38-latek dostał niespodziewanego ataku w nocy. Mężczyzna, który przed chwilą mocno spał obok żony, nagle upadł na podłogę i zaczął się wić w konwulsjach. Jego partnerka relacjonowała później, że był zdezorientowany, wypowiadał bezsensowne słowa i nie można było się z nim porozumieć. Kobieta wezwała pogotowie, na co zareagował agresją. Nie chciał wejść do karetki ani dać się zbadać.

Ratownicy zdołali uspokoić pacjenta. Gdy sytuacja została opanowana, przewieźli go do Massachusetts General Hospital. Rozpoczął się żmudny proces diagnostyczny, który miał ujawnić prawdziwe źródło nagłego „opętania”.

Dziesiątki badań wykluczyły powszechne schorzenia

Pierwsze badania wykazały, że tętno mężczyzny było nieznacznie podwyższone, ale toksykologia i prześwietlenia klatki piersiowej nie ujawniły żadnych nieprawidłowości. Lekarzy zaniepokoiła krew w ustach, jednak dokładne oględziny szybko pokazały, że pacjent w czasie ataku padaczkowego – bo tym było „opętanie” – po prostu ugryzł się w język.

W badaniu fizykalnym i wywiadzie lekarskim także nie znaleziono wskazówek sugerujących, co mogłoby odpowiadać za niespodziewany atak. Mężczyzna nie cierpiał na żadną chorobę przewlekłą, w jego rodzinie również nie było podobnych przypadków. Co więcej, przed atakiem był zupełnie zdrowy i nie uskarżał się na jakiekolwiek nietypowe dolegliwości.

Medycy zdecydowali się podać mężczyźnie lorazepam, aby zapobiec kolejnym napadom padaczkowym, wciąż jednak nie wiedzieli, co spowodowało pierwszy. Istnieje bowiem wiele chorób i zaburzeń, które mogą prowadzić do podobnych objawów. Ponieważ większość z nich powiązana jest z zakłóceniem przepływu krwi w mózgu, lekarze postanowili sprawdzić cały układ krążenia pacjenta.

Testy wykazały, że wątroba i nerki mężczyzny działają prawidłowo. Inne czynniki mogące wpłynąć na chwilowe wstrzymanie przepływu krwi w mózgu, takie jak leki, migreny i zaburzenia psychiczne, również wykluczono.

Bezradni lekarze postanowili ponownie przyjrzeć się historii klinicznej pacjenta. I wtedy natrafili na ważną wskazówkę – mężczyzna 20 lat temu przybył do Stanów Zjednoczonych z niewielkiej wsi w Gwatemali w Ameryce Środkowej.

Diagnoza: wągrzyca ośrodkowego układu nerwowego

Neurocysticerkoza – brzmiała diagnoza, jaką lekarze postawili po zapoznaniu się z historią mężczyzny. Po polsku znana także jako wągrzyca ośrodkowego układu nerwowego, neurocysticerkoza jest główną przyczyną padaczki nabytej w wielu częściach świata, w tym w Afryce Subsaharyjskiej i właśnie w Ameryce Środkowej.

Aby potwierdzić diagnozę, pacjenta poddano tomografii komputerowej. Skany mózgu ujawniły obecność trzech sporych zwapnień. Lekarze stwierdzili, że są to cysty pochodzące od dobrze znanego pasożyta – tasiemca uzbrojonego (Taenia solium).

Te białe, przypominające wstążki robaki bytują w organizmach kręgowców, w tym ludzi. Głównie żerują w jelitach, skąd czerpią składniki pokarmowe i gdzie mogą wzrastać, osiągając nawet 8 metrów długości. Dorosłe osobniki składają jaja, które są usuwane z organizmu żywiciela wraz z odchodami. To właśnie jaja pasożyta odpowiadają za rozwój wągrzycy.

Choć na wągrzycę chorują głównie świnie, to zdarzają się również przypadki zachorowań wśród ludzi. Do rozwoju choroby dochodzi, gdy ze zjedzonego przez człowieka jaja tasiemca rozwija się larwa, która zamiast osiąść w jelicie, przedostaje się do krwiobiegu. Podróżując przez naczynia krwionośne może zagnieździć się w dowolnym organie – także w mózgu.

Uważa się, że nawet połowa przypadków neurocysticerkozy przebiega bezobjawowo. Diagnostykę dodatkowo utrudnia fakt, że okres wylęgania choroby wynosi kilka lat, a jej przebieg i objawy są zależne od tego, jaki obszar mózgu został zasiedlony przez pasożyta.

Leki pozwalają normalnie funkcjonować

Pacjent, którego przypadek opisujemy, był leczony lekami przeciwzapalnymi, przeciwpadaczkowymi i dwoma lekami przeciwpasożytniczymi. Został wypisany ze szpitala bez żadnych objawów po pięciu dniach od przyjęcia.

Od pierwszego napadu minęły trzy lata, jednak pacjent cały czas musi przyjmować leki. Zwapnienie części mózgu jest bowiem nieodwracalne, a zaprzestanie terapii może sprawić, że napady powrócą.

Neurocysticerkoza jest chorobą, której można stosunkowo łatwo zapobiegać, stosując odpowiednie zasady dotyczące chowu zwierząt, przetwarzania mięsa czy higieny. Niestety, w wielu regionach świata osiągnięcie tych celów wciąż nie jest możliwe.

 

Źródło: The New England Journal of Medicine.