Astronauta sfotografował meteor od góry. Tak “spadająca gwiazda” wygląda z orbity

Orbita Ziemi wokół Słońca jest względnie czystym miejsce. Przez ponad 4 miliardy lat nasza planeta wyczyściła swoją orbitę z mniejszego i większego gruzu kosmicznego, dzięki czemu może krążyć wokół Słońca bez ryzyka zderzenia z innym dużym obiektem. Nie zmienia to jednak faktu, że orbitę Ziemi przecinają wciąż komety przylatujące do Słońca z zewnętrznych rejonów Układu Słonecznego. Taki obiekt zbliżając się do Słońca, jest przez nie ogrzewany, a tym samym odrywają się od niego drobinki lodu i pyłu, które tworzą swoisty warkocz pyłowi za lecącą kometą. Gdy Ziemia następnie przechodzi przez taki warkocz, mieszkańcy planety mogą obserwować tzw. rój meteorów, w którym owe drobinki wpadają w ziemską atmosferę z dużą prędkością, rozświetlając przez chwilę nieboskłon.
Astronauta sfotografował meteor od góry. Tak “spadająca gwiazda” wygląda z orbity

Skoro te ulotne momenty, w których ziarno pyłu pozostałego po komecie rozgrzewa do białości gazy w atmosferze Ziemi, widoczne są z powierzchni planety znajdującej się kilkadziesiąt kilometrów niżej, to powinny też być one widoczne z przestrzeni kosmicznej. Przez całą historię ludzkości nie mieliśmy żadnej możliwości, aby się tego dowiedzieć. Odkąd jednak ludzie polecieli w przestrzeń kosmiczną, a nawet zbudowali własne stałe laboratorium na orbicie, wszystko się zmieniło. Od ponad dwóch dekad nie było ani jednego dnia, aby nikogo nie było na orbicie okołoziemskiej. Na pokładzie stacji kosmicznej od początku XXI wieku zawsze ktoś jest.

Oczywiście, aby zobaczyć niezwykle ulotne, trwające maksymalnie kilka sekund zjawisko meteoru w atmosferze Ziemi trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze. Nic nam po przedstawicielu ludzkości w kosmosie, jeżeli będzie on znajdował się w momencie wejścia ziarna pyłu w atmosferę Ziemię po drugiej stronie globu. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna tymczasem nie stoi w miejscu. Aby utrzymać się na orbicie, porusza się ona z tak dużą prędkością, że całą Ziemię okrąża w niewiele ponad 90 minut.

Czytaj także: Geminidy to piękny deszcz meteorów. Mało kto jednak wie, że są one efektem kosmicznej katastrofy

Warto tutaj też przypomnieć, że zjawisko meteoru, choć wydaje się jedynie krótkotrwałym światełkiem na niebie, może nam sporo powiedzieć o pochodzeniu danego ziarna pyłu. Jakby nie patrzeć, spalający się w atmosferze obiekt emituje światło różnej barwy, w zależności od swojego składu chemicznego. O ile większość meteorów wydaje się bezbarwna lub po prostu biała, to ziarna należące do roju Geminidów mają charakterystyczny zielonkawy odcień. Powszechnie przyjmuje się, że za ten zielony odcień odpowiada zawartość tlenu, magnezu i niklu w ziarnie.

Meteory widziane z kosmosu

Zaledwie kilka tygodni temu Andreas Mogensen, astronauta Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) Andreas Mogensen uchwycił za pomocą jednej z kamer zainstalowanych pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej blask meteoru wchodzącego w górne warstwy atmosfery. To nietypowe zdjęcie, bowiem przedstawia meteor na tle Ziemi, sfotografowany z wysokości około 400 kilometrów nad Ziemią.

Jak sam przyznaje, w rzeczywistości tor lotu meteoru był idealnie prosty. Wahania i odchylenia widoczne na zdjęciu wynikają z ruchu ręką podczas wykonywania zdjęcia i prób korekty obrazu przez aparat.

Ty też masz okazję zobaczyć spadające gwiazdy

Warto tutaj zauważyć, że akurat teraz, w połowie grudnia znajdujemy się w maksimum aktywności roju Geminidów. Jak sama nazwa wskazuje, mamy tu do czynienia z rojem meteorów, które zdają się wylatywać z gwiazdozbioru Bliźniąt (Gemini), które doskonale widoczne są o tej porze na nocnym niebie. Co ważne, wcale nie trzeba szukać konkretnego gwiazdozbioru na niebie, bowiem meteory widoczne są na całej niebie, a jedynie kierunek ich lotu wskazuje, że przylatują one z Bliźniąt. Jeżeli zatem warunki pogodowe pozwalają, warto wyjść na spacer późnym wieczorem. Kto wie, być może uda się wam dostrzec kilka zielonkawych Geminidów.

Więcej:geminidy