Norman Davis, wspominając o Jakubie Franku, dziwił się, że nikt jeszcze nie zrobił o nim filmu. I stało się. Adrian Panek, wrocławski reżyser, debiutuje właśnie obrazem o tajemniczym tytule „Daas”. To opowieść o przedostatnim
etapie życia jednej z najbardziej zagadkowych i malowniczych postaci końca XVIII w. O człowieku, w którego tajemniczą moc wierzyli najwięksi władcy Europy. Obraz zostanie po raz pierwszy pokazany na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. „Opowiem ci o Daas. Pewien człowiek miał pewną rzecz, stał z nią, ale jej nikt nie widział” – mówi w jednej z pierwszych scen Jakub Frank, którego gra Olgierd Łukaszewicz. „Daas” to słowo klucz, którym posługuje się w filmie główny bohater. Oznacza miejsce lub zdarzenie, do którego dojdzie w przyszłości, kiedy ludzkość dozna oświecenia i zrozumie, że pojawił się mesjasz. Scena, w której Łukaszewicz opowiada o Daas, jest – podobnie jak cały film – mroczna i niepokojąca.

„Pierwszy raz usłyszałem o Franku w szkole średniej, przeczytałem o nim w »Historii literatury polskiej« Czesława Miłosza. Poeta tłumaczył działania Franka: wstąpienie do królestwa wolności i bogactwa miało się dokonać przez zstąpienie w ohydę i perwersję. Jakub Frank miał ogromną charyzmę i wiele szczęścia. Ówczesne nastroje sprzyjały mesjaszom, świetnie więc wpasował się w ten czas – opowiada Adrian Panek, autor scenariusza i reżyser. – Tak powstał film, który można nazwać oświeceniowym czarnym kryminałem”.

TRZECI OSTATECZNY ZBAWICIEL

Jakub Frank urodził się w 1726 r. na Podolu. Według jednej z wersji jego ojciec był kupcem, choć bardziej prawdopodobne, że pracował jako nauczyciel w żydowskiej szkole religijnej. Fascynował go sabataizm – ruch mesjanistyczny, który powstał w Turcji za sprawą Sabataja Cwi, samozwańczego mesjasza. Sabataiści, ludzie wykształceni i mający kontakty ze światem, odrzucali ortodoksyjne praktyki judaizmu. Ich przywódca domagał się surowej ascezy, równocześnie jednak głosząc radość życia. To się nie podobało rabinom. Frankowie musieli wyjechać.

Od tej pory życie Jakuba miało być pasmem przygód. Młodość spędził na Wołoszczyźnie i w Turcji. Studiował kabałę i, mając 26 lat, ożenił się z córką sabatajskiego uczonego. W dniu ślubu przeszedł inicjację na członka sekty.
Jeszcze w tym samym roku zapoznał się w Salonikach z doktryną donmeńczyków – najbardziej radykalnych sabataistów, uznających Sabataja Cwi za mesjasza. Grupę tę założył Baruchja Russo, we własnym mniemaniu bóg Izraela.

Również Jakub poczuł, że ma misję. Stwierdził, że jest trzecim – po Cwi i Russo – ostatecznym zbawicielem. Miał 28 lat, kiedy założył szkołę religijną, w której głosił, że jest Mesjaszem. Wkrótce wrócił do Polski, by tam zacząć swoje wielkie dzieło. „Myślę, że na tym etapie naprawdę czuł się Mesjaszem. Czasy sprzyjały takim jak on, a i on sam wyrastał w takich nastrojach – mówi Adrian Panek. – Frankiści byli żydowską elitą. Frank musiał mieć wielką siłę oddziaływania, żeby pociągnąć ich za sobą”.

ORGIE, DYSPUTY I STOSY

W Polsce, gdzie Jakub przedstawiał się jako słynny kabalista, szybko zjednoczył rozproszone grupy sabataistów. W nocy 26 stycznia 1756 r. w Lanckoronie nad Zbruczem poprowadził rytuał, którego częścią była „wymiana” żon. Później stworzył instytucję „dwunastu sióstr”, które zostawały jego kochankami. Aresztowany za te praktyki, wywinął się, ponieważ został uznany za poddanego Turcji. Tymczasem ci, którzy wzięli udział w lanckorońskim rytuale, stanęli przed rabinackim sądem. Przyznali się do cudzołóstwa, zamiany żon i studiowania zakazanych ksiąg. Na mocy wyroku zostali obłożeni klątwą, a gminy żydowskie otrzymały nakaz aresztowania wszystkich sabataistów. Rabini zaczęli naciskać, aby także biskupi potępili Franka i wraz z całą sektą doprowadzili na stos. Wtedy Kościół katolicki zobaczył swoją szansę w tym całym zamieszaniu. Według Franka prawdziwym powodem jego kłopotów było podobieństwo wyznawanej przez niego wiary do chrześcijaństwa. A ponieważ Frank Mesjasz odrzucał Talmud, a uznawał chrzest za warunek zbawienia, kościelni hierarchowie stwierdzili, że nawrócenie wyklętego przez ortodoksyjnych Żydów przywódcy byłoby dla Kościoła prawdziwym sukcesem.

Tymczasem religijność Franka stawała się coraz bardziej pokrętna. Przeszedł na islam, żeby „czerpać z różnych religii”. Zyskał poparcie kamienieckiego biskupa Mikołaja Dembowskiego. Biskup nie tylko nienawidził Talmudu, ale też przez całe życie próbował nawracać Żydów. Dembowski wydał frankistom glejt, który chronił ich od dalszych represji. Zorganizował też ich spotkanie z rabinami w celu przedyskutowania kwestii Trójcy Świętej i tajemnic Talmudu. W końcu czerwca 1757 r., po trwającej osiem dni debacie, talmudyści przegrali z kretesem [jak uznały władze kościelne – przyp. red]. Musieli nie tylko zaprzestać prześladowania frankistów, ale również zostali skazani na kary grzywny, a kilku z nich wymierzono nawet kary cielesne. Biskup nakazał ponadto zniszczenie każdego egzemplarza Talmudu, będącego w posiadaniu Żydów w archidiecezji lwowskiej.

KRÓLEWSKI CHRZEŚNIAK