Tego dnia Soghomon Tehlirian od rana obserwował z okna swojego mieszkania kamienicę po przeciwnej stronie Hardenbergstrasse. Tuż przed godziną 11 z budynku wyszedł wąsaty mężczyzna. Soghomon rzucił się za nim w pościg. Na ulicy wyprzedził wąsacza i przystanął na chwilę, by przyjrzeć się przechodzącemu. Od razu rozpoznał Talata Paszę, byłego Wielkiego Wezyra Imperium Otomańskiego. Bez zastanowienia wyciągnął rewolwer i strzelił tureckiemu premierowi w tył głowy. Ofiara zatoczyła się i upadła na trotuar. Morderca wyrzucił broń i zaczął uciekać w kierunku Ogrodu Zoologicznego, lecz po chwili osaczyli go przechodnie i gdyby nie policja, pewnie doszłoby do linczu. Był 15 marca 1921 roku.

NIEWINNY WINNY


O zabójstwie wezyra w berlińskiej dzielnicy Charlottenburg mówiła cała Europa. Jeszcze więcej emocji wywołał proces mordercy. Zdarza się niezwykle rzadko, by sąd oczyszczał z zarzutów oskarżonego, który przyznał się do popełnienia zbrodni. Pochodzący z Armenii Soghomon nawet nie próbował się wypierać. „Tak, zabiłem Talata Paszę” – w archiwum Sądu Rejonowego zachowały się akta sprawy. Podczas rozprawy opowiadał o rzezi w rodzinnej miejscowości. W masakrze zginęło 20 tysięcy cywili, w tym cała rodzina Tehlirian. „Widziałem, jak jednym uderzeniem siekiery rozłupali mojemu bratu czaszkę. Zabrali moją siostrę i ją zgwałcili. Widziałem ciało mojej matki; leżało twarzą do ziemi. (…) Odtąd żyłem tylko zemstą” – wyznał oskarżony, który przeżył masakrę przygnieciony ciałem młodszego brata.

Soghomon twierdził przed sądem, że nie planował zamachu na Wielkiego Wezyra, a do zabójstwa nakłoniła go we śnie zjawa matki. Oskarżony mijał się z prawdą nie tylko w tej kwestii. Dwudziestoczteroletni Ormianin nie przyjechał bowiem do Berlina na studia, lecz po to, by wytropić i zgładzić Turka. Lokum przy Hardenbergstrasse nie było mieszkaniem studenckim, ale punktem obserwacyjnym. Prócz zabójcy zajmowali je także dwaj pomocnicy. Zamach nie był spontanicznym działaniem, wywołanym sennym koszmarem, ale zaplanowaną i przeprowadzoną z rozmysłem egzekucją. „Zabiłem człowieka, lecz nie jestem mordercą” – tłumaczył oskarżony. Sąd dał mu wiarę i już drugiego dnia procesu uniewinnił Ormianina. Na wolność wyszedł członek ormiańskiego szwadronu, likwidującego polityków winnych ludobójstwa.

BOGOWIE ZEMSTY


Odpowiedzialnością za masakrę Ormianie obarczyli przywódców ruchu Młodych Turków. Przed wybuchem I wojny światowej wywołali oni w Imperium Otomańskim rewolucję i objęli rządy. Młodoturcy głosili hasło zjednoczenia ludów tureckich. Na drodze do urzeczywistnienia idei panturkizmu stanęli chrześcijanie ze wschodniej Anatolii, prowincji należącej niegdyś do Armenii. „Kwestię ormiańską” postanowił rozwiązać triumwirat, który stanął po stronie państw centralnych i rządził imperium podczas I wojny. W jego skład weszli: Enwer Pasza, Jemal Pasza oraz Talat Pasza.

W maju 1915 roku szef MSW Talat wydał rozkaz deportacji ludności ormiańskiej na pustynię Syrii i Mezopotamii. Wypędzeni umierali z pragnienia, głodu i wysiłku albo padali ofiarą czystek etnicznych. Zginęło około półtora miliona ludzi, więcej niż w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau. W Anatolii nie stosowano jednak przemysłowych metod zabijania i nie wykonywano masowych egzekucji. Żołnierze oraz kurdyjscy i tureccy cywile uśmiercili setki tysięcy ofiar własnoręcznie, używając do tego zwykle domowych narzędzi. Oprawcy rąbali bezbronnych ludzi toporami, piłami do drewna ucinali żywym głowy, ciężarnym kobietom rozpruwali brzuchy nożami kuchennymi. Relacje świadków mrożą krew w żyłach. „Najpierw zarżnięto starców i chłopców” – wspominał jeden z ocalałych z masakry. – Potem Kurdowie zabrali kobiety w góry. Płaczące dzieci zostawiali na ziemi lub roztrzaskiwali o skały”. Po wygranej przez Ententę wojnie orzekający pod dyktando Brytyjczyków turecki sąd wojskowy skazał na śmierć polityków triumwiratu i innych młodotureckich przywódców. Winni ludobójstwa uciekli za granicę. Nie uniknęli jednak kary. Wszystkich dosięgły kule zamachowców.

Tajny oddział utworzyli w 1918 roku działacze Ormiańskiej Federacji Rewolucyjnej (ARF). Partia przejęła władzę po upadku caratu, gdy Armenia przez trzy lata cieszyła się niepodległością. Kierownictwo opracowało czarną listę z nazwiskami około 200 osób. Pierwsze miejsca zajęli młodotureccy przywódcy. Zadaniem tajnej jednostki było ich wytropienie i likwidacja. Akcji nadano kryptonim „Operacja Nemezis” od greckiej bogini zemsty. Pierwszy zginął Fatali Khan Khoyski, były premier Azerbejdżanu. W 1921 roku tajni agenci wytropili w Berlinie Talata Paszę, w Konstantynopolu Behbuda Khan Javanshira, szefa azerskiego MSW, w Rzymie Wielkiego Wezyra Saida Halim Paszę. W kwietniu 1922 roku stolicą Republiki Weimarskiej wstrząsnęło kolejne morderstwo. Na jednej z głównych ulic zamachowcy zastrzelili Bahattina Sakira, współzałożyciela partii rządzącej, oraz generała Jemala Azmi, zwanego „potworem z Trebizond”. Minister Jemal Pasza zakończył życie w Tbilisi. Enwer Pasza zginął w Tadżykistanie z rąk ormiańskiego żołnierza Armii Czerwonej.

Osiem trupów, sześciu zamachowców. Soghomon Tehlirian, Misak Torlakian, Arshavir Shiragian, Aram Yerganian, Stepan Dzaghigian, Yakov Melkumov – tych nazwisk uczyły się na pamięć ormiańskie dzieci. Tajnych agentów łączył młody wiek, miejsce urodzenia oraz niemal identyczny życiorys. Żaden nie przekroczył 30. roku życia i wszyscy, straciwszy rodziny, ocaleli z rzezi we wschodniej Anatolii. Młodzieńcy, porażeni niewyobrażalnym bestialstwem, poprzysięgli zemstę. Za swoje czyny uniknęli jednak odpowiedzialności. Dwóch sąd postanowił nie karać, pozostałych nie udało się złapać.

WYWIAD Z AGENTEM