Kiedy rozmawiamy o cyfrowym dobrostanie coraz częściej zapominamy, czym smartfon stał się w ostatnich latach. To już nie tylko urządzenie do przeglądania mediów społecznościowych czy odpowiadania na służbowe maile. Dla współczesnego podróżnika telefon jest jednocześnie mapą, przewodnikiem, tłumaczem, portfelem, aparatem fotograficznym, centrum kontaktu z rodziną i – co najważniejsze – narzędziem zwiększającym bezpieczeństwo.
Smartfon to dziś coś więcej niż ekran
Żyjąc w otoczeniu żebrzących o uwagę ekranów, masy powiadomień i cyfrowych rozpraszaczy nietrudno o zmęczenie technologią. Sama łapię się na tym, że wychodząc na spacer z psem nie chcę zabierać ze sobą telefonu, by nie kusiło mnie sprawdzanie go. Zostaję wtedy tylko z opaską, a ona bez smartfona w pobliżu staje się w sumie tylko zegarkiem, bo nie wysyła praktycznie żadnych powiadomień. Jednak najczęściej telefon i tak ląduje w mojej kieszeni.
Tutaj wiele osób może powiedzieć, że to już uzależnienie, ale akurat w tym przypadku kieruję się czymś innym. Idąc z psem do parku czy na wały przy pobliskiej rzece nigdy nie wiem, co mnie po drodze spotka. Nie zgubię się, bo te trasy bardzo dobrze znam i tu zwyczajnie jest to niemożliwe, jednak mogę skręcić kostkę, może zaatakować nas obcy pies lub może wydarzyć się jakiś inny wypadek, który będzie wymagał ode mnie zadzwonienia na odpowiednie służby.

W sieci można znaleźć wiele historii ludzi, którzy stawiając na cyfrowy detoks zostawili wszelkie urządzenia w domu i wyruszyli w „nieznane”. Czasem faktycznie były to miejsca, które odwiedzali po raz pierwszy, czasem też te teoretycznie dobrze znane. Te historie łączy natomiast to, że skończyły się niezbyt dobrze i tylko przypadkowa obecność jakiegoś przechodnia pozwoliła na uniknięcie większej tragedii.
Tak, kiedyś nie było telefonów, nie mieliśmy pod ręką nawigacji i jakoś nam się to udawało. Jednak dziś większość z nas polega na GPS-ie, zapisanych lokalizacjach czy aplikacjach nawigacyjnych i nagle tego nie zmienimy. Dlatego właśnie eksperci ds. bezpieczeństwa podkreślają, że telefon należy traktować podobnie jak apteczkę czy dokumenty podróżne. Nie jest luksusowym dodatkiem. Jest elementem wyposażenia, który może okazać się niezbędny w sytuacji kryzysowej.
Wakacje bez telefonu nie zawsze oznaczają większą wolność
Zwolennicy cyfrowego detoksu często argumentują, że odłożenie telefonu pozwala bardziej przeżywać chwilę. W praktyce bywa jednak odwrotnie. Osoba pozbawiona dostępu do map, tłumacza czy informacji o okolicy częściej odczuwa stres, niepewność i dezorientację. Dotyczy to szczególnie podróży zagranicznych. W obcym mieście smartfon pozwala błyskawicznie sprawdzić trasę powrotu do hotelu, znaleźć najbliższą aptekę czy skontaktować się z lokalnymi służbami ratunkowymi. Bez niego nawet drobne problemy mogą szybko zamienić się w źródło frustracji.
A takie zagubienie jest dobrze widoczne dla oszustów i złodziei. Osoba nerwowo rozkładająca papierową mapę lub bez celu krążąca po nieznanej okolicy sygnalizuje otoczeniu swoją bezradność, z miejsca stając się potencjalnie łatwym łupem. Ktoś może zaproponować zaprowadzenie nas do hotelu, co może skończyć się bardzo źle. Tymczasem dyskretne sprawdzenie lokalizacji w telefonie pozwala zachować pewność siebie i uniknąć niepotrzebnej uwagi. Nie bez znaczenia pozostają również kwestie finansowe. W przypadku odwołanego lotu, zagubionego bagażu czy konieczności skorzystania z ubezpieczenia podróżnego smartfon jest najszybszym sposobem na kontakt z przewoźnikiem, ubezpieczycielem lub rodziną.

Najlepsze wakacje offline to te z telefonem w kieszeni
Doskonale rozumiem chęć cyfrowego detoksu, jednak musimy pamiętać, że technologia sama w sobie nie jest źródłem problemu. Telefon nie staje się szkodliwy dlatego, że znajduje się w kieszeni. Chodzi tu o nieustanne poświęcanie mu uwagi i obsesyjne sprawdzanie powiadomień, to właśnie te rzeczy nie pozwalają nam psychicznie odpocząć. Coraz więcej osób jest tym zmęczona, stąd właśnie moda na odłączanie się od technologii.
Można to jednak zrobić w sposób rozsądny. Zamiast zostawiać smartfon w hotelowym sejfie, warto po prostu ograniczyć jego funkcje. Wyłączyć media społecznościowe, aktywować tryb „Nie przeszkadzać”, wyciszyć powiadomienia i korzystać z urządzenia wyłącznie wtedy, gdy rzeczywiście jest potrzebne. Takie podejście pozwala zachować wszystkie zalety cyfrowego detoksu bez rezygnowania z bezpieczeństwa i wygody.
Podczas podróży staje się cyfrowym przewodnikiem, tłumaczem, centrum komunikacji i awaryjnym kołem ratunkowym. Dlatego zamiast całkowicie rezygnować z telefonu, lepiej nauczyć się korzystać z niego bardziej świadomie. A jeśli chcemy pobyć całkowicie offline, bezpieczniej robić to w domowym zaciszu, oddając się jakiemuś analogowemu hobby. Poza domem telefon powinien być zawsze w naszej kieszeni, nie jako menedżer naszego urlopu, ale jako przydatne narzędzie.
