Wielkim atutem Einsteina była wyobraźnia, którą ce- chowała dziecięca fantazja nieograniczona schematami, jakie narzuca nam realistyczna dojrzałość. Nie wystarczał mu opis funkcjonowania świata, jaki dawała ówczesna fizyka. Pytał „dlaczego?” i tak długo szukał odpowiedzi, aż w jego umyśle powstał model
tłumaczący prawa przyrody. Tak stworzył teorię względności – hipotezę naukową, której nie da się pojąć bez uwolnienia swojej wyobraźni.

Stała prędkość światła

Możliwe, że pierwszą inspiracją dla uczonego był pociąg wjeżdżający na stację w Zurychu, gdzie Albert Einstein wówczas mieszkał i pracował. Gdy ruszamy powoli ze stacji kolejowej, patrząc przez okno widzimy odjeżdżający peron. Dorosły człowiek od razu uzna że to pociąg, a nie peron jest w ruchu. Einstein zadawał sobie jednak pytanie: a właściwie skąd to wiemy?

Odpowiedzią jest Ziemia. To ją uznajemy za nieruchomą, a więc przypisujemy przedmiotom prędkość względem niej. Ale gdyby Ziemi nie było? W jaki sposób stwierdzilibyśmy, czy to nasz statek kosmiczny jest w ruchu, czy też stacja kosmiczna się od nas oddala? Pierwsze, co przychodzi na myśl, to prawa fizyki. Może są jakieś zasady, które biorą pod uwagę prędkość i w ten sposób z przebiegu zjawisk dowiemy się, czy stoimy, czy też poruszamy się? Najlepszym kandydatem są pola magnetyczne i elektryczne. W szkole uczyliśmy się, że tak naprawdę stanowią one jedno oddziaływanie – elektromagnetyzm. Z prac holenderskiego fizyka Hendrika Lorentza wynika, że światło, które w istocie jest zmiennym polem elektromagnetycznym, musiałoby zawsze biec z tą samą prędkością, niezależnie od naszego ruchu. Jak to sprawdzić? Skoro wiemy, że Ziemia porusza się (i to dość szybko) wokół Słońca i wokół własnej osi, to jeśli prędkość światła zależy od ruchu, promień światła biegnący z zachodu na wschód – a więc zgodnie z kierunkiem ruchu Ziemi – powinien tę samą drogę przebyć w innym czasie niż drugi biegnący z północy na południe. Doświadczenie takie przeprowadzili amerykańscy naukowcy Albert A. Michelson i Edward Morley. I okazało się, że prędkość światła naprawdę nie zależy od kierunku jego biegu.

Einstein – znając wyniki prac Lorentza, Michelsona i Morleya, a także wielu innych ówczesnych fizyków – doszedł do wniosku, że w takim razie w ogóle nie da się odróżnić układów w ruchu od nieruchomych.