W tamtym okresie moim priorytetem było sumienne wypełnianie obowiązków na uniwersytecie, ponieważ zależało mi na tym, aby kadra poprosiła mnie o pozostanie na uczelni. W drugiej kolejności zależało mi na badaniach dotyczących psychodelików i na tym, aby kontynuować swoją edukację w tym kierunku. Na trzecim miejscu znajdowało się życie towarzyskie.

Pogodzenie wszystkich tych rzeczy może wydawać się trudne, ale w tamtym czasie przychodziło mi zupełnie naturalnie. Ameryka próbowała wtedy różnych stylów życia. Mój sposób funkcjonowania był mniej barwny niż w przypadku większości ludzi, ale w równie dużym stopniu opierał się na eksperymentowaniu.

Jak według pana będzie wyglądać przyszłość badań nad psychodelikami?

- Przeszkody związane z prowadzeniem badań dotyczących psychodelików nadal są uciążliwe, trudne i czasochłonne, ale przestały być niemożliwe do przezwyciężenia. Wierzę w to, że świat zachodni stopniowo straci swój unikatowy status jedynej wielkiej kultury, która celowo pomija i aktywnie tłumi trzy podstawowe wolności człowieka: wolność do poznawania samego siebie, wolność do poznawania świata i wolność do poznawania boskości. Nawet ostrożne i przemyślane stosowanie psychodelików wciąż jest w niektórych kręgach postrzegane jako coś niebezpiecznego. Nie zmienia to jednak faktu, że coraz łatwiej jest prowadzić badania nad ich właściwościami i korzystać z ich potencjału, a rosnący odsetek obywateli odnosi się do nich pozytywnie. Coraz więcej osób nie boi się pracować z tymi samymi roślinami i środkami, które przez tysiąclecia były z powodzeniem wykorzystywane przez inne kultury.

Uniwersytety pozostają pod tym względem nieco w tyle. Jest jednak wiele osób, które w okresie studenckim zażywały psychodeliki, a później stały się doktorantami, wykładowcami, dziekanami i dyrektorami. Z tego względu świat akademicki prawdopodobnie szybko nadrobi straty. W zeszłym roku z pomocą MAPS stworzyłem listę doktorantów prowadzących badania nad psychodelikami na różnych uczelniach, aby mogli wspierać się nawzajem. Co tydzień trafia na nią kilku nowych subskrybentów z różnych części świata.

Rząd i sądy pracują bardzo powoli, ale coraz większa liczba krajów zaczyna akceptować prawo obywateli do zmieniania świadomości w zaciszu własnego domu albo w kontekście rytualnym. Jedyny warunek polega na tym, aby jednostka nie krzywdziła samej siebie ani ogółu populacji.

Najdalej w tyle pozostają te kraje, w których ustawodawcy nigdy nie mieli bezpośredniego kontaktu z psychodelikami. Tego rodzaju państwa w dalszym ciągu podtrzymują represyjne prawo, które nie było w stanie zniechęcić obywateli do powszechnego stosowania substancji psychoaktywnych. Do niedawna blokowano niemal wszystkie badania medyczne i psychiatryczne dotyczące substancji psychodelicznych. Niewiedza wkrótce ugnie się pod naciskiem ze strony pracowników akademickich i opinii publicznej, ale prawo dopiero za jakiś czas zacznie dopasowywać się do odkryć naukowych.

Nie ulega wątpliwości, że kultura zachodnia prędzej czy później odejdzie od swojej ignorancji w kwestii psychodelików podobnie jak odeszła od niewolnictwa i odchodzi od homofobii. Trzeba pokonać jeszcze wiele przeszkód, ale w chwili obecnej jestem dobrej myśli.

Jakie jest pańskie zdanie na temat terapeutycznego potencjału MDMA?

- MDMA nie jest prawdziwym psychodelikiem, ponieważ pod jej wpływem ludzie rzadko są w stanie wykroczyć poza własną osobowość. Nie zmienia to jednak faktu, że substancja ta pozwala im bez obaw otworzyć się na emocje. Dzięki temu są w stanie doświadczyć głębokiego współczucia, bliskości, sympatii i troski, a także powrócić we wspomnieniach do najbardziej przerażających traum i stawić im czoło.