Mieszkańcy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) mają bezpośredni dostęp do internetu od ponad trzech lat. Mogą nie tylko przeglądać strony www, ale również korzystać z komunikatorów wideo i mediów społecznościowych. Dzięki dostępowi do Twittera włoski astronauta Luca Parmitano mógł się pochwalić internautom swoim zdjęciem zrobionym podczas lipcowego spaceru kosmicznego tuż przed wykryciem usterki, przez którą musiał wrócić na pokład stacji. Prawdziwą furorę w sieci zrobiły zdjęcia i filmy wykonane przez pułkownika Chrisa Hadfielda z Kanady, który do niedawna dowodził ISS. „Ludzie, gdziekolwiek się znajdą, są żądni informacji i rozrywki, a internet im tego dostarcza” – mówi prof. Ryszard Zieliński z Politechniki Wrocławskiej, autor książki „Satelitarne sieci teleinformatyczne”.

Internet w kosmosie niebawem ma być na dużą skalę wykorzystywany do komunikacji między sondami, stacjami naziemnymi i orbitalnymi, w przyszłości zaś także do utrzymywania łączności z bazami na Księżycu i Marsie, a nawet na odległych planetoidach. Być może nowa sieć zostanie kiedyś rozciągnięta na cały Układ Słoneczny, ale będzie to zupełnie inny internet niż ten, który znamy dzisiaj.

Rozmowa przerywana

Największym problemem, który mają do pokonania pionierzy międzyplanetarnego internetu, są oczywiście kosmicznie wielkie odległości. Im większy dystans między nadawcą a odbiorcą, tym większe opóźnienie transmisji i więcej zakłóceń po drodze. Sondy kosmiczne podróżujące do granic naszego systemu planetarnego muszą używać nadajników wysokiej mocy. W dodatku anteny nadawcza sondy i odbiorcza na Ziemi muszą się „widzieć”. Opóźnienie w komunikacji z najdalej znajdującym się wytworem człowieka – sondą Voyager 1, którą dzieli od Ziemi ponad 18,5 mld km – sięga aż 17 godzin!

Kiedy Mars znajduje się najdalej od nas, czyli w odległości rzędu 400 mln km, opóźnienie wynosi 20 minut, a prędkość transmisji spada do 45 kb/s – to mniej niż miały używane przez nas na początku tego stulecia modemy telefoniczne. A jest jeszcze gorzej, gdy planety znajdują się po przeciwnych stronach Słońca, bo fale radiowe muszą wtedy przechodzić przez górne warstwy słonecznej atmosfery. W 2008 roku trzeba było z tego powodu wyłączyć kamerę internetową nadającą z pokładu europejskiej sondy Mars Express.

Jest też inny problem. Bezprzewodowe przesyłanie informacji za pośrednictwem używanej dziś powszechnie technologii, zwanej protokołem TCP/IP, działa jedynie wtedy, gdy odległość nie przekracza kilkunastu tysięcy kilometrów. Opóźnienia sięgają wtedy najwyżej kilkudziesięciu milisekund, więc współcześni astronauci i mieszkańcy stacji orbitalnej mogą korzystać ze zwykłego ziemskiego internetu. Jednak na dalszych orbitach, Księżycu czy innych planetach ta technologia staje się bezużyteczna. Statki kosmiczne i sondy poruszają się bardzo szybko, położenie zmieniają także ciała niebieskie, a wszystko to wpływa na poziom zakłóceń. Kosmiczna łączność nie będzie więc ciągła i natychmiastowa, ale „poszatkowana” przez liczne i nierzadko długie przerwy.