Takie poglądy, dla late bloomerów delikatnie rzecz biorąc niezbyt optymistyczne, były powielane przez naukowców. „Gdy kończyłem medycynę, wykładowcy mówili nam, że po dwudziestce mózg zaczyna się kurczyć i psuć” – powiedział mi prof. Dilip Jeste, amerykański specjalista ds. starzenia się mózgu i były szef Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Dziś wiemy, że to bzdura. „Na szczęście współczesna nauka ma do dyspozycji nowocześniejsze narzędzia i metody” – dodał.

Kilka lat temu w psychologii nastąpił wielki przełom. Wiemy, że nawet u starych ludzi zachodzi zjawisko, które naukowcy nazywają neuroplastycznością. Cały czas tworzą się nowe neurony, a niektóre miejsca w mózgu uaktywniają się i zaczynają pracować zamiast tych, które się już zużyły. Stereotypy o tym, że biologia tak już nas skonstruowała, że ciężko jest coś w życiu zmienić po dwudziestce, można więc odłożyć na półkę i przestać traktować jak wymówkę. To prawda, że trudniej przychodzi skupienie się nad książką i wkuwanie słówek, szczególnie kiedy nauka przestaje być naszym jedynym obowiązkiem i cały czas martwimy się o dom, wydatki, partnera i dzieci. Ale jest to możliwe. A w dzisiejszych czasach nawet konieczne.

Wszystko przez to, że dziś nasza życiowa perspektywa wygląda zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy powstały powiedzonka o Janie i starych drzewach. Do połowy XX wieku Jan faktycznie po trzydziestce nie miał już wiele czasu. Średnia długość życia wynosiła jakieś pięćdziesiąt lat (oczywiście wielu ludzi żyło dłużej, ale też wielu krócej). Dzięki postępom w medycynie dostaliśmy jednak dodatkowe trzydzieści lat życia. Dzisiaj średnia długość życia to 76 lat, a wielu badaczy twierdzi, że dzisiejsi dwudziesto i trzydziestolatkowie, szczególnie ci dobrze wykształceni i dbający o siebie, mają całkiem sporą szansę żyć do setki. I to w niezłej formie. Nie ma więc najmniejszego powodu, aby nie zacząć od nowa nawet kilka razy.

Nie ma magicznej bariery wiekowej, po której naprawdę jest już za późno. Spytałam o to innego amerykańskiego psychiatrę, prof. Gary’ego Smalla z prestiżowego University of California w Los Angeles, amerykańskiego guru od ćwiczeń pamięci. „Im więcej będziesz robić, tym dłużej twój mózg będzie pracował na najwyższych obrotach. Nawet po dziewięćdziesiątce. To tak jak z mięśniami. Używane rosną. Nieużywane, wiotczeją” – mówi prof. Small i uczy tego Amerykanów na popularnych warsztatach.

 

Zacznij od dziś

Wiesz już, że nigdy nie jest za późno na odkrycie swojego potencjału. Pytanie tylko, jak to zrobić. W końcu coś cię musi blokować i z jakiegoś powodu nie zrobiłeś tego wcześniej. „Na początek proponuję krótkie ćwiczenie – mówi Raymond Yung, trenerka rozwoju osobistego i autorka książki „From Latecomer to Latebloomer”. – Przyjrzyj się twoim lękom i zastanów się, co tak naprawdę cię powstrzymuje przed realizowaniem swoich ambicji”. Jeśli to coś zupełnie namacalnego, jak kredyt na mieszkanie, przez który panicznie boisz się podjąć się jakiekolwiek zawodowe ryzyko, albo brak czasu, bo samotnie wychowujesz dwójkę dzieci, zastanów się, czy są jakieś małe kroki, które mimo wszystko możesz podjąć. Nikt nie mówi, że zmiana nastąpi z dnia na dzień, ale lepiej zacząć ten proces już dziś niż pluć sobie w brodę za dwadzieścia lat.

Gorzej, jeśli nogę do tego wyimaginowanego hamulca przyciska ci jakiś mniej skrystalizowany lęk albo problem. Być może tak do końca nie wierzysz we własne siły? Może brakuje ci samozaparcia w dążeniu do celu? Może poddajesz się po pierwszej drobnej porażce, chociaż każdy, kto coś osiągnął, wie, że są one nieuniknione. Albo boisz się tego, co o twoim planie na życie powiedzą znajomi albo rodzina? W końcu nawet najbardziej życzliwi ci ludzie mogą ulegać stereotypom. Zdaniem Yung, warto te lęki i problemy spisać na kartce, a potem bardzo świadomie ułożyć plan walczenia z nimi.