
Nowo odkryty gatunek otrzymał nazwę Physalia mikazuki na cześć legendarnego samuraja Date Masamune, co dodaje całej historii pewnej poetyckiej nuty. Jednak romantyka w tym przypadku ustępuje miejsca naukowej rzeczywistości – ocieplające się oceany i zmieniające się prądy morskie tworzą nowe szlaki migracyjne dla organizmów, które jeszcze niedawno nie miałyby szans przetrwać w chłodniejszych wodach.
Physalia mikazuki to nowy gatunek meduzy nazwany na cześć legendarnego samuraja
Identyfikacja nowego gatunku wymagała żmudnej pracy badawczej. Naukowcy musieli przeanalizować każdy szczegół anatomiczny meduzy, porównując ją z historycznymi opisami czterech innych znanych gatunków z rodzaju Physalia. Ten proces polegał na dokładnym badaniu unikalnych cech budowy i konfrontacji ich z ręcznymi rysunkami z dawnych publikacji naukowych.
Czytaj też: Najbardziej niesamowita meduza na świecie. Ten znak rozpozna każdy
Kiedy analizy morfologiczne wskazały na odmienność okazów, przyszła pora na badania genetyczne. DNA ostatecznie potwierdziło, że mamy do czynienia z nowym, wcześniej nieopisanym gatunkiem. Prawdziwą zagadką pozostawało jednak to, w jaki sposób tropikalna meduza znalazła się tak daleko od domu. Aby to wyjaśnić, zespół połączył dane taksonomiczne z modelowaniem oceanicznym.
Okazało się, że wody przybrzeżne Japonii ociepliły się o 2-4oC, co radykalnie zmienia warunki życia organizmów morskich. Prąd Kuroshio, jeden z najważniejszych prądów w regionie, systematycznie przesuwa się na północ, tworząc swego rodzaju podwodne autostrady dla gatunków, które wcześniej były ograniczone do cieplejszych wód.

Badacze przeprowadzili symulacje cząsteczek, aby odtworzyć potencjalną trasę wędrówki meduzy. Wirtualne śledzenie dryfu z Prądem Kuroshio wykazało, że organizmy mogły dotrzeć z zatoki Sagami do zatoki Sendai w zaledwie 30 dni, a do Aomori w 45 dni. Co ciekawe, wszystkie wirtualne obiekty wypuszczone w modelu podążyły tą samą trasą, którą najprawdopodobniej przebyła Physalia mikazuki.
Niestety, pojawienie się nowego gatunku w regionach, gdzie wcześniej nie występował, niesie ze sobą konkretne konsekwencje. Physalia mikazuki nie jest nieszkodliwym stworzeniem – jej macki mogą osiągać nawet kilka metrów długości, a żądło powoduje bolesne oparzenia. To wymusza wprowadzenie monitoringu wybrzeży i systemów ostrzegania dla plażowiczów.
Patrząc szerzej, cała sytuacja ilustruje, jak zmiany klimatyczne przekształcają granice życia morskiego, tworząc nowe układy ekologiczne i potencjalne konflikty między gatunkami. Bioróżnorodność oceanów zmienia się w tempie, które wymaga ciągłego badania i dostosowywania strategii ochrony środowiska. To, co dziś jest naukową ciekawostką, jutro może stać się codziennością dla społeczności przybrzeżnych na całym świecie.