Niezwykle popularny X4 udowodnił, że miniaturowy, 4,3-calowy ekran E Ink może być absolutnie genialnym kompanem codziennej lektury w podróży. Nie było jednak idealnie, bo nie ważne, jaką recenzję się czytało, to w każdej pojawiała się jedna skarga – brak wbudowanego podświetlenia. Użytkownicy musieli posiłkować się zewnętrznymi lampkami, pokojowym światłem albo po prostu rezygnować z czytania wieczorami. Na szczęście producent wyciągnął wnioski z krytyki i zaprezentował nowość – Xteink X4 Pro.
To nie jest zwykłe podświetlenie
Najważniejszą zmianą w nowym wariancie jest bez wątpienia dodanie wbudowanego doświetlenia ekranu. Wciąż jednak mamy do czynienia z czytnikiem łagodniejszym dla wzroku niż zwykłe panele, dlatego mamy tu możliwość regulacji barwy – od chłodnej bieli po ciepłe, odprężające oko odcienie idealne do czytania przed snem. Dzięki temu miniaturowy czytnik wreszcie staje się urządzeniem całkowicie samowystarczalnym, z którego możemy wygodnie korzystać w nocnym pociągu, pod namiotem czy w nieoświetlonym pokoju.

To jednak niejedyna ulepszenie, na jakie zdecydował się producent. Wersja Pro zyskała również warstwę dotykową ekranu, co znacznie ułatwia nawigację po menu i bibliotece. Tradycjonaliści, nie martwcie się – producent nie zrezygnował z fizycznych przycisków zmiany stron umieszczonych na krawędziach obudowy. Zachowano więc ten przyjemny, haptyczny charakter czytania bez konieczności ciągłego mazania palcem po wyświetlaczu.
Co ciekawe, mimo dodania modułu podświetlenia oraz warstwy dotykowej, inżynierom udało się zachować obłędnie smukłą i lekką formę. Nowy X4 Pro jest wręcz odrobinę cieńszy od swojego poprzednika (mierzy zaledwie 5,95 mm grubości) i waży zaledwie 72 gramy, dzięki czemu w dłoni sprawia wrażenie lekkiego jak piórko, a w kieszeni nie będzie ciążył. Sam ekran to wciąż sprawdzony panel E Ink o przekątnej 4,3 cala i zagęszczeniu 220 PPI. Bateria spokojnie wystarcza na około 14 dni pracy na jednym ładowaniu, a pamięć wbudowaną (16 GB) można tradycyjnie rozbudować za pomocą karty microSD.

Niestety, w dążeniu do odchudzenia konstrukcji nie obeszło się bez pewnych kompromisów, które mogą podzielić fanów marki. Z przedniego panelu zniknęły fizyczne przyciski nawigacyjne (ich rolę przejął dotykowy ekran). Usunięto również uniwersalny port USB-C na rzecz magnetycznego złącza pogo-pin, co dla mnie osobiście jest największą wadą. Ciężko też powiedzieć, czy z tego powodu urządzenie będzie mogło doczekać się europejskiej dystrybucji, bo unijne prawo dotyczące ładowarek jest bardzo restrykcyjne. Chyba lepiej było nawet nieco pogrubić czytnik niż skazywać użytkowników na pamiętanie o dodatkowym przewodzie.
Za tę cenę nie ma co narzekać
Nie da się ukryć, że Xteink może tu trochę dyktować warunki, bo na polu kompaktowych czytników nie ma za bardzo konkurencji. Mimo kilku wad, to nadal świetna propozycja dla każdego, kto chce nosić całą bibliotekę w swojej kieszeni, bez skazywania oczu na ciągłe wpatrywanie się ekran smartfona. Zwłaszcza że cena nie poraża, bo Xteink X4 Pro został wyceniony na 99 dolarów, czyli jakieś 380 zł w przeliczeniu.

Jest również nadzieja, że jeśli wspomniane kompromisy nie będą podobać się użytkownikom, to w kolejnej generacji producent wyeliminuje te wady. Xteink pokazał już, że słucha swoich klientów, a to wciąż dość rzadkie w branży.
