Zrobiło się ciemno. Mężczyzna podniósł się z fotela i wolnym krokiem poszedł w stronę drzwi. Były na wpół uchylone. Czekało go wcale niełatwe zadanie. Podczas gdy prawą ręką zamykał drzwi, jego lewa ręka otwierała je na oścież. „Co ty robisz? Jest późno. Pozwól mi zamknąć te cholerne drzwi” – powiedział z irytacją. Był sam w pokoju – rozmawiał z własną kończyną.

STRONNICZA REWOLUCJA CIAŁA

Jego problemy z koordynacją ruchów obu rąk zaczęły się, gdy jako 41-latek przeżył rozległy wylew krwi do mózgu. 13. dnia po udarze dano mu papier listowy i kopertę z poleceniem, aby złożył kartkę w czworo i włożył do koperty. Ilekroć jego prawa ręka usiłowała wypełnić zadanie, lewa dłoń nie pozwalała na to. Ostatecznie to ona zwyciężyła. Po 88 sekundach od otrzymania polecenia spocony ze zdenerwowania mężczyzna poddał się. Miał też niemałe problemy z rzuceniem gumowej piłeczki. Ilekroć jego prawa posłuszna ręka chciała wykonać polecenie, lewa odbierała jej piłeczkę. Po 45-sekundowej szamotaninie tym razem triumf odniosła prawica.

Mężczyzna borykał się również z wykonaniem prostych czynności, takich jak wstanie z krzesła – jego zbuntowana ręka kurczowo trzymała się poręczy. Jakby tego było mało, wkrótce zbuntowała się również jego lewa noga. Odtąd założenie spodni stało się prawdziwą batalią. Gdy próbował podnieść lewą nogę, by wciągnąć nogawkę, nieposłuszna kończyna zatrzymywała się i wracała do pozycji stojącej.Udręką stało się pokonywanie schodów. Pewnego razu, by pójść do znajdującej się na parterze sypialni, musiał przymierzyć się do tego zadania 12 razy.

Konflikt bimanualny (znany też jako anarchic hand syndrome), na który cierpiał mężczyzna, jest niezwykle rzadkim syndromem. Historia medycyny zna nie więcej niż 40 takich przypadków. Pacjenci zmagają się z prostymi czynnościami: jedna ręka zapina guziki, druga rozpina, jedna ręka sznuruje buty, druga natychmiast je rozsznurowuje... Szerokim echem odbiły się perypetie kobiety, która przygotowując omlet, musiała walczyć z własną lewą ręką, dokładającą na patelnię parę nierozbitych jaj, nieobraną cebulę czy solniczkę.

MOJE, ALE NIE MOJE

Świeżo upieczony adwokat z Neapolu spacerował z rękami założonymi do tyłu. Zatrzymał się przed tablicą ogłoszeń i nagle poczuł, że ktoś złapał złapał go za rękę. Odwrócił się jak oparzony, ale pytanie „Kto to?” zamarło mu na ustach. W pobliżu nie było nikogo. Dlaczego nagle z taką mocą odczuwał własną dłoń jako obcą? Czyżby tracił zmysły? Ponieważ nie przestało go to męczyć, poprosił swego kolegę lekarza o radę. Ten skierował go do znanego neuropsychologa. W ten sposób prof. Dario Grossi z Seconda Universita degli Studi di Napoli zetknął się ze swoim pierwszym pacjentem cierpiącym na niezwykle rzadki zespół obcej ręki (alien hand syndrome). „Rutynowe doświadczenia pokazały, że chłopak rzeczywiście nie odczuwał lewego ramienia i dłoni jako własnych. Kiedy stając za nim, kładłem moją rękę na jego, nie był w stanie rozpoznać, która należy do niego. W wyniku serii badań wyszło na jaw, że alienacja kończyny była spowodowana guzem mózgu” – opowiada prof. Grossi. Takie zaburzenie zalicza się do tzw. somatoparafrenii.

Uczony był też świadkiem dość niecodziennego zachowania młodej pacjentki, która, leżąc w szpitalu po udarze mózgu, pewnego dnia podczas wizyty lekarskiej energicznie spoliczkowała pielęgniarza robiącego jej zastrzyk dożylny. „Przez moment nastąpiła konsternacja i, co ciekawe, pacjentka była chyba najbardziej zdziwioną osobą z nas wszystkich. »To nie ja. To ręka« – powiedziała wyraźnie zawstydzona. Rozmowa z nieposłuszną kończyną, strofowanie czy nawet cielesne karanie są dość częste. Pamiętam taką pacjentkę – jej ręka wykradała z kieszeni będących w jej pobliżu osób portfele i inne drobiazgi. Chcąc ukarać wymykającą się spod jej kontroli dłoń, biła nią w ścianę tak energicznie, że doprowadziło to do rozległego złamania” – wspomina prof. Grossi.

Ludzki mózg zawiaduje ruchami poprzez obszary umiejscowione w części górnej płata czołowego. Od momentu kiedy odkryto specjalizacje obu półkul mózgowych, neurolodzy byli pewni, że zespół anarchicznej ręki jest konsekwencją uszkodzenia spoidła wielkiego (zwanego  też ciałem modzelowatym) lub jego chirurgicznego przecięcia, które jest ostatnią deską ratunku w leczeniu ciężkiej padaczki. Ponieważ ciało modzelowate przekazuje i przetwarza bodźce z przeciwległej niż półkula strony ciała, u osób praworęcznych zbuntować się powinna zawsze ręka lewa i odwrotnie. Istnieją jednak pacjenci praworęczni, którym spod kontroli wymyka się prawica. Pierwszy tego rodzaju przypadek został opisany w 1985 r. – dzięki niemu wiadomo, że zjawisko anarchicznej ręki występuje również u osób, które doznały uszkodzenia tzw. uzupełniającego pola ruchowego (SMA), umiejscowionego w pasie kory u szczytu mózgu.

 

JAZDA BEZ HAMULCÓW

Ten obszar ma również związek z inną zadziwiającą patologią zwaną zachowaniem użytkownika (utilisation behaviour). Osoby z tym zaburzeniem nie mogą powstrzymać się od dotykania czy używania przedmiotów będących w ich zasięgu. François Lhermitte opisał przypadek swojej 52-letniej pacjentki, która zobaczywszy znajdującą się na biurku strzykawkę, wzięła ją do ręki, a ponieważ on, wykazując się niezwykłym refleksem, błyskawicznie rozpiął spodnie i nadstawił pośladek, kobieta bez namysłu zrobiła mu zastrzyk. Kiedy później rozmawiał z nią o tym zajściu, nie widziała nic złego w swoim zachowaniu. Strzykawka leżała na stole. Strzykawką wykonuje się zastrzyki, prawda?

Inny pacjent podczas rozmowy ze swoim neurologiem prof. Sergiem Della Salą z University of Edinburgh sięgnął po leżące na biurku lekarza jabłko i je zjadł. „Czy to było twoje jabłko?” – zapytał lekarz. „Nie” – odpowiedział pacjent. „Wiesz do kogo należało?”. „Przypuszczam, że do pana”. „Wziąłeś je, bo byłeś głodny?”. „Nie”. „Więc dlaczego je zjadłeś?”. „Leżało na stole”. Ten sam pacjent bez najmniejszej żenady w obecności lekarza brał do rąk znajdujące się na biurku nienależące do niego przedmioty.Otwierał portfel, z którego wyciągał karty kredytowe i odczytywał je na głos. O ile bowiem ludzie z syndromem anarchicznej czy też obcej ręki zdają sobie sprawę, że kończyna wykonuje czynności naganne i się ich wstydzą, o tyle cierpiący na zachowanie użytkownika są po prostu zdominowani przez przedmioty i nie widzą nic złego w swoim zachowaniu.

Dzieje się tak, gdy w mózgu dojdzie do uszkodzenia SMA w obu półkulach. Ośrodek ten odpowiada za ruchy intencjonalne, więc gdy go zabraknie, kierowniczą rolę przejmuje pole zwane korą przedruchową (PMC), zarządzające czynnościami odruchowymi. Ten obszar dochodzi do głosu w sytuacjach, które mogą się zdarzyć każdemu. Załóżmy, że przez     cały rok, wyjeżdżając do pracy, skręcamy w prawo. Gdy wreszcie nadchodzą wakacje powinniśmy, chcąc wyjechać z miasta, skręcić w lewo, a tymczasem obracamy kierownicą w przeciwną stronę. Oczywiście już po ułamku sekundy włączy się nasz system kontrolny i zawrócimy. Ale gdy ktoś został pozbawiony tego systemu, zaczyna działać automatycznie, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.

Prof. Della Sala znalazł ciekawą zależność między opisywanym zaburzeniem i wolną wolą. Jeśli dotknięty tą patologią człowiek wykonuje naganną czynność, to dzieje się tak dlatego, że został pozbawiony zdolności powstrzymania się od wykonania tejże czynności. Wygląda więc na to, że wolna wola wyraża się o wiele bardziej poprzez kontrolę  i hamowanie się. Może więc powinniśmy mówić raczej o wolnej niewoli?

UCIĘTA NOGA W MOIM ŁÓŻKU

Sytuację, którą można by nazwać syndromem obcej nogi, świetnie opisał dr Oliver Sacks w klasycznej już książce „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” (Zysk i S-ka 2009). Oto fragment historii jego pacjenta. „Nie skarżył się na nic, ale neurolodzy, czując, że ma »leniwą« lewą nogę – tak właśnie się wyrazili – uważali, że powinien iść do szpitala. Cały dzień czuł się dobrze, pod wieczór zasnął. Kiedy się obudził, też wszystko było w porządku, dopóki nie poruszył się w łóżku. W tej chwili znalazł tam, wyjąkał z trudem, »czyjąś nogę« – co to za straszna rzecz – uciętą ludzką nogę!

Był oszołomiony, zdumiony, pełen obrzydzenia. Pomacał tę nogę ostrożnie. Była doskonale uformowana, ale »dziwna« i zimna. W tym momencie olśniło go: to był żart! Najwyraźniej któraś z pielęgniarek z makabrycznym poczuciem humoru wkradła się do sali, gdzie odbywają się sekcje zwłok, i zwędziła stamtąd nogę, a następnie w ramach kawału wsunęła mu pod koc, kiedy twardo spał. Poczuł wielką ulgę, gdy tak sobie wszystko wyjaśnił; jednak uważając, że żarty żartami, ale co za dużo, to niezdrowo, wyrzucił tę cholerną nogę ze swego łóżka. Ale – i tu przestał mówić tonem człowieka prowadzącego lekką, towarzyską rozmowę, zadrżał nagle i zbladł jak papier – kiedy wyrzucił ją z łóżka, sam w jakiś dziwny sposób powędrował za nią – i teraz ona jest do niego przyczepiona!”.