Ta czarna skała to fragment młodego Marsa. Skaner pokazał, co skrywa w środku

W laboratorium na Ziemi leży skała, która przebyła kosmiczną drogę bez rakiety, osłon termicznych i planu lotu. To meteoryt NWA 7034, znany szerzej jako Black Beauty – jeden z najcenniejszych fragmentów Marsa, jakie kiedykolwiek trafiły w ludzkie ręce. Nie tylko dlatego, że jest marsjański. Takich meteorytów znamy kilkaset. Black Beauty wyróżnia się czymś innym: jest brekcją, czyli zlepkiem różnych okruchów dawnej skorupy, sklejonych w jedną skałę.
...

To jak geologiczna kapsuła czasu z wczesnego Marsa, pełna śladów procesów, których nie da się już łatwo zobaczyć na powierzchni planety. Właśnie dlatego ten okaz od lat rozgrzewa wyobraźnię badaczy. A teraz dochodzi do tego kolejny element: dzięki nowym skanom naukowcy zaczęli czytać wnętrze Black Beauty bez rozcinania go na coraz mniejsze kawałki. I to wnętrze mówi o wodzie dużo więcej, niż sugerowałby obraz dzisiejszego, suchego Marsa.

Black Beauty, czyli meteoryt, który zachował fragmenty najstarszego Marsa

Black Beauty znaleziono na Saharze i od początku był sensacją, bo jego skład i struktura nie pasowały do typowych marsjańskich meteorytów. Zawiera komponenty liczące ponad 4,4 miliarda lat, czyli pochodzi z epoki, gdy Mars dopiero budował swoją skorupę. To szczególny okres, bo wtedy właśnie ważyły się losy marsjańskiej wody: czy planeta utrzyma stabilne warunki, czy zacznie wysychać i zamarzać na dobre.

W przeciwieństwie do jednorodnych skał wulkanicznych, Black Beauty to mieszanina. Dzięki temu potrafi przechować równocześnie zapis kilku środowisk: dawnego magmatyzmu, późniejszych uderzeń, pęknięć, przeróbek chemicznych i co tu kluczowe, interakcji z wodą. To jeden z powodów, dla których ten meteoryt tak często wraca w dyskusjach o tym, jak mokry był Mars w swojej młodości.

Tomografia neutronowa i rentgenowska – jak zajrzeć do środka bez niszczenia próbki?

Klasyczne badania meteorytów są często bezlitosne: szlifowanie, cięcie, chemia, kolejne analizy, a materiał znika. W przypadku rzadkich okazów każdy milimetr jest na wagę złota, bo nie da się go dorobić. Duński zespół postawił więc na podejście, które coraz częściej robi karierę w naukach o materiałach: tomografię, czyli tworzenie trójwymiarowych map wnętrza próbki.

fot. NASA

Rentgen świetnie pokazuje gęstość i strukturę, ale woda i wodór potrafią się w nim zgubić, bo nie zawsze dają wyraźny kontrast. Tu wchodzi druga metoda: tomografia neutronowa. Neutrony są wyjątkowo czułe na wodór, więc pozwalają lokalizować miejsca, w których w minerale siedzi woda w postaci grup OH albo innych uwodnionych składników. To ważne rozróżnienie: nie chodzi o krople wody uwięzione w porach, tylko o wodę chemicznie związaną z minerałami.

Połączenie obu technik daje coś w rodzaju mapy skarbów: rentgen mówi, gdzie w skale są konkretne fazy i jak wygląda ich geometria, a neutrony wskazują, gdzie dokładnie ukrył się wodór.

Woda w Black Beauty – mało w objętości, dużo w znaczeniu

Szacunek zawartości wody rzędu 6000 ppm, czyli około 0,6% masy. W codziennym odczuciu brzmi to jak nic. W geologii planetarnej to potrafi być bardzo dużo, zwłaszcza dla skały z planety, którą dziś kojarzymy z pyłem, mrozem i atmosferą tak cienką, że woda w stanie ciekłym jest na powierzchni tylko epizodem.

Co jeszcze ciekawsze, skany sugerują, że woda nie jest rozłożona równomiernie. Jest spakowana w mikroskopijne domeny – struktury związane z żelazem i uwodnionymi fazami, stanowiące ułamek procenta objętości skały, ale wnoszące znaczącą część całej zawartości wodoru. To zmienia sposób interpretacji: zamiast myśleć o Marsie jako planecie, na której woda była wszędzie, można rozważać scenariusz, w którym woda była lokalnie wiązana i przechowywana w konkretnych mineralnych rezerwuarach skorupy.

Taki obraz pasuje do młodego Marsa, gdzie woda mogła wchodzić w reakcje z bazaltową skorupą, tworząc uwodnione minerały i magazyny chemicznej wody. To też scenariusz, który może tłumaczyć, dlaczego część wodnego sygnału da się znaleźć nawet wtedy, gdy powierzchnia planety dawno przeszła w tryb zimnej pustyni.

Wątek Jezero jest tu ważny nie jako proste potwierdzenie, tylko jako kontekst. Łazik Perseverance pracuje w miejscu, które interpretujemy jako dawne środowisko jeziorne i deltowe, czyli takie, gdzie woda miała konkretną geologiczną rolę. Black Beauty nie pochodzi z Jezero, ale jeśli meteoryt z innego regionu też niesie silny sygnał uwodnienia, to rośnie prawdopodobieństwo, że woda na wczesnym Marsie nie była lokalną ciekawostką, tylko elementem szerszego systemu.

Meteoryty jako darmowa misja

Black Beauty jest tym, czym programy kosmiczne marzą, by dysponować regularnie: próbką Marsa na Ziemi. Oczywiście meteoryty mają ograniczenia. Nie znasz dokładnego miejsca pochodzenia z pewnością taką, jak w przypadku próbki pobranej i opisanej przez łazik. Nie masz kontekstu geologicznego w skali metra czy kilometra. Nie wybierasz też, co dostajesz – to natura decyduje, co wyrzuci w kosmos i co przetrwa lot oraz wejście w atmosferę.

Jeśli wodór siedzi w konkretnych mikrodomenach i fazach mineralnych, to kolejne pytania są bardzo konkretne. Kiedy dokładnie ten wodór trafił do skały: w czasie krzepnięcia, po uderzeniach, podczas późniejszych procesów hydrotermalnych? Jak reprezentatywna jest ta próbka dla marsjańskiej skorupy, a na ile jest wyjątkiem, który przetrwał? I co takie rezerwuary wody mówią o tym, jak długo Mars miał warunki sprzyjające chemii prebiotycznej?

Black Beauty ma tę przewagę, że jest stara, niejednorodna i uparta. Im bardziej próbujemy ją zamknąć w prostym zdaniu o mokrym Marsie, tym częściej wymyka się w szczegółach. A w nauce o planetach to zwykle dobry znak.