Z najnowszych, długofalowych badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu w Saragossie wynika jednoznacznie, że młodzi Europejczycy są w gorszej formie fizycznej niż ich rówieśnicy w innych dekadach na przestrzeni ostatnich 60 lat.
Analiza, opublikowana w czasopiśmie Sports Medicine – Open, objęła gigantyczną próbę ponad 417 tysięcy dzieci i młodzieży w wieku od 6 do 16 lat z 20 krajów Europy, gromadząc dane zbierane od 1965 aż do 2023 roku. Badacze wzięli pod lupę kluczowe filary zdrowia: siłę mięśniową, elastyczność ciała, wydolność serca oraz ogólny skład organizmu. Wyniki dają jasno do zrozumienia, że na naszych oczach rośnie pokolenie, które powoli traci sprawność na własne życzenie.
Słabsze ramiona, brak skoczności i plecy, które już odmawiają posłuszeństwa
Najbardziej uderzające w zebranych danych są konkretne wskaźniki, które bezlitośnie punktują brak ruchu w codziennym życiu najmłodszych. Poważny spadek dotyczy chociażby siły górnych partii ciała, która w Europie systematycznie dołuje już od lat 70. XX wieku – po krótkim okresie stabilizacji na przełomie wieków, wskaźniki znów drastycznie spadły. Podobnie wygląda sprawa z siłą nóg, mierzoną chociażby za pomocą prostych testów skoczności. Choć nasi rodzice w latach 80. robili pod tym względem stałe postępy, od tamtej pory obserwujemy już tylko stały, równomierny spadek.
Prawdziwą katastrofą okazuje się jednak elastyczność i giętkość ciała, czyli obszary najbardziej obciążone wielogodzinnym przesiadywaniem w ławkach i na kanapach. Negatywna tendencja w tej kwestii drastycznie przyspieszyła po 2000 roku, co niemal idealnie pokrywa się z momentem, w którym w nasze życie na dobre wkroczyła technologia mobilna. Do tego dochodzi niezbyt optymistyczny obraz składu ciała: ilość tkanki tłuszczowej u dzieci liniowo rośnie, a sam wskaźnik BMI często zniekształca rzeczywistość, bo maskuje drastyczny ubytek tkanki mięśniowej na rzecz tłuszczu.
Jedyne małe światełko w tunelu dotyczy wydolności krążeniowo-oddechowej, czyli kondycji naszych serc i płuc. Po latach głębokich spadków, dane z lat 2015–2023 sugerują pewną stabilizację. Eksperci ostrzegają jednak przed wyciąganiem zbyt optymistycznych wniosków – to wciąż poziomy drastycznie niższe od tych, którymi cieszyli się nastolatkowie kilkadziesiąt lat temu.
Czym skorupka za młodu nasiąknie…
Dobra forma fizyczna w dzieciństwie kojarzy się jedynie z wygrywaniem szkolnych zawodów sportowych, zbieraniem szóstek z WF-u czy dobrze leżącymi ubraniami. Raczej mało osób myśli o tym, jak to rzutuje na przyszłość. W rzeczywistości jednak to nic innego, jak bezpośrednia, procentująca przez całe życie inwestycja w jakość naszej starości. Wydolność, silny układ krążenia i prawidłowa masa ciała budowane za młodu drastycznie obniżają ryzyko chorób serca, nadciśnienia czy udarów w późniejszych latach. Z kolei mocne mięśnie to najlepszy pancerz ochronny dla kręgosłupa i stawów.
Według oficjalnych zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), dzieci i młodzież powinny poświęcać na umiarkowaną lub intensywną aktywność fizyczną co najmniej 60 minut dziennie, z czego minimum trzy razy w tygodniu powinny to być ćwiczenia typowo wzmacniające mięśnie oraz kości. Rzeczywistość wygląda jednak ponuro: ponad 75% europejskich nastolatków nie spełnia tych podstawowych norm.

Brak ruchu odbije się czkawką nam wszystkim. Szacunki WHO pokazują, że powszechny brak aktywności odpowiada za około 6% zachorowań na chorobę wieńcową, 7% przypadków cukrzycy typu 2 oraz aż 10% zachorowań na nowotwory piersi czy jelita grubego na świecie.
Czas wyciągnąć dzieci z cyfrowego letargu
Eksperci nie mają wątpliwości – jeśli nie podejmiemy natychmiastowych kroków, koszty leczenia chorób cywilizacyjnych u przyszłych dorosłych po prostu przytłoczą systemy ochrony zdrowia. Tylko że nie chodzi o to, by od razu zapisywać dziecko na mordercze treningi i wymagać od niego wyczynowych wyników. Potrzebujemy rewolucji w codziennych, rodzinnych nawykach.
Przy okazji podobnych badań zawsze najwięcej jest głosów krytykujących młode pokolenia, ale prawda jest niestety taka, że w dużej odpowiadają za to też rodzice. Siedzący tryb życia i rozrywki przed ekranami nie są jedynie domeną młodzieży, to styl życia, który preferuje bardzo duża część społeczeństwa. Jeśli więc dziecko na co dzień przebywa z rodzicami, którzy preferują kanapę zamiast spaceru, skąd ma się nauczyć, że aktywność jest znacznie lepszym pomysłem.
Dlatego właśnie zmiany muszą obejmować całe rodziny. Zamiana kolejnej godziny spędzonej ze smartfonem w dłoni na wspólny spacer do parku, godzinną wycieczkę rowerową, wyjście na basen czy po prostu rzucanie frisbee na osiedlowym trawniku to najprostszy, a zarazem najbardziej bezcenny prezent, jaki możemy sprawić dzieciom (i nam samym również). Ruch ma być przede wszystkim frajdą i naturalną częścią dnia, a nie przykrym obowiązkiem – od tego zależy zdrowie całego nadchodzącego pokolenia.
Źródło: Sports Medicine – Open
