Twórcy popkultury bardzo lubią wątek zawodowych zabójców – zwłaszcza tych wyszkolonych przez różne tajne organizacje. „Hitman: Agent 47” to kolejna wariacja na ten temat. O tyle ciekawa, że oparta na serii całkiem dobrych gier komputerowych (pierwsza z nich trafiła na rynek 15 lat temu) i zahaczająca przy okazji o modyfikacje genetyczne. Tytułowy zabójca ma być produktem eksperymentów biologicznych. Czysta fikcja? Tylko z pozoru. Prace nad takimi modyfikacjami są traktowane bardzo poważnie i trwają od lat!

Bez zmęczenia: szczyt formy przez 24 godziny

Zainteresowanie ulepszaniem człowieka wykazuje armia. W jej interesie leży, aby szkolenie rekrutów było jak najszybsze, a ich wydajność na polu walki – jak największa. I choć większość projektów wojskowych jest utajniona, warto się przyjrzeć tym, o których choć trochę wiadomo.

Amerykańska Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności (DARPA) uruchomiła w 2002 r. program pod nazwą „Metabolic Dominance” (przewaga metaboliczna). Jego celem miało być zapewnienie – poprzez kontrolę metabolizmu – wyjątkowej wydajności fizycznej i psychicznej żołnierzy. Mieliby być oni w szczytowej formie przez 3–5 dni, bez snu i jedzenia. Wojskowi specjaliści próbowali to osiągnąć różnymi sposobami: modyfikując dietę żołnierzy, podając im chemiczne substancje wspomagające, a nawet eksperymentując z wchłanianiem składników odżywczych i witamin przez skórę. Postęp jednak był zbyt wolny i po ośmiu latach program zakończono.

Wkrótce po tym dla DARPA zaczął pracować Andrew Herr. Zwrócił on uwagę na szczególną zdolność żołnierzy do mobilizacji w trudnych warunkach. Mimo wyczerpania, głodu i dezorientacji, w obliczu śmierci towarzyszy niektóre oddziały wciąż były zdolne do niezwykle skutecznego działania. Andrew Herr przebadał wiele takich osób i doszedł do wniosku, że kluczową rolę odgrywają w  takich sytuacjach hormony. To ich szczególna mieszanka sprawiała, że ludzie byli w stanie zrobić więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Zdaniem uczonego można coś podobne-go osiągnąć u „zwykłych” żołnierzy. Kluczowe byłoby tu podawanie neuropeptydu Y – neuroprzekaźnika związanego z dobrym znoszeniem stresu. Trening miałaby uzupełniać elektryczna stymulacja wybranych obszarów mózgu. Czy to działa? Tego na razie nie wiemy – i być może ni-gdy się nie dowiemy, bo badania są tajne.

Bez skrupułów:  jak spojrzeć ofierze w oczy?

Lepiej przebadana jest inna cecha zabójcy – umiejętność przezwyciężenia naturalnej dla większości z nas niechęci do odebrania komuś życia. Jak pisze dr David Livingstone Smith w książce „Najbardziej niebezpieczne ze zwierząt”, zabicie kogoś nie jest wcale łatwe nawet dla zawodowego żołnierza. Dotyczy to szczególnie sytuacji, w której widoczna jest twarz wroga. Trauma związana z odbieraniem życia przekłada się nierzadko na zaburzenia psychiczne, najczęściej spotykane u żołnierzy piechoty oraz snajperów, którzy – choć zabijają z daleka – doskonale widzą ofiary.

Wojskowi opracowali sposoby na zmniejszenie skrupułów u podwładnych. Kluczowe znaczenie ma tu trening. W czasie II wojny światowej tylko 15–20 proc. żołnierzy otwierało ogień na widok wroga – prawdopodobnie dlatego, że wcześniej ćwiczyli strzelanie do papierowych tarcz. Dziś powszechne są już makiety czy manekiny łudząco podobne do żywych ludzi. A jeszcze większe możliwości daje trening z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości, gdzie zabijanie może być przedstawione bardzo realistycznie.

 

Inna metoda to odhumanizowanie przeciwnika. Łatwiej zabić kogoś, kogo uważa się za „podczłowieka” czy wręcz pasożyta. Taka taktyka znana jest od niepamiętnych czasów. Wiele ple-mion mówiło o sobie per „Ludzie” lub „Prawdziwi Ludzie”, uznając wszystkich innych przedstawicieli Homo sapiens za obcy gatunek. Koloniści osiedlający się w Ameryce Północnej nazywali rdzennych Indian „sługami szatana”. Najbardziej dobitnym przykładem odhumanizowania była propaganda nazistów: porównywali Żydów do drapieżnych zwierząt, robaków czy zarazków. Odwołując się do bardzo pierwotnej emocji, jaką jest obrzydzenie, twórcy III Rzeszy ułatwili żołnierzom dokonanie niewyobrażalnych zbrodni.

Bez sensu:  grzebanie w DNA zabójcy

Czy możliwe byłoby jednak „wbudowanie” takich mechanizmów na stałe w mózg zabójcy? Twórcy gier i filmów o Hitmanie twierdzą, że tak. Kluczem do tego miałyby być modyfikacje DNA. Tu jednak dochodzimy do granic nauki i wewnętrznych sprzeczności samej wizji zabójcy.

Naukowcy znają cały genotyp człowieka, ale bardzo daleko im do zrozumienia jego faktycznego działania. Genów odpowiedzialnych za samą tylko inteligencję są zapewne dziesiątki, jeśli nie setki, a finalny efekt zależy od złożonych interakcji między nimi. Podobnie jest z wytrzymałością fizyczną. Co więcej, grzebiąc w DNA znacznie łat- wiej coś zepsuć niż naprawić. Znamy przyczyny wielu chorób o podłożu genetycznym i gdybyśmy chcieli je wywoływać u ludzi, zapewne nieźle by nam się to udało. Leczenie jest bez porównania trudniejsze i do dziś nauka nie może się pochwalić wielkimi sukcesami w tej dziedzinie.

Załóżmy jednak, że udałoby się „zaprogramować” pewne cechy zabójcy, np. takie jak wyjątkowa inteligencja. Czy takiego człowieka dałoby się skłonić do zabijania wskazanych mu osób bez wahania? Inteligentna osoba zapewne miałaby przed tym opory. Oczywiście możemy sobie wyobrazić, że genetycznie modyfikowany Hitman będzie także psychopatą pozbawionym empatii. Tyle że równie dobrze mógłby wówczas zwrócić się przeciwko swym „twórcom” – co zresztą często zdarza się w filmach i grach. Oby wojskowi specjaliści mieli to w pamięci...