Najnowsze doniesienia z Północy pokazują jasno, że regularne picie kawy zostawia w naszej fizjologii głęboki, wyrazisty ślad, wpływając bezpośrednio na to, jak buduje się i regeneruje ludzkie ciało.
Finlandia prześwietla kawoszy
Z racji, że eksperci od lat spierają się o rolę kofeiny w diecie, zespół badaczy z Uniwersytetu w Oulu najpierw wyzbył się uprzedzeń i postanowił podejść do tematu z czystą kartą. Chyba się to opłaciło, bo opublikowane na łamach „European Journal of Nutrition” wyniki wywołały spore poruszenie. Zwłaszcza, że Finowie na kawie znają się jak nikt inny, bo to oni od lat przewodzą w światowych rankingach spożycia kawy na osobę, traktując ten napój jako nieodłączny element swojej kultury i codzienności.
Zamiast jednak badać przypadkowe grupy ochotników w sztucznych warunkach laboratoryjnych, naukowcy sięgnęli po potężną bazę zebraną w ramach Northern Finland Birth Cohort 1966. Przeanalizowano dane od ponad 2200 46-latków, których stan zdrowia, parametry biochemiczne i nawyki żywieniowe były skrupulatnie dokumentowane przez dziesięciolecia. Dzięki tak unikalnej grupie badawczej naukowcy zyskali rzadką okazję do wyeliminowania przypadkowych zmiennych i przyjrzenia się temu, jak wieloletnie spożywanie kawy koreluje z twardymi wskaźnikami medycznymi w dojrzałym wieku.
Do jakich wniosków doszli? Zaskakujących, zwłaszcza w temacie samej struktury ciała kawoszy. Do tej pory przy ocenie sylwetki najczęściej posługiwano się prostym wskaźnikiem BMI, który jednak bywa wyjątkowo ślepy na to, z czego właściwie wynika nasza waga. Fińskie badanie pokazało, że osoby deklarujące wyższe, regularne spożycie kawy charakteryzowały się odczuwalnie niższym poziomem całkowitej tkanki tłuszczowej, a zwłaszcza tej najbardziej niebezpiecznej – tłuszczu trzewnego, zlokalizowanego wokół narządów wewnętrznych w obrębie brzucha.
Jednocześnie u badanych odnotowano wyższą masę mięśni szkieletowych, i to przy zachowaniu dokładnie takiego samego wskaźnika BMI, jaki miały osoby pijące kawę okazjonalnie lub wcale. Innymi słowy – tradycyjna waga domowa mogłaby pokazać u obu tych grup dokładnie tę samą cyfrę, ale pod skórą miłośników małej czarnej krył się zupełnie inny, odczuwalnie zdrowszy i bardziej atletyczny profil kompozycji tkankowej.
Biochemiczna tarcza przed insulinoopornością i cukrzycą
Choć samo to wydaje się już naprawdę dużym efektem, to wciąż nie koniec zmian, które zachodzą w ciele osób regularnie pijących kawę. Badacze zwrócili szczególną uwagę na zauważalny spadek stężenia aminokwasów o łańcuchach rozgałęzionych (BCAA) we krwi osób pijących duże ilości kawy. Wbrew powszechnym opiniom z branży suplementów sportowych, przewlekle podwyższony poziom tych konkretnych biomarkerów we krwi jest w medycynie silnie powiązany z rozwojem insulinoorporności, zaburzeniami metabolicznymi oraz podwyższonym ryzykiem zachorowania na cukrzycę typu 2.

Ponieważ sama kawa nie jest dla organizmu źródłem aminokwasów, naukowcy przypuszczają, że zawarte w niej związki bioaktywne wspierają naturalne procesy ich oczyszczania i usprawniają gospodarkę węglowodanową. Dla naszego układu krążenia i trzustki oznacza to odczuwalną ulgę w codziennym przetwarzaniu energii.
Ślad odciśnięty również w hormonach
Prawdziwym przełomem okazało się odkrycie unikalnego wzorca hormonalnego, który towarzyszy regularnemu piciu kawy. U mężczyzn pijących znaczne jej ilości zaobserwowano wyraźnie wyższy poziom testosteronu całkowitego oraz biodostępnego, przy jednoczesnym wzroście globuliny wiążącej hormony płciowe (SHBG). Zestawienie to szło w parze z wyraźnie korzystniejszym profilem glukozowo-insulinowym.
Z kolei w przypadku kobiet częste picie kawy wiązało się przede wszystkim ze wzrostem stężenia SHBG oraz pożądanym, niższym stężeniem wolnych androgenów we krwi. Jak podkreśla Luca Verroest, doktorant na Uniwersytecie w Oulu i główny autor publikacji, to właśnie ten specyficzny, hormonalny podpis najbardziej zaskoczył zespół badawczy, gdyż nie znikał on nawet po uwzględnieniu wieku, wskaźnika BMI czy ogólnego stylu życia uczestników.
Patrząc na re rewolucyjne zależności wychodzi na to, że regularne picie kawy naprawdę się opłaca, a mała czarna to niemal jak codzienna dawka leku. Zanim jednak zaczniemy pić ją hektolitrami, warto pamiętać, że badanie nie jest prawdą objawioną. Jak podkreślają sami eksperci, nawet jeśli zauważono uderzające korelacje i powiązania, to nie ma stuprocentowej pewności, że kawa była tu jedyną przyczyną tych zmian. Mimo tego każdy, kto zaczyna dzień od filiżanki kawy powinien być spokojny, ten mały rytuał nie wyrządza nam krzywdy, a nawet wręcz przeciwnie, może działać dużo dobrego w naszym organizmie.
