Rozwój generatywnego AI sprawił, że te narzędzia stały się tanie i powszechnie dostępne nie tylko dla służb, ale też dla prywatnych firm czy sieci handlowych. Na Wyspach Brytyjskich instytucje dbające o biometrię biją już na alarm, a badania pokazują, że aż 60% społeczeństwa obawia się przekształcenia ich kraju w państwo pełnej inwigilacji. W odpowiedzi na te lęki narodził się niezwykły nurt – odzież antyinwigilacyjna (tzw. adversarial clothing), która łączy nowoczesny streetwear ze zdecydowanym sprzeciwem wobec cyfrowego nadzoru. I nie, wcale nie chodzi o żadne hasła nadrukowane na materiale.
Jak oszukać sztuczną inteligencję za pomocą wzoru na bluzie?
Kiedy mowa o ubraniach mających być „anty coś”, to zwykle ogranicza się to do jakichś haseł na tkaninie lub materiałów czy miejsca produkcji. Projektanci w ten sposób protestują przeciwko różnym rzeczom, jednak tutaj mówimy o zupełnie innym podejściu, bo odzież antyinwigilacyjna nie rzuca nam w twarz nadrukowanymi sloganami. Wręcz przeciwnie.
Idea stojąca za adversarial clothing jest prosta i jednocześnie genialna, bo projektanci wykorzystują czułe punkty i słabości w algorytmach komputerowego rozpoznawania obrazu. Tworzą specjalne, niezwykle precyzyjne wzory, układy geometryczne, powtarzające się motywy oraz kontrastowe zestawienia kolorów, które dla ludzkiego oka wyglądają po prostu jak odważna, nowoczesna grafika na ubraniu, ale dla systemu AI są kompletnym chaosem.

Jak tłumaczy Daniel Preuß, współzałożyciel marki Urban Privacy, systemy rozpoznawania twarzy głupieją w momencie, gdy widzą w jednym miejscu wiele nakładających się na siebie obiektów przypominających ludzkie rysy. Projektowane przez niego wzory generują cyfrowy szum, który sprawia, że algorytm nie jest w stanie prawidłowo zidentyfikować i „przyczepić” profilu do idącej ulicą osoby. Projektanci idą zresztą o krok dalej. Asymetryczne kroje, obszerne sylwetki inspirowane modą uliczną czy wreszcie unikalne projekty, takie jak płaszcz Urban Ghost mający wbudowane w kaptur diody LED emitujące światło podczerwone, potrafią skutecznie oślepić obiektywy kamer pracujących w trybie nocnym.
To w sumie ciekawe, że jeszcze kilka lat temu pomysł noszenia ubrań chroniących przed kamerami kojarzył się z głęboką alternatywą lub fobiami społecznymi. Rachele Didero, założycielka marki Cap_able, wspomina, że gdy zaczynała swój projekt w 2018 roku, ludzie śmiali się, że projektuje stroje dla napadających na banki. Dziś podejście społeczeństwa zmieniło się o 180 stopni. Młode pokolenia realnie obawiają się utraty prywatności i swobody w przestrzeni miejskiej, a zainteresowanie takimi markami rośnie w zastraszającym tempie.

Dodatkowo odzież z wzorami antybiometrycznymi trafia na półki w coraz bardziej przystępnych cenach, dzięki czemu więcej osób może sobie pozwolić na taki zakup. A to już prosta droga do wejścia do mainstreamu. Oczywiście, to nie tak, że nagle zobaczymy je w każdym sklepie, jednak im większa popularność, tym szybciej takie projekty przebijają się do świadomości przeciętnych ludzi. Zwłaszcza, gdy zainteresują się nimi celebryci i influencerzy.
Symbol sprzeciwu czy realna tarcza?
Tu warto nieco ostudzić entuzjazm, bo to nie tak, że dzięki takim ubraniom naprawdę znikniemy z pola śledzenia kamer. Eksperci i sami projektanci uczciwie przyznają, że żaden wzór na bluzie czy płaszczu nie daje 100-procentowej gwarancji całkowitej niewidzialności dla miejskiego monitoringu. Szybkość rozwoju technologii nadzoru sprawia, że algorytmy stają się coraz odporniejsze na drobne zakłócenia wizualne, więc być może za jakiś czas pozostaną już po prostu wzorzyste materiały, bez żadnej dodatkowej funkcji.

Jednak z drugiej strony ta modowa rewolucja to coś znacznie głębszego niż tylko o techniczną skuteczność. Wzory antyinwigilacyjne stanowią przede wszystkim potężny, publiczny manifest, który pokazuje, że nie chcemy oddawać swojej prywatności. I wiecie co jest tutaj najbardziej interesujące? Bo kiedy się nad tym chwilę zastanowimy, to dojdziemy do wniosku, że w tym konkretnym przypadku przyszłość tych ubrań wcale nie leży w rękach konsumentów tylko… od decyzji politycznych. Bo jeśli będą coraz popularniejsze i skuteczne, to kamery oraz algorytmy przestaną spełniać swoją rolę, a to z kolei może doprowadzić do zakazu ich noszenia w miejscach publicznym. Byłoby to na pewno bardzo ciekawe i jednocześnie trochę przerażające.
