Nie jest łatwo umówić się na wywiad z prof. Anthonym Atalą. Szef amerykańskiego Wake Forest Institute for Regenerative Medicine jest jednym z najlepszych ekspertów od medycyny regeneracyjnej na świecie. Atala co jakiś czas zadziwia nas kolejnym wyhodowanym w laboratorium narządem, przyjmując jednocześnie pacjentów, operując i jeżdżąc z wykładami po świecie.

W końcu jednak znalazł dla mnie czas. Pochodzi z Peru, od 11. roku życia wychowywał się na Florydzie. Medycyna fascynowała go od dzieciństwa, ale wiele razy zmieniał plany życiowe. Gdy wreszcie się zdecydował, wybrał urologię jako uniwersalną specjalność, pozwalającą na zajmowanie się pacjentami praktycznie w każdym wieku, którzy często pozostają pod opieką lekarza przez długie lata. Szybko zorientował się, że u dzieci często zachodzi potrzeba zastąpienia przeszczepem zniszczonego przez chorobę pęcherza moczowego. Najczęściej stosowano fragment jelita, który kiepsko sprawdzał się w tej roli. Prof. Atala postanowił więc wyhodować pęcherz moczowy z tkanek pacjenta. Jak sam mówi, gdyby wiedział, jak trudne się to okaże, pewnie w ogóle by nie próbował. Na szczęście nie wiedział i tak właśnie zaczęła się jego przygoda.

Jan Stradowski: Pana zespół dokonał wielu spektakularnych rzeczy. Macie na koncie wyhodowanie w laboratorium pęcherza moczowego, cewki moczowej, penisa, drukowanie chrząstki... Które z tych osiągnięć uważa pan za najważniejsze?

Prof. Anthony Atala: Naprawdę trudno mi powiedzieć, bo nie mam żadnych faworytów. Jestem lekarzem i naukowcem, moją pasją są przedsięwzięcia, które mogą pomóc pacjentom. Ale mogę powiedzieć, co było najtrudniejsze. Gdy zaczynaliśmy prace nad pęcherzem moczowym w 1999 r., nikt nie wiedział, jak hodować występujące w nim komórki poza organizmem człowieka, w warunkach laboratoryjnych. Długo się tego uczyliśmy, ale warto było. Dzięki temu potrafimy teraz robić to samo z innymi komórkami i tworzyć w laboratorium inne narządy.

J.S.: Wiele zwierząt potrafi robić takie rzeczy bez pomocy medycyny. Rybom, płazom czy gadom odrastają ogony, kończyny, a nawet fragmenty serca czy mózgu. Czy u człowieka tez jest to możliwe?

A.A: Właśnie od tego pytania zaczęła się nasza praca! No bo skoro salamandrze może odrosnąć noga, to czemu nam nie? Nasze ciała mają naturalną zdolność do regeneracji, ale też działają w nich mechanizmy zapewniające nam przeżycie urazów, odpowiadające za zamknięcie rany i następujące potem wytworzenie blizny. Kluczem do medycyny regeneracyjnej jest zrozumienie i regulowanie tych dwóch zachodzących równolegle procesów. Prowadzimy nad tym intensywne badania, wiedząc, że u ssaków istnieją mechanizmy pozwalające na regenerację np. pęcherza moczowego. W zasadzie tworząc w laboratorium tkanki i narządy, wykorzystujemy właśnie te naturalne zjawiska, umiejętnie nimi sterując.

J.S.: Jednak wszystko, co wiąże się z namnażaniem komórek i regeneracją, może też być ryzykowne. Przecież w ten sposób może rozwinąć się także nowotwór.

A.A.: Owszem i dlatego bardzo uważnie sprawdzamy, co się dzieje podczas naszych eksperymentów. Będziemy pracować nad tym, by takie terapie były bezpieczne.

J.S.: A czy będą też tanie? Przecież hodowanie narządu dla konkretnego pacjenta, czyli medycyna spersonalizowana, będzie raczej czaso- i kosztochłonne. Czy służbę zdrowia i pacjentów będzie na to stać?

A.A.: W części przypadków koszt wyhodowania narządu „na zamówienie” będzie prawdopodobnie niższy niż alternatywne rozwiązania. Przykładem może być niewydolność nerek. Co prawda pacjenci mogą dziś żyć długo dzięki dializom, ale jest to bardzo kosztowne rozwiązanie, zwłaszcza gdy czas liczymy w latach. Ale pieniądze to tylko jedna z kwestii.

Narządy stworzone z własnych komórek pacjenta mogą też poprawić jakość jego życia. Ryzyko odrzucenia takiego przeszczepu będzie minimalne, więc nie będzie potrzeby brania leków osłabiających odporność organizmu. W ten sposób będzie też można uniknąć poważnego pogorszenia stanu zdrowia, do którego dochodzi, gdy pacjent musi długo czekać, aż znajdzie się dla niego narząd od dawcy. A przecież wielu i tak się nie doczekuje...

J.S.: Nad czym teraz pracuje pana zespół? Które narządy będzie można hodować w niedalekiej przyszłości?

A.A.: Obecnie zajmujemy się projektami dotyczącymi hodowania tkanek i narządów oraz terapiami komórkowymi dla ponad 30 różnych części ciała. Przykłady? Zastawki serca, naczynia krwionośne, wątroba i nerka. Trudno mi jednak przewidzieć, które z tych przedsięwzięć najszybciej stanie się powszechnie dostępne dla pacjentów. Z pewnością lite narządy – takie jak serce, wątroba czy nerka – stanowią największe wyzwanie z racji swej złożonej budowy, licznych naczyń krwionośnych itd. I pewnie tutaj będziemy musieli najdłużej czekać na efekty.

J.S.: Czy wasza prace mogą przyspieszyć jakieś nowe osiągnięcia technologiczne? Może drukarki 3D albo hodowle uniwersalnych komórek macierzystych, z których można uzyskać różne tkanki?

A.A.: Wykorzystujemy równolegle bardzo różne technologie. Biologiczne drukowanie trójwymiarowe jest jedną z nich – w ten sposób wyprodukowaliśmy chrząstki stawowe. Potrafimy też dokonywać „recyklingu” narządów – wykorzystujemy pobrany z nich materiał, by w laboratorium hodować nowe organy. Oczywiście najlepiej jest w tym celu zastosować komórki pacjenta, który potem otrzyma przeszczep, ale nie zawsze jest to możliwe. Dlatego badamy też inne możliwości. Jedną z nich są komórki zawarte w płynie owodniowym, otaczającym dziecko podczas rozwoju płodowego, oraz tkanki łożyska.