Do tragedii doszło przed 850 laty na równinie zwanej dzisiaj Cowboy Wash w stanie Kolorado. Do małej osady wtargnęli wygłodniali obcy. Zarąbali mieszkańców i poćwiartowali ich na drobne kawałki, mięsiwo ugotowali. Zanim odeszli, jeden z intruzów załatwił dużą potrzebę w gasnące popioły paleniska. Tym samym pozostawił ślady swojej zbrodni. Skamieniałe odchody stały się wraz ze szczątkami kotła decydującym ogniwem w łańcuchu dowodów, dotyczących fascynującej zagadki naukowo- kryminalnej.

BIAŁKO W GARNKU


„Po raz pierwszy znaleźliśmy jednoznaczny dowód na istnienie kanibalizmu. W Cowboy Wash ludzie nie tylko ugotowali mięso człowieka, ale także z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością je zjedli” – napisał Richard Marlar, biochemik z University of Colorado w Denver, w magazynie „Nature”. Tak na skorupach garnka, jak w skamieniałych ekskrementach odkryto bowiem ludzką myoglobinę. „Białko to występuje tylko w tkance kostnej i w mięśniu sercowym. Jeśli znalezione zostało w odchodach, oznacza to, że pochodzi z ludzkiego mięsa, które zostało zjedzone” – wyjaśnia Richard Marlar. W szczątkach domów z indiańskiej osady archeolodzy- -detektywi odkryli też ponad tysiąc fragmentów kości, należących do co najmniej siedmiu osób płci obojga, z charakterystycznymi śladami cięcia, a nawet narzędzia kamienne, na których (po tak długim czasie!) pozostały plamy ludzkiej krwi.

Makabryczne odkrycie z Cowboy Wash stało się ważnym argumentem w dyskusji od lat toczącej się wśród naukowców – czy w określonych warunkach, z głodu lub z powodów rytualnych, homo sapiens zjada ciała swych pobratymców? Wielu specjalistów do dziś reprezentuje pogląd, że kanibalizm w rzeczywistości nie istniał, lecz jest mroczną legendą. W mitologii greckiej bóg Kronos, ojciec Zeusa, pożerał swe dzieci, a heros Odyseusz ledwie z życiem uszedł z jaskini tytana- -ludożercy Polifema. Aztekowie opowiadali, że Huitzilopochtli, okrutny bóg wojny, poćwiartował i spożył swą przyrodnią siostrę. Któż nie zna baśni o Małgosi i jej bracie Jasiu, którego Baba Jaga tuczyła, aby upitrasić chłopca na wieczerzę? Europejscy kolonizatorzy oskarżali o kanibalizm Indian i Afrykanów, których tępili i zabijali. Krzysztof Arciszewski (1592–1656), polski admirał walczący w służbie holenderskiej, opisał brazylijskich Indian Tapujów z regionu Pernambuco: „Zdarzyło się, że umarł któryś z Tapujów. Krewni jego umyli trupa, wydobyli wnętrzności i oczyścili je z rozkładających się pokarmów, inne części ciała nieczyste też starannie obmyli, włosy i paznokcie poobcinali, a obcięte starannie zebrali. Następnie posiekali ciało na drobne części, nie brzydząc się żadnej, nawet genitaliów. Wszystko to bowiem usmażyli na ogniu, ze szczególną starannością zbierając do naczyń tłuszcz i sos ściekający kroplami przy pieczeniu. Czego zjeść nie mogli, jak włosy, paznokcie, zęby czy kości, to spopielili, a szczyptę tego popiołu po wrzuceniu do kubków spożyli w płynie i nie wstali wcześniej, dopóki całość nie została zjedzona”.

Podróżnik Jan Czekanowski napisał we wspomnieniach, że jeszcze na początku XX wieku można było spotkać na afrykańskich targach krajowców sprzedających wędzone ludzkie mięso. Czy jednak te relacje odpowiadają prawdzie, trudno powiedzieć. Do dziś niektóre plemiona w Afryce i w Nowej Gwinei zarzucają swym wrogom kanibalizm, pragnąc okryć ich jak największą hańbą. Uporczywe były pogłoski, że zmarły w 1996 roku były cesarz Republiki Środkowej Afryki Jean Bedel Bokassa trzymał w chłodniach ciała nastolatków zgładzonych na jego rozkaz. O ludożerstwie krąży wiele makabrycznych anegdot, jednak udokumentowanych naukowo faktów jest jak na lekarstwo.

FAKT CZY MIT?


Początkowo badacze byli pewni, że swych pobratymców zjadał pierwotny człowiek pekiński, później jednak okazało się, że domniemane ślady zębów ludzkich na piszczelach pozostawiły szczęki dużych drapieżnych ssaków. Za kanibala uchodzi człowiek jawajski, ale i tu jednoznacznych dowodów nie znaleziono. Niemiecka archeolożka Heidi Peter-Röcher, autorka popularnej książki „Mit kanibalizmu”, twierdzi: „Na podstawie samych kości nie sposób wykazać istnienia ludożerców. Nacięcia na kościach świadczą np. o ciosach zadanych być może na wojnie lub o tym, że człowiek został poćwiartowany. Niewykluczone, że zabójca chciał tylko odciąć głowę swej ofiary jako trofeum wojenne. Ciało mogło zostać obdarte ze skóry i poćwiartowane po prostu w rytuale pogrzebowym.

Nie ma natomiast dowodów, że mięso zostało zjedzone”. Zwolennicy poglądu, że ludożerstwo jest mitem, wskazują ponadto na przykłady ze świata zwierzęcego. Kanibalizm zaobserwowano u mniej więcej 75 gatunków ssaków, w tym 15 naczelnych. Tak naprawdę zjawisko to jednak występuje sporadycznie. Niektóre mewy czy krogulce „podjadają” pisklęta swoich pobratymców, nie atakują jednak osobników dorosłych. Kanibalizm z ewolucyjnego punktu widzenia po prostu się nie opłaca – zagraża całemu gatunkowi, a ponadto naraża uprawiającego ten proceder osobnika na niebezpieczeństwo odwetu. Dlatego np. lwy nigdy nie polują na swych dorosłych pobratymców, nawet starych i chorych, którzy staliby się łatwym łupem. Nie ma powodów, aby człowiek, dysponujący przecież rozumem, ograniczony różnymi religijnymi i kulturowymi tabu, okazał się większym kanibalem niż zwierzęta. Naukowcy, twierdzący że jaskiniowy łowca niekiedy mógł spożywać comber z bliźniego na wieczerzę, wskazują natomiast na coraz to nowe znaleziska archeologiczne.

ZUPA Z GŁOWY