powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Podróże

Mroczna turystyka, czyli kiedy śmierć i zbrodnie stają się celem podróży

Wakacje kojarzą nam się przede wszystkim z odpoczynkiem. Plaża, góry, miasta pełne zabytków, dobre jedzenie i zdjęcia, które później przez kilka tygodni będą przypominać nam, że jednak potrafimy wyjść z domu. Turystyka ma jednak również swoją znacznie ciemniejszą stronę. Są bowiem ludzie, którzy podczas podróży szukają nie tylko pięknych widoków, ale również miejsc związanych ze śmiercią, wojnami, zbrodniami czy masowymi tragediami.

J
Joanna Marteklas
1h temu·9 minut·
Mroczna turystyka, czyli kiedy śmierć i zbrodnie stają się celem podróży

Fot.: Pexels

Chcesz czytać więcej treści jak „Mroczna turystyka, czyli kiedy śmierć i zbrodnie stają się celem podróży"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Brzmi ponuro? Owszem. Nie oznacza to jednak, że każdy, kto odwiedza takie miejsce, robi to z tego samego powodu. Jedni chcą lepiej zrozumieć historię, inni oddać hołd ofiarom, jeszcze inni szukają mocnych wrażeń albo po prostu próbują zobaczyć na własne oczy miejsce, które wcześniej poznali z podcastów czy dokumentów. Właśnie ta różnorodność sprawia, że tak zwana mroczna turystyka jest znacznie bardziej skomplikowanym zjawiskiem, niż mogłoby się wydawać.

Nie każdy mroczny turysta goni za dreszczykiem emocji

Termin dark tourism został wprowadzony do dyskursu naukowego w 1996 roku przez J. Johna Lennona i Malcolma Foleya. Badacze określili nim przyciąganie turystów przez miejsca związane z autentyczną lub odtworzoną śmiercią i tragedią. Równolegle A.V. Seaton zaproponował pojęcie tanatoturystyki, koncentrujące się bardziej na zachowaniu samych podróżnych i ich symbolicznym spotkaniu z motywem śmierci.

Już sama definicja pokazuje, jak szerokie jest to zjawisko. Bo czym właściwie różni się zwiedzanie średniowiecznego więzienia od odwiedzenia miejsca masowej zagłady? Czy cmentarz odwiedzany ze względu na jego architekturę jest tym samym rodzajem turystyki co nocleg w domu, w którym dokonano morderstwa?

Philip R. Stone z Institute for Dark Tourism Research zaproponował model, który pomaga uporządkować ten chaos. Jego Dark Tourism Spectrum, czyli Spektrum Mrocznej Turystyki, zakłada, że miejsca związane ze śmiercią można umieścić na ciągłej skali od „najlżejszych” do „najciemniejszych”. O ich pozycji decydują między innymi autentyczność miejsca, poziom komercjalizacji, cel funkcjonowania obiektu oraz czas, jaki minął od tragedii.

Fot.: Pexels

Na jednym końcu znajdują się więc tak zwane Dark Fun Factories, czyli najjaśniejsza kategoria, obejmująca przede wszystkim komercyjną rozrywkę, domy strachów czy atrakcje takie jak London Dungeon. Śmierć i makabra są tutaj przede wszystkim elementem inscenizacji i nie ma to raczej związku z prawdziwymi tragediami.

Dalej pojawiają się między innymi wystawy edukacyjne, historyczne więzienia i miejsca związane z dawnymi systemami tortur. Jeszcze dalej znajdują się cmentarze, miejsca spontanicznych upamiętnień, pola bitew i zachowane tereny konfliktów zbrojnych. Na samym końcu spektrum Stone umieszcza Dark Camps of Genocide, czyli autentyczne miejsca masowej zagłady, takie jak Auschwitz-Birkenau czy Killing Fields w Kambodży. W tym przypadku funkcja edukacyjna i martyrologiczna zdecydowanie dominuje nad rozrywką.

To rozróżnienie jest bardzo istotne w rozumieniu zjawiska, bo pokazuje, że określenie „mroczna turystyka” nie oznacza automatycznie gapienia się na cudze nieszczęście lub wywoływania duchów w domu zamieszkiwanym kiedyś przez masowego mordercę. Ten sam termin obejmuje zarówno atrakcję stylizowaną na więzienie, jak i miejsce autentycznej masowej zbrodni.

Po co właściwie jeździmy tam, gdzie wydarzyło się coś strasznego?

Najprostsza odpowiedź brzmi: z ciekawości. Tyle że ciekawość również może mieć różne oblicza. Oczywiście najczęściej mówi się właśnie o osobach, które poszukują rozrywki i dreszczyku emocji. To na ich filmiki można natrafić w sieci. Czasem są reżyserowane, czasem bardziej realne. To akurat dość ciężko stwierdzić. Tak czy inaczej, miejsca zbrodni dostarczają emocji i wiele osób właśnie tego szuka.

Jednak chyba częściej chodzi o edukację. Chyba większość z nas była w ramach wycieczki szkolnej w Oświęcimiu. To w zasadzie też była mroczna turystyka, ale raczej nikt nie powie, że jechał tam dla rozrywki, prawda? Z innych powodów można wymienić obrzędy żałobne i pielgrzymki, bo sporo miejsc związanych ze śmiercią jest również miejscami kultu religijnego.

Choć powodów jest sporo, nie da się pominąć chorobliwej ciekawości, która często kieruje turystami. I znowu, nie chodzi jedynie o fascynację cudzym nieszczęściem, ale też o pociąg do tematów, które nadal są trochę tematem tabu, takimi jak śmierć, lęk czy zło. W przypadku obiektów turystycznych jest to kontrolowane środowisko i to bardzo istotna kwestia. Możemy stanąć w miejscu związanym z tragedią, zobaczyć jego autentyczne otoczenie, dowiedzieć się, co się tam wydarzyło, a później wrócić do własnego, bezpiecznego świata.

Obok ciekawości pojawia się potrzeba przeżycia czegoś wyjątkowego, ale również refleksja nad przemijaniem, ludzką naturą czy samym istnieniem zła. Dla części odwiedzających ważne jest poczucie obowiązku wobec ofiar i zachowanie pamięci o wydarzeniach. Dla innych najważniejsza pozostaje edukacja i próba zrozumienia tego, co właściwie doprowadziło do tragedii. To oznacza, że dwóch turystów stojących w tym samym miejscu może właściwie odbywać dwie zupełnie różne podróże.

Jednym z ciekawszych wyjaśnień popularności tanatoturystyki jest sposób, w jaki współczesne społeczeństwa obchodzą się ze śmiercią. Umieranie w dużej mierze zostało odsunięte od codziennego życia. Zamiast umierać w domu, coraz częściej robimy to w wyspecjalizowanych instytucjach medycznych, a sam proces śmierci pozostaje dla wielu osób czymś odległym i nieznanym. Kiedyś zmarły leżał w domu przed pochówkiem, by rodzina i bliscy modli się pożegnać, dziś coś takiego jest nie do pomyślenia (i chyba prawo też tego zakazuje).

Badania nad tanatoturystyką wiążą zainteresowanie takimi miejscami właśnie z tym procesem. Turystyka może w tym ujęciu tworzyć bezpieczną przestrzeń do symbolicznej konfrontacji z czymś, co zostało usunięte z naszego codziennego otoczenia. Brzmi to abstrakcyjnie, dopóki nie pomyślimy o różnicy między przeczytaniem informacji o katastrofie a znalezieniem się w miejscu, gdzie rzeczywiście do niej doszło. Takie doświadczenie wyzwala w nas zupełnie inne emocje, bo działa nie sam tekst czy obraz, a klimat danego miejsca.

Kontakt z prawdziwą przestrzenią tragedii może sprawić, że historia przestaje być wyłącznie abstrakcyjnym wydarzeniem z podręcznika.

Kiedy true crime zamienia tragedię w atrakcję

Nie da się mówić o mrocznej turystyce bez zahaczenia o najbardziej problematyczną – jak i najbardziej znaną – jej stronę. W zasadzie zanim zagłębiłam się w temat, samo pojęcie kojarzyło mi się właśnie z true crime i odwiedzaniem lokacji, o których opowiada się w tego typu produkcjach. Oczywiście temat jest znacznie szerszy, ale by go zrozumieć, trzeba też poruszyć i ten aspekt.

Podcasty, dokumenty i seriale opowiadające o prawdziwych zbrodniach sprawiają, że miejsca, które wcześniej mogły być znane przede wszystkim lokalnej społeczności, zaczynają funkcjonować w globalnej popkulturze. Historia dostaje narrację, bohaterów, tajemnicę i kolejne pytania, a wraz z nimi pojawia się możliwość odwiedzenia miejsca, w którym wszystko się wydarzyło.

Jednym z najbardziej znanych przykładów jest Cecil Hotel w Los Angeles. Obiekt zyskał ponurą reputację między innymi za sprawą powiązań z seryjnymi mordercami oraz licznych samobójstw. Szczególnie mocno zainteresowanie hotelem wzrosło po zaginięciu Elisy Lam w 2013 roku i publikacji nagrania z hotelowej windy. Historia szybko stała się przedmiotem internetowych śledztw, teorii i dokumentów, a sam hotel zaczął funkcjonować jako cel dla osób zainteresowanych prawdziwymi sprawami kryminalnymi.

Są też miejsca, które poszły o krok dalej i zrobiły z własnej historii produkt turystyczny. Wyjątkowo na czasie jest teraz Lizzie Borden, bo Netflix zrobił o niej serial. W Fall River, czyli miejscu, gdzie doszło do zabójstw, można odwiedzić zachowany dom Lizzie, przespać się w sypialni, w której dokonała morderstwa oraz wykupić wycieczkę z przewodnikiem, który szczegółowo opowie o tej historii. W Villisca Axe Murder House też można spędzić noc na miejscu zbrodni, tym razem nierozwiązanej. Wiele osób przebywa tam po zmroku, bo to część doświadczenia. Ogólnie w USA interes związany z mroczną turystyką kwitnie w najlepsze, a zjawisko jest raczej społecznie akceptowalne.

Patrząc z boku, nie da się jednak nie zauważyć, że w tym miejscu dochodzimy do cienkiej granicy. Bo czym innym jest przeczytanie historii zbrodni i odwiedzenie miejsca związanego z jej przebiegiem, a czym innym zapłacenie za możliwość spędzenia nocy w pokoju, w którym ktoś został zamordowany. Niby nadal możemy powiedzieć, że jest to doświadczenie historyczne albo próba zmierzenia się z tajemnicą. Ale ciężko nie zapytać, czy w tym momencie tragedia nie została właśnie zamieniona w kolejną usługę turystyczną?

Polska też ma swoją mroczną mapę

Żeby nie było, że o cudzym mówię, a o swoim zapominam. Nie trzeba wyjeżdżać do odległych krajów, by znaleźć przykłady mrocznej turystyki. Nasz kraj jest bowiem pełen miejsc, które można umieścić w różnych punktach spektrum Stone’a. O Auschwitz-Birkenau już wspominałam i jest to miejsce znajdujące się na najciemniejszym krańcu klasyfikacji, którego podstawową funkcją pozostają pamięć, edukacja i upamiętnienie ofiar Holokaustu. Nie jest to atrakcja, której sens opiera się na rozrywce, a zachowanie powagi miejsca pozostaje fundamentalnym elementem jego funkcjonowania.

Zu­pełnie inne doświadczenie oferuje Kaplica Czaszek w Czermnej. Barokowe ossarium w Kudowie-Zdroju wypełniają szczątki tysięcy ofiar wojen i epidemii. Jest to jednocześnie zabytek sakralny, miejsce związane ze śmiercią i przestrzeń pozwalająca zobaczyć, jak wcześniejsze społeczeństwa próbowały oswajać przemijanie.

Fot.: Kaplica Czaszek

Kolejnym przykładem jest kompleks Riese w Górach Sowich, gdzie turystyka militarna spotyka się z historią pracy przymusowej i śmierci więźniów obozu Gross-Rosen. Tutaj atrakcyjność miejsca wynika jednocześnie z jego podziemnej architektury i znacznie cięższej historii, która się z nią wiąże.

Jest też Zofiówka w Otwocku, przypadek szczególnie ciekawy ze względu na zderzenie historii z popkulturą. Dawny Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów powstał w 1908 roku jako nowoczesny ośrodek leczniczy. W 1942 roku, podczas likwidacji otwockiego getta, niemieccy okupanci dokonali tam brutalnej egzekucji ponad stu pacjentów i pracowników. Po wojnie obiekt ponownie pełnił funkcje lecznicze, ale od końca lat 90. pozostaje opuszczony. Z czasem stał się jednym z rozpoznawalnych miejsc polskiego urbexu i zaczął funkcjonować również jako miejsce odwiedzane przez osoby zainteresowane zjawiskami paranormalnymi.

Między pamięcią a rozrywką

Dla mnie mroczna turystyka jest zjawiskiem fascynującym, bo nie da się jej jednoznacznie sklasyfikować. Kiedy już znamy całe spektrum, trudno jest powiedzieć „to jest złe”. Nie jest, kiedy stawiamy na edukację. Jest, gdy realną tragedię traktujemy jako rozrywkę.

Ciekawość śmierci jest częścią ludzkiej psychiki. Fascynują nas rzeczy, których jednocześnie się boimy, a true crime doskonale pokazuje ten mechanizm. Potrafimy godzinami słuchać historii o morderstwie, analizować zachowanie sprawcy, oglądać dokumenty i zastanawiać się, jak mogło dojść do tragedii. Potem pojawia się możliwość zobaczenia miejsca, o którym właśnie słuchaliśmy, i granica pomiędzy odbiorcą historii a turystą zaciera się niemal całkowicie.

Rynek oczywiście doskonale potrafi tę ciekawość wykorzystać. Mediatyzacja tragedii zwiększa rozpoznawalność miejsca, rozpoznawalność przyciąga turystów, a zainteresowanie turystów może stworzyć kolejne możliwości komercjalizacji. W przypadku true crime ten mechanizm jest szczególnie wyraźny, bo jedno wydarzenie może zostać najpierw opisane w artykule, potem trafić do podcastu, następnie do serialu dokumentalnego, a na końcu stać się powodem, dla którego ktoś kupi bilet lotniczy.

To jednak nie oznacza, że sama obecność turystów automatycznie odbiera miejscu jego znaczenie. Wszystko zależy od tego, jak dana przestrzeń jest zarządzana i w jaki sposób przedstawiana jest jej historia. W przypadku miejsc pamięci szczególnie istotne pozostają edukacja, szacunek dla ofiar i zachowanie odpowiedniego charakteru przestrzeni.

Mroczna turystyka prawdopodobnie będzie zresztą dalej się rozwijać. Popularność turystyki nastawionej na doświadczenia, przemysł rozrywkowy i rosnąca obecność prawdziwych historii kryminalnych w popkulturze tworzą dla niej wyjątkowo dobre warunki. Nie ma w tym zresztą niczego dziwnego, bo podróżujemy nie tylko, by zobaczyć coś pięknego, ale też chcemy mierzyć się z trudnymi kwestiami lub nawet przerażającymi. Zawsze tak było i zapewne tak już pozostanie. Najważniejsze więc, żeby mieć świadomość tego, gdzie się znajdujemy. Jeśli nadal będziemy widzieć w tym miejscu historię ludzi – to dobrze. Jeśli jednak nagle dom, w którym doszło do potwornej tragedii stanie się jedynie atrakcją, wtedy już gorzej.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Mroczna turystyka, czyli kiedy śmierć i zbrodnie stają się celem podróży"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX