostaje tylko pomóc im ustalić odpowiednie miejsce, w którym ten element umieszczą tak, by nie zniszczył on całej układanki.
