Martwe tramwaje i trolejbusy, nieczynna sygnalizacja świetlna. W nocy egipskie ciemności na ulicach, głuche telefony i zimne mieszkania. Zamknięte stacje benzynowe, suche krany i brak pieniędzy. Bo zabrakło prądu.

SZCZECIN UNPLUGGED

Tak przyzwyczailiśmy się do urządzeń elektrycznych, że nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zależy od tego, czy mamy prąd w gniazdku. Próbkę energetycznej apokalipsy poczuli niedawno na własnej skórze mieszkańcy Szczecina. Mokry śnieg, deszcz i wichury spowodowały awarię niemal całego systemu energetycznego miasta.

– Szczecin ma pięć źródeł zasilania. Z reguły część linii jest wyłączona z powodu remontów, jednak każda jest w stanie samodzielnie zaopatrywać miasto w energię – zwraca uwagę Witold Daniłkiewicz ze szczecińskiego Wydziału Zarządzania Kryzysowego. Tym razem jednak szlag trafił wszystkie linie. 8 kwietnia nad ranem lewobrzeżna część Szczecina zamarła.

Co się dzieje w dużym mieście pozbawionym elektryczności? Pierwsza staje komunikacja miejska. Nie tylko tramwaje, zależne bezpośrednio od prądu, ale także autobusy. Dlaczego? Bo nie mogą zatankować paliwa – pompy w dystrybutorach działają przecież na prąd. Z tego samego powodu zamykają się stacje benzynowe.

Łańcuch zależności zaczyna się wydłużać. Bez benzyny część ludzi nie może dojechać do pracy własnymi samochodami. Taksówkarze nie mają jak wozić pasażerów. Stoją również pociągi, do czasu gdy kolej pościąga na miejsce lokomotywy spalinowe. Szczęściem w nieszczęściu szczecinian był fakt, że do awarii doszło w porze, gdy większość ludzi leżała w łóżkach. Dzięki temu nie trzeba było uwalniać dziesiątek osób uwięzionych w windach. A jeśli do katastrofy energetycznej dojdzie w dużym nowoczesnym mieście, tysiące ludzi utykają na dodatek w tunelach metra.

TYLKO ZA GOTÓWKĘ

Co dalej? W kranie brakuje wody, ponieważ przepompownie działają na prąd. Ale problem jest nie tylko z wodą, także z jej odprowadzeniem. Kanalizacja domów położonych w nieckach także korzysta z pomp elektrycznych. Na ratunek jadą wtedy wozy asenizacyjne, odbierające ścieki, inaczej lokatorzy niższych pięter mieliby w domach szambo. Kaloryfery są zimne, bo ciepła woda dopływa do nich dzięki pompom. Elektrycznym.

Wzrasta zagrożenie pożarowe. Nie działają bowiem instalacje alarmowe i gaśnicze, wyposażone w czujniki pożarowe i tryskacze. – Pożar może zostać wtedy wykryty dopiero, gdy ktoś go zauważy – zwraca uwagę Witold Daniłkiewicz. Trudno jednak wezwać straż pożarną, skoro nadajniki telefonii komórkowej też działają na prąd. Mają swoje zasilanie awaryjne z baterii, ale te stopniowo się wyczerpują – w Szczecinie zasięg komórek dosłownie gasł w oczach. Straż pożarna, jeśli już zostanie wezwana, natyka się na problem spadku albo wręcz braku ciśnienia w hydrantach i musi korzystać z wody w basenach gaśniczych.