ROZMOWA PROF. D R HAB. BOLESŁAW ROK, EKSPERT W DZIEDZINIE ETYKI BIZNESU - CZY JESTEŚMY DOŚĆ WYSTRASZENI?

Nieważne, czy firma dba o środowisko dlatego, że chce się tym chwalić, czy dlatego, że zamierza na tym zarabiać. Ważne, że proekologiczne działania w ogóle się pojawiają – mówi prof. dr hab. Bolesław Rok

Hanna Adamkowska, Focus: Klienci oczekują obecnie, że firmy będą ekologiczne?

- Myślę, że to się bardzo zmienia w ostatnim okresie. Przez wiele lat firmy robiły różne efektowne rzeczy, żeby demonstrować swoją ekologiczność – czyli na przykład
koncerny motoryzacyjne pokazywały w reklamach samochody na łące wśród kolorowych kwiatów. Budziło to rzeczywiście sympatię odbiorców, ale nie odnosiło się w ogóle do ekologii czy do autentycznego zaangażowania firmy w ochronę środowiska. Nie mówiąc o tym, że nie miało żadnego związku z tym, czy samochód był eko czy nie.

W ciągu ostatniego roku doszło jednak do radykalnych zmian, jeśli chodzi o oczekiwania klientów wobec ochrony środowiska. Wcześniej nie byliśmy świadomi wagi tego problemu, teraz firmy próbują na gwałt wykorzystywać rosnące zainteresowanie tą tematyką. Ciągle nie wiemy, jak sprawdzić efekty tego, co przedsiębiorstwo deklaruje, niemniej jesteśmy ogromnie chłonni i otwarci na komunikaty zawierające treść ekologiczną. I generalnie bardziej im wierzymy, niż powinniśmy wierzyć, co przekłada się na zainteresowanie firmą i produktem – znacznie bardziej teraz niż jeszcze dwa-trzy lata temu.

W jakim stopniu działalność ta wynika z rzeczywistej odpowiedzialności społecznej, a w jakim z dbałości o wizerunek?

- W tym przypadku motywacje nie są tak istotne. Nieważne, czy robimy coś, żeby się pochwalić, czy dlatego, że mamy głębokie przemyślenia na dany temat. Ważne jest, co robimy, jak to robimy i jaki osiągamy efekt. Ostatnio usłyszałem prawdziwą historię o tym, jak prezes dużej firmy docenił znaczenie ochrony środowiska i zarządził wprowadzenie linii nowych produktów ekologicznych po tym, jak jego dzieci wzięły udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. To one zapytały go: „A co ty robisz w swojej pracy?”. Przejął się do tego stopnia, że wprowadził w firmie nowe porządki.

Pracownicy z początku nie byli przekonani do zmian, ale wkrótce okazało się, że nowy produkt, kierowany do młodego odbiorcy, sprawdził się. Firma nie tylko robi teraz coś, co jest ważne dla następnych pokoleń, ale także zarabia. Jak widać, motywacja, ta pierwsza iskierka, może pochodzić z różnych źródeł.

Czy dla naszej ogólnej sytuacji, mierzonej w makroskali, większy wpływ mają naciski oddolne, ze strony konsumentów, czy regulacje prawne idące z góry?

- Jedno i drugie jest potrzebne. Gdy nie ma regulacji, znajdą się może dwie-trzy firmy, które zrobią coś z własnej inicjatywy. Jednak reszta nie zrobi nic, bo nie będzie musiała. Dwa lata temu pojawił się unijny obowiązek raportowania pozafinansowego, obecnie poszerzany o ujawnianie wskaźników dotyczących wpływu na klimat. Dotyczy to w Polsce już prawie 300 firm. A jeżeli jakaś firma musi podać konkretne dane np. o poziomie emisji, to zaczyna je mierzyć. Gdy zaś zaczyna mierzyć, patrzy też na to, co robi konkurencja, jakie ona ma wskaźniki.

Jeżeli ma gorsze, chce je poprawić i tak zaczyna się pozytywne sprzężenie. Te regulacje muszą być oczywiście wyważone i muszą dotyczyć przede wszystkim transparentności, czyli ujawniania pewnych danych, tak żeby można było ocenić poszczególne organizacje, bo wtedy w naturalny sposób będą one konkurować. Oczywiście, jeśli nie będzie nacisku konsumenckiego odczuwanego w całej Unii Europejskiej, to żadne przepisy prawne nie zostaną wprowadzone. Komisja Europejska wprowadza je, ponieważ czuje presję obywateli. Ja osobiście zresztą bardziej wierzę w presję obywatelską niż konsumencką.

A czy jesteśmy już w Polsce gotowi na samoograniczenie się, jeśli chodzi o konsumpcję?

- Myślę, że pytanie powinno brzmieć: Czy jesteśmy już dostatecznie wystraszeni kryzysem klimatycznym i tym, co nas czeka. Tak jak już mówiłem – w ciągu ubiegłego roku i to
dzięki młodzieży szkolnej, cały świat stał się znacznie bardziej wystraszony. Jeszcze trzy lata temu, co wynika z badań, mówienie, że trzeba ograniczyć jedzenie mięsa, bo to ma negatywny wpływ na klimat, nikogo nie przekonywało. Dziś okazuje się, że co drugi Polak myśli, że to jest ważne. Nie znaczy to, że od razu rezygnuje z szynki czy kotleta, ale już rozumie lub dociera do niego myśl, że produkcja mięsa źle działa na środowisko. W sklepach jakiś czas temu pojawiły się produkty wegańskie, a od dwóch lat bardzo dobrze się sprzedają. Są to być może koncepcje radykalne, ale powoli się do nich dostosowujemy, choćby w myśl tego, że dla przyszłych pokoleń też musi coś zostać na Ziemi.

Stajemy się coraz bardziej świadomi, mimo że politycy i szeroko rozumiane media podchodzą do tego jeszcze niezbyt poważnie. Tymczasem jest to najważniejsze wyzwanie cywilizacyjne, przed którym stoimy.

KOMENTARZ FOCUSA - EKOLOGIA NA TRZY Z PLUSEM

Chcemy bacznie przyglądać się działalności eko polskich firm, ale także wspierać je na tej drodze

Bank finansujący budowę elektrowni węglowej chwali się akcją promującą rowery jako środek transportu. Tak w tej chwili wygląda ekologia po polsku. Wydawałoby się, że ranking firm najbardziej zaangażowanych w ochronę środowiska poprawi nam samopoczucie. Jednak przyjrzyjmy się cyfrom. Zwycięzca rankingu zasłużył w 5-stopniowej skali jedynie na ocenę 3,57 – przecież to firma, która na naszym rynku odnotowuje roczną sprzedaż na poziomie 4 mld złotych. A jednak należy poczytywać to za sukces.

Połowa badanych przedsiębiorstw została przez ekspertów praktycznie zdyskwalifikowana. Ich inicjatywy w najmniejszym stopniu nie rekompensują strat, którymi obarczają środowisko. Najgorzej wypadły, co dość oczywiste, firmy z branży energetyczno-paliwowej. Taka jest specyfika ich działalności, lecz jednocześnie to na nich spoczywa największa odpowiedzialność, bo to one zaciągają największy dług wobec natury, czyli także wobec nas. Powietrze, woda i ziemia nie zostały stworzone po to, by one mogły się bogacić – sprzedaż na poziomie dziesiątków miliardów złotych rocznie zobowiązuje. Tymczasem elektrownie korzystające z surowców kopalnych wolą płacić coraz więcej za uprawnienia do emisji CO2 niż inwestować w rozwiązania proekologiczne.

Elektrownia Bełchatów twierdzi, że jej szkodliwe parametry zmniejszyły się w ciągu ostatnich lat o kilkadziesiąt procent. Tymczasem NIK wystąpił do Głównego Inspektora Ochrony Środowiska o informację na temat wyników działań pomiarowych w elektrowni Bełchatów, ponieważ okazało się… że zwiększa ona jeszcze emisję. Nie dajmy się więc zwieść. Ekologia zaczyna się od prawdy i naszego zaangażowania, cieszy więc rosnąca na całym świecie fala protestów w obronie klimatu. Jesteśmy dopiero na początku tej drogi. Wierzymy, że z każdym rokiem, dzięki aktywności ekologicznej polskich firm, będziemy mieli coraz więcej powodów do dumy.