Focus Historia:Jakie jest pana ulubione współczesne miasto?

prof. Jason Ur:  Chicago. Mieszkałem tam ponad 10 lat, tuż po skończeniu studiów, robiłem doktorat. Jest rozległe, ale wszędzie łatwo się dostać. Jest wielkie, ale niedrogie, w przeciwieństwie do Nowego Jorku czy Los Angeles. Jest też bardzo różnorodne, można napotkać tam wiele lokalnych społeczności mających swój klimat, charakter. 

F.H.:  Ale pierwsze miasta były inne?

J.U.:  Zupełnie. Mamy tendencję do nazywania ich „miastami”, chociaż to mylące. Kiedy w języku angielskim używamy tego słowa, ma ono określone konotacje, powiązania, które zupełnie nie przystają do miast z przeszłości. 

F.H.:  Na czym polega różnica?

J.U.:  Pierwszą rzeczą, która przychodzi do głowy, kiedy myślimy o współczesnych miastach, jest fakt, że są pełne konsumentów, zamiast wytwórców różnych towarów. To miejsca, w których wszystko, co się je i czego się używa, powstaje gdzie indziej. Myślę, że pierwsze miasta pełne były ludzi zaangażowanych w wytwarzanie pożywienia, narzędzi czy ceramiki. 

F.H.:  Jaka więc była różnica między dużą wsią a miastem?

J.U.:  Oczywiście demograficzna. Poza tym wioski miały tendencję do dzielenia się, ponieważ wciąż dochodziło do kłótni, walk, ludzie nie potrafili dojść do porozumienia. Najłatwiejszym sposobem rozwiązania sporu między dwiema osobami czy rodzinami było ich rozdzielenie, zachowanie między nimi pustej przestrzeni. Opisy takich zjawisk można znaleźć we współczesnych źródłach etnograficznych. Zakładam, że w neolicie zachodziły podobne procesy. Kiedy pojawiły się miasta – coś się zmieniło. Narodziły się sposoby rozwiązywania sporów – wykształciły się nowe instytucje społeczne, które w tym uczestniczyły.

F.H.:  Sędziowie, sądy?

J.U.:  Coś w tym rodzaju. Nie był to system prawny, jaki znamy, lecz pojawili się przynajmniej uznawani powszechnie „rozwiązywacze sporów”. Musieli mieć władzę wykraczającą poza więzy krwi, pozwalającą na zażegnywanie konfliktów, które wcześniej kończyły się podziałem wioski i odejściem części jej mieszkańców.

F.H.:  Skąd się brała władza tych ludzi? 

J.U.:  Myślę, że w przeszłości powszechnie uważano, iż bogowie obdarzają pewne osoby specjalną władzą. Jak ci ludzie utwierdzali resztę w wierze, że to właśnie oni zostali wybrani przez bóstwo – tego już nie potrafię powiedzieć. W dawnych miastach widzimy jednak przedstawienia bogów w miejscach niedostępnych dla większości. Sugeruje to, że pewna mała grupa miała monopol na dostęp do bóstwa, co było podstawą jej władzy, umożliwiającej rozwiązywanie sporów. 

F.H.:  Za najstarszą metropolię świata uchodzi obecnie założone ok. 4200 r. p.n.e. Tell Brak w północno-wschodniej Syrii. Jak powstało? 

J.U.:   Zapewne właśnie dzięki religii. W trakcie wykopalisk znaleźliśmy tam coś, co jest niewątpliwie bardzo starą świątynią z połowy IV tys. p.n.e. Jednak mamy pewne przesłanki, by sądzić, że była to ostatnia wersja czegoś, co już wcześniej istniało. Świątynię wzniesiono na specjalnej platformie z cegły mułowej, przez co wydawała się dominować nad resztą miasta. Ludzie patrzyli w górę i od razu ją widzieli. Dzięki temu było jasne, że mieszkają w tym samym miejscu, co ich bóg. Podobnie działo się w południowej Mezopotamii – tamtejsze miasta bardzo często określano mianem domów poszczególnych bóstw. Inanna żyła w Ur, a Isztar w Uruk. 

F.H.:  Czy Tell Brak zajmowało duży obszar? 

J.U.: 140 hektarów. Od samego początku było duże, ale niezbyt gęsto zaludnione. Znajdował się tam centralny ośrodek, pokaźny, ale niezbyt wielki. Na samym początku IV tys. p.n.e. wokół niego zaczęły pojawiać się – nazwijmy je – „przedmieścia”. Te zasiedlone obszary leżały 400–500 m od siebie. Według mojej interpretacji, w tym pierwszym mieście ludzie nie mieli instytucji powstrzymujących ich od walki – jedynym sposobem uniknięcia konfliktu było pozostawienie pustej przestrzeni między jedną a drugą grupą. Mogli się ze sobą kontaktować, ale jednocześnie pozostawali odseparowani. Stąd pojawia się pytanie, dlaczego w ogóle chcieli być w tym miejscu…

F.H.:  Może kwestie wierzeń wyjaśniają wszystko?

J.U.:   Możliwe. Byłeś nieszczęśliwy, że mieszkająca po sąsiedzku rodzina też tu jest, ale twoje rozumienie świata zakładało, iż musisz być właśnie w tym miejscu. Około połowy IV tys. p.n.e. Tell Brak przekształciło się jednak w nową formę miasta. Satelickie przedmieścia powiększyły się, zaczęły rozszerzać się w kierunku centrum, zwiększyła się też gęstość zaludnienia i bliskość między poszczególnymi społecznościami. Ludzie mogli już mieszkać razem, musiała więc zajść jakaś ewolucja instytucji społecznych, która to umożliwiła. Według mojej roboczej hipotezy Tell Brak powstało przez przypadek. Było niezaplanowanym efektem procesu społecznego, którego w pełni jeszcze nie rozumiemy. Nikt nie przyszedł i nie powiedział: „Chcę stworzyć miasto”. Ale jak już taka struktura powstała, mogła być kopiowana. Widząc je, ktoś z zewnątrz mógł powiedzieć: „To jest moje miejsce, tak chcę mieszkać. A teraz zachęcę swoich krewniaków, by zaczęli żyć w podobny sposób” lub – co chyba bardziej prawdopodobne – ktoś przyszedł i stwierdził: „Chcę być jak osoby, które tam mieszkają, naśladować ich zachowanie”.

F.H.:  Inne miasto, równie stare jak Tell Brak, Tell Hamoukar, powstało chyba w inny sposób.