Elektrody umieszczone w mózgu mogą poprawiać pamięć – twierdzą naukowcy z Uniwersytetu Południowej Kalifornii. Wszczepili je 20 osobom leczonym z powodu epilepsji i przy okazji wykonali pomysłowy eksperyment. Najpierw sprawdzili, jakie sygnały pojawiają się w części mózgu zwanej hipokampem podczas przyswajania informacji przez uczestnika eksperymentu. Potem zaaplikowali każdemu impulsy elektryczne naśladujące „kod uczenia się” podczas zadania, polegającego na zapamiętywaniu dziwnych kształtów. – Taka stymulacja poprawiła proces zapamiętywania o 15–25 proc., a u niektórych uczestników nawet o 30 proc. – powiedział kierujący badaniami dr Dong Song. Jego zdaniem takie badania mogą doprowadzić w niedalekiej przyszłości do opracowania implantów, które będą pomagać np. chorym na alzheimera.

To odkrycie wpisuje się w trend ulepszania ciała człowieka elektroniką. – Już dziś poprawiamy sobie zmysły technologiami, tylko w mniej inwazyjny sposób. Nosimy soczewki kontaktowe i aparaty słuchowe. Poza tym często nie zapamiętujemy podstawowych informacji, tylko przechowujemy je w telefonie – mówi Joanna Sosnowska z Nightly, która jakiś czas temu postanowiła wszczepić sobie implant North Sense pod skórę na dekolcie. Niewielkie urządzenie wyczuwa pole magnetyczne Ziemi – wibruje, gdy jego użytkownik stoi twarzą w kierunku północnym.

MODEM DO CZYTANIA W MYŚLACH

Podłączenie mózgu bezpośrednio do urządzenia elektronicznego to marzenie wielu przedsiębiorców. Prace w tym kierunku prowadzi m.in. twórca Tesli i Space-X Elon Musk oraz Facebook. Na razie jednak największe sukcesy notują mniej znani wizjonerzy, tacy jak Matt Angle. Założona przez niego firma Paradromics dostała w ubiegłym roku ponad 18 mln dolarów od wojskowej agencji DARPA.

Jej celem jest zbudowanie mózgowego modemu – implantu, który pozwoli dosłownie na odczytywanie myśli. W pierwszej kolejności miałyby z niego skorzystać osoby niepełnosprawne, np. te, które utraciły zdolność mówienia. Nad podobną technologią pracuje inny amerykański start-up o nazwie Kernel, wspierany przez multimilionera Bryana Johnsona. Nie jest to jednak proste zadanie. – Do mózgu nie można się podłączyć w dowolnym miejscu. Podobnie jak komputer, nasz układ nerwowy ma specjalne „interfejsy” służące do wymiany informacji: nerwy łączące się z narządami zmysłów lub mięśniami. Jeśli spróbujemy odczytać dane z innej okolicy, możemy uzyskać kompletnie nieprzydatny szum – podkreśla prof. Piotr Durka z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, prezes firmy BrainTech. Jego zdaniem wizja taka jak z filmu „Matrix”, gdzie każdy ma w głowie gniazdko zapewniające superszybkie połączenie z komputerem, pozostanie fikcją.

Więcej optymizmu ma prof. Eric Leuthardt, neurochirurg z Uniwersytetu Waszyngtona w St. Louis. Specjalizuje się w odczytywaniu sygnałów z powierzchni mózgu, na której umieszcza elastyczne elektrody połączone z komputerem. Podobnie jak w przypadku implantów z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, uczestnikami eksperymentów są pacjenci cierpiący na epilepsję. Elektrody pozwalają wykryć, w którym rejonie mózgu znajduje się ognisko choroby. Ponieważ badanie takie trwa kilka dni, pacjenci mogą w tym czasie brać udział w eksperymentach naukowych.

Dzięki temu prof. Leuthardt umie już np. rozpoznać słowo, o którym myśli człowiek, na podstawie aktywności jego kory mózgowej. – W ciągu 10–20 lat układy elektroniczne będą tak małe, że cały dzisiejszy smartfon będzie wielkości ziarenka ryżu. Taki implant będzie można wszczepiać do mózgu, by łączyć się bezpośrednio z internetem. Moim zdaniem będzie to zabieg rutynowy, tak jak dziś zrobienie sobie tatuażu albo operacja plastyczna – przewiduje prof. Leuthardt. W zaakceptowaniu implantów mózgowych może pomóc trwająca od kilku lat moda na wzbogacanie swego ciała o elektronikę. Twórcą pierwszego wewnętrznego kompasu o nazwie Southpaw był Brian McEvoy, inżynier uważający się za tzw. biohakera. W 2014 r. wszczepił sobie pod skórę miniaturowy implant pokryty warstwą silikonu i tytanu.

WIĘCEJ MOŻLIWOŚCI…

Od tamtej pory pojawiło się wiele innych rozwiązań. Przykładem może być mikrokomputer Circadia stworzony przez Biohack.me i Grindhouse Wetware. Po wszczepieniu może przekazywać informacje np. o temperaturze ciała do smartfona przez Bluetooth. Kolejna konstrukcja zwana Northstar V1 potrafi wyświetlać informacje na naszej skórze za pomocą ukrytych pod nią diod LED. Entuzjastów biohackingu można już liczyć w setkach tysięcy. Jednym z nich jest Amal Graafstra, który poprzez start-up Dangerous Things zainicjował największy na świecie program wszczepiania implantów niemedycznych. Używa ich zamiast haseł dostępu dzięki technologii podobnej do tej stosowanej w zbliżeniowych kartach płatniczych. Koncern Motorola pracuje nad podobną „pigułką haseł” z radiowym chipem.

Użytkownik będzie mógł ją połknąć, by automatycznie uzyskać dostęp do swojego komputera czy smartfona bez konieczności logowania się. – Dzięki antenie wszczepionej w moją czaszkę mogę dostrzegać ultrafiolet, podczerwień i fale radiowe niewidzialne dla ludzkiego oka – mówi Neil Harbisson, artysta i działacz na rzecz cyborgizacji. Jego partnerka Moon Ribas ma w łokciu implant wykrywający wibracje towarzyszące np. trzęsieniu ziemi. Założona przez Harbissona fundacja pracuje też nad mniej inwazyjnymi rozwiązaniami. – W kolczyki można wbudować czujniki podczerwieni pozwalające nam „widzieć”, co jest za nami. Jeśli ktoś za nami stanie, poczujemy to pod postacią specyficznej wibracji np. z tyłu głowy – wyjaśnia.