Myszka komputerowa w ustach? Płytka dotykowa na podniebieniu zmienia zasady gry w cyfrowej nawigacji
Przez dekady interakcja z urządzeniami cyfrowymi opierała się na niezmiennych fundamentach, takich jak tradycyjna myszka, fizyczna klawiatura, a od kilkunastu lat także panele dotykowe i komendy głosowe. To wszystko niestety z myślą o większości osób, a i o ergonomii biurowej również się nie myśli jakoś zbyt intensywnie.
Na tym polu pojawiła się firma Augmental, która oficjalnie wprowadziła do sprzedaży komercyjnej urządzenie kompletnie przełamuje ten schemat i stawia na pierwszym miejscu ludzi, o których technologia zapomina, bo nie widzi w nich łatwego zysku.
MouthPad to miniaturowy, bezprzewodowy trackpad montowany na górnym podniebieniu, sterowany w całości przy pomocy ruchów języka oraz głowy. Co oznacza, że rozszerza możliwości sterowania nawet jeżeli, któryś z mięśni pracuje niewystarczająco sprawnie. Pokazuje to, jak wiele energii zespół włożył, aby stworzyć urządzenie dla osób z niepełnosprawnościami, które będzie w jak największym stopniu uniwersalne.

Sam myszka wyglądem przypomina niewidoczny aparat lub przezroczystą nakładkę ortodontyczną. Waży zaledwie dziesięć gramów, dzięki czemu jest słabo wyczuwalna, a jej przemyślana konstrukcja niemal wcale nie wpływa na wyraźność mowy użytkownika. Sercem układu jest umieszczona na wysokości podniebienia płytka dotykowa wrażliwa na nacisk.
Czytaj też: Ten plaster może uratować życie. I trochę zmienić myślenie o tym, jak wygląda pacjent
Odpowiednie operowanie językiem idealnie odzwierciedla tradycyjne ruchy wykonywane dłonią na trackpadzie laptopa. Przesuwanie językiem po powierzchni panelu pozwala płynnie kierować kursorem, a lekkie dociśnięcie odpowiada za lewy klik lub przeciąganie elementów. Z kolei delikatne gesty ssania wyzwalają prawy klik, podczas gdy swipnięcia umożliwiają sprawne przewijanie stron.

Całość dopełniają wbudowane żyroskopy, które pozwalają opcjonalnie sterować kursorem poprzez delikatne nachylanie głowy. Sprzęt łączy się z komputerami, tabletami czy smartfonami za pośrednictwem modułu Bluetooth i jest rozpoznawany przez najpopularniejsze systemy operacyjne po prostu jako bezprzewodowa mysz, oferując ponad siedem godzin ciągłej pracy na jednym ładowaniu.
Ponieważ jama ustna każdego człowieka różni się anatomicznie, proces zamawiania urządzenia wykracza poza standardowy zakup elektroniki. Każdy egzemplarz powstaje na indywidualne zamówienie na podstawie spersonalizowanego skanu trójwymiarowego uzębienia i podniebienia klienta, a następnie jest drukowany w technologii 3D z bezpiecznych, biozgodnych materiałów stomatologicznych.
Nie tylko myszka, jest jeszcze wsparcie głosu
Oprócz samej premiery rynkowej MouthPadu, firma zaprezentowała również uzupełniający mikrofon VOX noszony na szyi. Wykorzystuje on przewodnictwo tkankowe, odbierając wibracje strun głosowych bezpośrednio z ciała, co pozwala na dyktowanie tekstu i komend nawet cichym szeptem w hałaśliwym otoczeniu. Połączenie precyzyjnego wskaźnika językowego ze skanującym szept mikrofonem tworzy całkowicie wolny od rąk zestaw do obsługi komputera.

Swoboda wyboru, bo najważniejszy jest użytkownik, nie narzędzie
Naturalnie wszystkie te gesty to jest tylko pewna forma standardu prosto z pudełka. Do pary z myszką zaprojektowano i specjalną aplikację, która oczywiście pozwala wszystkie ruchy i komendy spersonalizować. Wybór leży po stronie użytkownika, który najlepiej zna swoje możliwości oraz co będzie po prostu wygodne. Twórcy rozumieli, że tutaj nie ma miejsca na narzucanie woli osób tworzących sprzęt.

Główną misją twórców z laboratorium MIT Media Lab jest likwidacja barier technologicznych dla osób żyjących z poważnymi ograniczeniami ruchowymi, takimi jak porażenie czterokończynowe, urazy rdzenia kręgowego czy stwardnienie zanikowe boczne.
Język jest wyjątkowo precyzyjnym narządem ruchowym, który jest kontrolowany bezpośrednio przez nerwy czaszkowe. Dzięki temu bardzo często zachowuje pełną sprawność i czucie nawet przy ciężkich urazach kręgosłupa. MouthPad pozwala więc użytkownikom odzyskać pełną autonomię w przeglądaniu sieci, pisaniu wiadomości, pracy zawodowej, a nawet graniu w gry komputerowe dzięki funkcji mapowania klawiszy nawigacyjnych.

Co istotne, urządzenie wpisuje się w koncepcję dyskretnej technologii, ponieważ spoczywa niewidocznie w ustach, zapewniając użytkownikowi prywatność i swobodę w miejscach publicznych, w przeciwieństwie do wielkogabarytowych systemów śledzenia wzroku.
Niestety cena może stanowić poważną barierę
Barierę niestety może stanowić wysoka cena, która wynosi aż 1400 dolarów plus opłaty stomatologiczne związane ze stworzeniem odlewu zębów. Cena wysoka, lecz miejmy nadzieję, że przynajmniej urządzenie doczeka się wysokiego wsparcia w postaci dofinansowań, jeżeli rzeczywiście okaże się tak rewolucyjne, jak się na to w tej chwili zapowiada.
Czytaj też: Rewolucyjny proszek zatrzymuje krwotok w sekundę. Może całkowicie zmienić ratownictwo
Rozwiązanie to budzi olbrzymie zainteresowanie, co jest dobre, lecz niestety też wśród osób, które powinny milczeć i nie psuć odbioru. Bowiem nie tylko wśród osób z niepełnosprawnościami, ale również w środowiskach bezwględnych zwolenników AI. Zamiast pozwolić być na pierwszym planie osoba o innych możliwościach ruchu, technokraci z Jeffem Bezosem na czele psują nastrój rewolucyjnego narzędzia pisząc jak bardzo im to pomoże mieć jeszcze lepszy kontakt ze sztuczną inteligencją i być forma przejściową do zjednoczenia z maszyną… Niestety nie ważne jak wiele ma się pieniędzy, taktu nie da się kupić.
Źródło: digitaltrends, augmental, gizmodo
