Wówczas związek staje się kontraktem, dopełnieniem dorosłych zobowiązań. (...) Istotne jest to, czy miłość wygasła, czy tylko spadł poziom hormonów, euforia zmalała i uruchomiły się stare wzorce.

Czy partnerzy nadal są sobie bliscy, tylko zderzyli się z rutyną, jakąś seksualną nieumiejętnością, niesprawnością. A może jedno z nich realizuje się intymnie z kochankiem i tak naprawdę porzuciło swego partnera. Pozostało już tylko formalne zaangażowanie w obowiązki rodzinne. Czy jest to nienawiść, niechęć, która odrzuca, czy może bezradność, nieumiejętność, chwilowy kryzys itd. Zajmij się swoją oziębłością. Zastanów się, z czego wynika. Jeśli kochasz partnera, problem tkwi albo w sposobie waszego pożycia, albo w twojej przeszłości. Czasem warto wyprowadzić się wreszcie od teściów. Mama i tata za ścianą nie sprzyjają harcom. Oziębłość minie jak ręką odjął. Może warto zostawić czasem dziecko u babci na noc. Wówczas znowu może się okazać, że nastąpił cud rozkoszy. Może nowa antykoncepcja usunie nieprzyjemny dyskomfort odczuwany w czasie korzystania ze starej albo przyniesie ulgę w lęku przed ciążą. A może po prostu chodzi o to, że on zasypia zaraz po lub ona, zamiast się przytulić, włącza serial?

Jeśli oziębłość to twoja kara, porzuć tego rodzaju głupie pomysły. Miłości i intymności nie warto karać, bo zanim osiągnie się jakiś absurdalny efekt w postaci skruchy, można wykopać głęboki rów, którego potem najczulsze gesty nie zasypią. Jeśli to kara dla siebie, tym gorzej. Lepiej zrobić porządki w piwnicy, sześciokrotnie upiec skomplikowane ciasto, niż zadać sobie tego rodzaju pokutę. Nawet jeśli odpokutowanie czasem ma sens, w co wątpię (jak wynika z najnowszych badań, kary odnoszą raczej przeciwny skutek, koncentrują na błędzie), to nigdy nie rób tego poprzez zachowania seksualne.

Spotkałem osoby, które nie dość, że karały partnera oziębłością, to jeszcze w ramach rewanżu za jakieś jej lub jego winy dopuszczały się zdrady. Okropne. Bywało i tak, że własna zdrada karana była własną oziębłością lub oziębłość partnera zdradą. Równie okropne, gdyż napędzające mechanizm krzywdo-winy. Nic dobrego z takich zachowań nie wynika, a krzywda oraz wina wzrastają. Spytaj także o oziębłość partnera. Bez rozmowy i świadomości trucizna będzie działała dalej. Nie rozmawiaj jednak przed lub po współżyciu, udanym lub nie. To nie pomaga. Raczej zawstydza. Intymności towarzyszą silne emocje. Ich obecność łatwo może sprowokować do oskarżeń. Szukaj rozwiązania. Jeśli natomiast wiesz, że miłość minęła i oziębłość przerodziła się w niechęć do drugiej osoby, przetrwanie związku to już tylko kwestia kalkulacji czysto ekonomicznej. Psychologowi ani coachowi nic do tego. (...)

Handel seksem

Kiedy brakuje miłości lub kiedy pojawia się oziębłość, przychodzi czas na handel. Tak naprawdę jest to mechanizm podobny do prostytucji, jednak odbywa się w obrębie relacji, nierzadko małżeńskiej, i często bez profesjonalnego uroku i wprawy, jaką mają trudniący się nierządem zawodowcy. To seks za coś. Obietnice najczęściej mają charakter materialny, a wymiana dotyczy jednorazowego pożycia. Bywa to również wymiana usług albo budowanie jakiegoś zadziwiającego paktu o nieagresji, zawieszeniu broni albo łagodzeniu konfliktów. Czasem seks ma charakter przeprosin lub okazanej wdzięczności. Czasem jest też abonament.
Mąż przynosi pensję, a żona oddaje mu się w czwartek po wypłacie. Od czasu większej emancypacji kobiet i rozwoju bankowości elektronicznej gratyfikacja za seks małżeński bywa wypłacana w transzach, przelewami, prezentami lub zgodą na wcześniej objęte zakazem zachowania, takie jak spotkanie z przyjaciółką, wyjście na mecz, wyjazd na szkolenie itd.