Prof. Kazimierz Michałowski, duma polskiej archeologii, podczas II wojny światowej działał w tajnej organizacji Muszkieterowie, a w jego willi „Moja mała” w Podkowie Leśnej mieściła się szpiegowska baza inżyniera Stefana Witkowskiego, szefa siatki – oto jedna z najczęściej powtarzanych historii o słynnym badaczu. Rzadziej wspomina się ostatnio o zawodowych dokonaniach profesora. W 2011 roku, w którym obchodzimy 110. rocznicę urodzin Michałowskiego i 30. rocznicę jego śmierci, warto przyjrzeć się osiągnięciom twórcy „polskiej szkoły archeologii śródziemnomorskiej”. Nie powinny bowiem pozostawać w cieniu muszkieterskiej legendy również dlatego, że jest ona jedynie...nieporozumieniem!

MUSZKIETER? RACZEJ NIE

„To wierutna bzdura” – tak informacje o szpiegowskiej działalności profesora prostuje w rozmowie z „Focusem Historia” jego córka Małgorzata Karkowska. Zwraca uwagę, że dom w Podkowie Leśnej należał przed wojną do rodziny jej matki Krystyny Baniewicz, a nie ojca. Willa nazywała się „Krychów”, bo zbudował ją dla Krystyny jej ojciec Tadeusz Baniewicz. Ponadto Kazimierz Michałowski zaczął w niej bywać dopiero, gdy poznał swoją przyszłą żonę, a stało się to w roku 1945. Pasjonat historii Dariusz Baliszewski, w którego publikacjach pojawiła się informacja o powiązaniach profesora z Muszkieterami, tak nam komentuje tę sprawę: „W świetle co najmniej trzech relacji ludzi związanych z Witkowskim, willa »Moja mała« była willą prof. Michałowskiego”.

Udało się nam ustalić, że prawdopodobnie doszło do nieporozumienia, wynikłego ze zbieżności nazwisk. „»Moja mała« to była willa, w której w czasie wojny przypuszczalnie przebywał Jerzy Michałowski, późniejszy ambasador” – tłumaczy Małgorzata Karkowska. Tym samym muszkieterska legenda pryska. Tym bardziej że II wojnę światową Kazimierz Michałowski spędził w obozach jenieckich (ucząc kolegów znaczenia hieroglifów!), a nie wśród szpiegów. Był już wtedy uznanym archeologiem, choć archeologią zajął się trochę z przypadku. Zaczęło się to we Lwowie, tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. „Doświadczeni profesorowie musieli czuć się chyba trochę nieswojo w otoczeniu młodzieży, która na wykłady i seminaria przychodziła niejednokrotnie z pistoletami w kaburach przy pasach i bagnetami” – opisywał Michałowski naukę na Uniwersytecie Lwowskim. Był rok 1919, trwała wojna polsko-bolszewicka. Nastolatek z Tarnopola, którego śp. ojciec był oficerem armii austriackiej, nie myślał o karierze wojskowej, lecz o studiach. Czasy wojny jednak temu nie sprzyjały. „Nie był na froncie długo, ponieważ zachorował na tyfus” – opowiada jego córka. Jak zaznacza, także praca naukowa jej ojca potoczyła się inaczej, niż początkowo zamierzał. Skończył studia, zrobił doktorat z filozofii, po czym zajął się... archeologią.

PRZYPADKOWY BOHATER

„Wybrał taki zawód m.in. z przyczyn patriotycznych” – uważa prof. dr hab. Karol Myśliwiec, kierownik Zakładu Egiptologii w Instytucie Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN, uczeń i współpracownik Michałowskiego. „Rozglądał się, które dziedziny nauk humanistycznych są mało rozwinięte w Polsce. Zorientował się, że w dziedzinie archeologii śródziemnomorskiej Polska nie postawiła jeszcze pierwszych kroków, a na świecie była to jedna z legitymacji krajów wysoko rozwiniętych”. Najpierw Michałowski musiał się wiele nauczyć na stypendiach na uniwersytetach w Paryżu, Berlinie i Rzymie. A także podczas wyjazdów terenowych. Było na nich ciekawie nie tylko z przyczyn naukowych.

„Ojciec był w młodości człowiekiem rozrywkowym. Francuzi, z którymi pojechał na wykopaliska na wyspie Delos, także... Ponieważ mieli tam tylko lampy naftowe, to rzucali cienie na ścianie domku misji archeologicznej i obrysowywali swoje profile. Kiedy byłam w latach 70. na Delos, widziałam zachowany profil ojca” – opowiada Małgorzata Karkowska. Może to właśnie ta atmosfera w połączeniu z obowiązkowością Michałowskiego nabytą podczas wojny, spowodowały rozkwit jego talentu?

Faktem jest, że po wykopaliskach w Delos, uwieńczonych pracą o portretach z epoki hellenistycznej i rzymskiej, młody naukowiec zdobył międzynarodowe uznanie. W latach 1934–1936 przeprowadził wykopaliska w egipskim Edfu, które przyniosły mu jeszcze większe poważanie. Ale poznał też smak „polskiego piekiełka”. Tak o tym pisał: „Owocem »normalnej« polskiej zawiści był artykuł w »Ilustrowanym Kurierze Polskim«  (...), piętnujący rząd, który wyrzuca sto tysięcy złotych na wykopaliska w Edfu, kiedy brak jest kilku tysięcy złotych rocznie na nasz polski Biskupin”.

HAWASS O MICHAŁOWSKIM

 „Ten wybitny archeolog był dobrym przyjacielem Gamala Mokhtara – znakomitego archeologa, wieloletniego szefa egipskich służb archeologicznych i mojego mentora. Michałowski odegrał istotną rolę w początkach mojej kariery. Po pierwsze z powodu ważnej książki o egipskiej sztuce i architekturze, którą czytałem jako student. Po drugie z powodu filmu o upadku Nowego Królestwa, którego scenariusz napisał, a który zobaczyłem, gdy zaproszono mnie do Hiszpanii do telewizyjnego programu o piramidach”.

 Dr Zahi Hawass, szef egipskiej Naczelnej Rady ds. Starożytności, w przedmowie do albumu, poświęconego polskiej archeologii w Egipcie.

OBRONA ŻYWYCH